Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 5849

Prezes JKH GKS: Nie zmienimy naszej filozofii

2019-04-27 12:46:21

Triumfem GKS Tychy nad Cracovią Kraków zakończył się sezon 2018/2019, w którym JKH GKS Jastrzębie wywalczył po raz drugi w dziejach Puchar Polski, a także zajął piąte miejsce w rozgrywkach ligowych. To najlepszy moment zarówno na podsumowanie, jak i rozmowę o najbliższej przyszłości z prezesem klubu z Jastora, Kazimierzem Szynalem. Sternik JKH GKS Jastrzębie odpowiedział na pytania redakcji sportowej JasNetu dotyczące jednak nie tylko minionych rozgrywek, ale też słynnego apelu Leszka Laszkiewicza, zniesienia limitu obcokrajowców czy braku powołań do reprezentacji Polski dla naszych wychowanków.


- Zakończył się sezon 2018/2019. Czy zarząd JKH GKS Jastrzębie uważa go za udany?
Kazimierz Szynal - W ocenie zarządu naszego klubu miniony sezon był bardzo udany. Mieliśmy w nim dwóch zwycięzców, czyli mistrza Polski - GKS Tychy oraz zdobywcę Pucharu Polski - JKH GKS Jastrzębie. To, czy ktoś zajął drugie czy czwarte miejsce, jest w istocie sprawą drugorzędną. Dla niektórych klubów nawet wicemistrzostwo kraju jest porażką, biorąc pod uwagę ich budżety. Natomiast my zdobyliśmy Puchar Polski po raz drugi w historii, co zdarza się rzadko. Oczywiście mam wielką nadzieję, że nie ostatni raz to trofeum przyjechało na Jastor.
 
- Czy w ekstralidze dało się ugrać więcej? Po szybkim 0:4 z Cracovią mieliśmy mały zgryz, ale "Pasy" wyeliminowały potem także GKS Katowice, co każe nam spojrzeć na tę porażkę z nieco innej perspektywy.
- Myślę, że dałoby się ugrać coś więcej. Wydaje mi się jednak, że nasi zawodnicy sądzili, iż nie będzie to aż tak trudne zadanie. Liczyli, że powtórzy się sytuacja z Pucharu Polski.
 
- Według pana nasi hokeiści spodziewali się czegoś innego po tak wzmocnionej Cracovii?
- Wzmocnienia rywala to temat na inną rozmowę. Mówiąc wprost, niektórzy z naszych zawodników za szybko uwierzyli w swoją wielkość po wywalczeniu Pucharu Polski. Sądzili, że skoro wygrali z Katowicami i Podhalem, to poradzą sobie także z Cracovią. Efekt widzieliśmy. Odbiliśmy się od krakowian jak od ściany. Ale nie tylko my.
 
- Powiedział pan, że zarząd jest bardzo zadowolony z minionego sezonu. A jednak obcokrajowców "odpaliliście" niemal co do jednego. Czy po tych kilku tygodniach nie uważacie, że było to zbyt pochopne? Takiego chociażby Jana Homera jednak szkoda...
- W klubie mamy sztab szkoleniowy, który ustala, kto, z kim i gdzie ma grać. Zarząd klubu stara się nie ingerować w ustalenia trenerów, ponieważ są oni rozliczani za osiągane wyniki. Gdybyśmy dyktowali sztabowi swoje wizje, to można byłoby nam zarzucić, że szkoleniowcy mieli inny pomysł na sukces. Dlatego wraz z trenerami dyskutujemy na temat pewnych rozwiązań, a następnie wspólnie podejmujemy decyzję.
 
- Czyli, mówiąc wprost, to był wniosek trenera Roberta Kalabera?
- Nie. To była wspólna decyzja zarządu klubu, sztabu trenerskiego i nowego dyrektora sportowego Leszka Laszkiewicza.
 
- Od razu dodajmy, że nadzieje części naszych komentujących odnośnie wyrzucenia Kalabera po porażce z Cracovią są płonne i mogą je sobie...
- Póki co nie dawałbym wielkich szans na spełnienie marzeń przeciwników Roberta Kalabera (śmiech).
 
- Idźmy dalej - tak pewne zwycięstwo Cracovii nad JKH GKS nie jest chyba dobrą wiadomością pod kątem przyszłości polskiego hokeja. Romantyczny model oparcia drużyny o wychowanków przegrał z kretesem rywalizację z zespołem zbudowanym w miesiąc z zagranicznych wyjadaczy.
- Nie mogliśmy nie dać szansy gry chłopakom, którzy zdobyli Puchar Polski. Tym sukcesem zawodnicy zasłużyli sobie przecież na występ w fazie play-off. Gramy w oparciu o zawodników z Jastrzębia, którzy się tu urodzili bądź wychowali, tudzież przez lata po prostu zżyli z Jastorem. Innej drogi dla nas nie było i nie będzie. Dodam, że oczywiście drużyna będzie sukcesywnie wzmacniana odpowiedniej jakości obcokrajowcami, ale wyłącznie w niezbędnej ilości. Nie chcemy tracić z pola widzenia naszych wychowanków. Zastrzegam przy tym, że samo miejsce urodzenia nie jest "z marszu" argumentem do występów w pierwszej drużynie. Apelowałbym, aby mieć na uwadze to rozróżnienie. Filozofia budowania zespołu to jedno, a kwalifikacje do występów w ekstralidze - to drugie.
 
- Jednak wasza filozofia przegrała z doświadczeniem Rudolfa Rohaczka, który zjadł zęby na polskiej ekstralidze i do cna wykorzystał jej przepisy. Cracovia prześlizgnęła się przez fazę zasadniczą, a jak przyszło co do czego, oparła się na sprowadzonych ad hoc najemnikach. To wymowna lekcja dla prezesów innych polskich klubów.
- Wypada mi jedynie zapytać, co takie działanie dało polskiemu hokejowi? Mogę powtórzyć to, co mówiłem już wielokrotnie. Nie zawsze interes niektórych polskich klubów idzie w parze z interesem polskiego hokeja jako całości. I nie zawsze to, co jest dobre dla danego klubu, musi być automatycznie dobre dla polskiego hokeja.
 
- Kontynuujmy tę kwestię. Co pan czuł widząc listę powołań do reprezentacji Polski na towarzyskie mecze z Litwą? Gdy kadrę bojkotowali "etatowi" kadrowicze, to do Jastrzębia dotarło trzy razy więcej powołań. Teraz znalazło się miejsce ledwo dla jednego zawodnika-wychowanka JKH GKS, czyli Jakuba Michałowskiego. Aż przypomina się niepoprawne politycznie przysłowie o Murzynie...
- Cóż... Taką drogę obrał selekcjoner Tomasz Valtonen. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że w kadrze powinni grać najlepsi i z takim postawieniem sprawy nie można dyskutować. Ale kij ma zawsze dwa końce. Jeśli nasi zawodnicy nie otrzymali ostatnio powołań do reprezentacji, to mogą dojść do wniosku, że muszą jeszcze więcej pracować, aby zasłużyć na grę z orłem na piersi. Krótko mówiąc, ta decyzja Valtonena powinna ich dodatkowo zmobilizować.
 
- Tak, ale kiedy "etatowi" kadrowicze znów pokażą "figę z makiem", to niektórzy z tych odrzuconych zawodników mogą dojść do wniosku, że selekcjoner powinien sobie szukać "zapchajdziur" gdzie indziej.
- Oczywiście, taki wniosek także można wysnuć z tej sytuacji. Człowiek uczy się przez całe życie. Podkreślę jednocześnie, że JKH GKS Jastrzębie nigdy nikomu nie zabroni jechać na zgrupowanie kadry narodowej. To jest nie tylko zaszczyt, ale też duże przeżycie osobiste. Niemniej, decyzję pozostawimy samym zawodnikom. My nie będziemy im niczego zabraniać.
 
- Przejdźmy do kwestii słynnego apelu Leszka Laszkiewicza, w którym sprzeciwił się on zniesieniu limitu obcokrajowców w polskiej ekstralidze. List popadło wiele autorytetów.
- Jako zarząd JKH GKS Jastrzębie wspieramy Leszka Laszkiewicza. Oczywiście znamy opinię internetowych hejterów, według których działamy wyłącznie we własnym interesie, ale nie przejmujemy się nimi. W kwestii konieczności utrzymania limitu zawodników z zagranicy opinię Laszkiewicza poparli tacy ludzie, jak Mariusz Czerkawski, Henryk Gruth czy Waldemar Klisiak, których zresztą także skrytykowano, ponieważ rzekomo "są oderwani od bieżącej rzeczywistości". Osobiście uważam, że jeśli chcemy za kilka lat mieć lepszą reprezentację narodową i odbić się od dna, to powinniśmy postępować według wskazówek takich właśnie autorytetów. Kierunek wskazywany przez prezesa PZHL Mirosława Minkinę oraz większość prezesów polskich klubów jest w mojej opinii kierunkiem błędnym. Mogę jedynie powtórzyć, co już mówiłem - w tym przypadku interes polskich klubów nie idzie w parze z interesem polskiego hokeja i musimy zdawać sobie z tego sprawę. Hokejowa centrala powinna regulować takie kwestie i na chwilę obecną skłonna jest przychylić się do żądań większości klubów. Zobaczymy, co będzie dalej.
 
- No właśnie, żądań większości klubów. Czyli JKH GKS Jastrzębie jest w mniejszości, być może nawet dramatycznie niewielkiej mniejszości. Chce się wam tak wojować ze wszystkimi? Taka krucjata może się naszemu klubowi nie opłacić.
- Nie mamy najmniejszego zamiaru walczyć z wiatrakami. Od lat prowadzimy jedną i tę samą politykę. Jesteśmy wierni filozofii budowania drużyny na bazie wychowanków. I jak wskazuje ostatnia edycja Pucharu Polski, przynosi to niezłe skutki.
 
- Jeśli ekstraliga zostanie jednak otwarta, to co to będzie oznaczać dla JKH GKS Jastrzębie?
- Zobaczymy. Mogę zapewnić, że nasza filozofia nie ulegnie zmianie. Ci polscy zawodnicy, którzy mają kontrakty z JKH GKS, nadal będą je mieć, a skład będziemy wzmacniać umiarkowaną liczbą obcokrajowców, od których nasza młodzież będzie mogła się czegoś nauczyć.
 
- Według waszych przeciwników argumentów za otwarciem ligi jest kilka. Przede wszystkim to fakt, że polscy zawodnicy dyktują poziom płac, bo jest ich mało, a prezentują co najwyżej średnie umiejętności. Słabsze zespoły nie są w stanie wzmocnić się w miarę przyzwoitymi obcokrajowcami, dlatego nie mogą nawiązać walki z czołówką. A co do reprezentacji, to i tak jest słaba, więc można ją sobie odpuścić na parę lat, a najpierw zająć się odbudową poziomu sportowego ekstraligi.
- Nie zgodzę się z pojęciem "naszych przeciwników", ponieważ z wieloma z nich kolegujemy się na co dzień. Chodzi o odmienny punkt widzenia na przyszłość polskiego hokeja. Oczywiście najlepiej pójść na łatwiznę i kupić dwa tuziny ludzi zza naszej południowej granicy, a do tego dołożyć kilkunastu zawodników z II ligi fińskiej, a następnie urządzać w Polsce mecze czesko-fińskie. To jest najprostsza droga. Powinniśmy jednak spojrzeć w metryki naszej obecnej reprezentacji. Jeśli wyłączymy z tego grona chłopaków z Jastrzębia, to w jakim wieku są nasi bramkarze, obrońcy i napastnicy? Co będzie za kilka lat? Odpowiedź jest jasna - będzie jeszcze gorzej.
 
- Australia to piękny kraj.
- Bardzo piękny, ale nie chciałbym tam jeździć na mistrzostwa świata w hokeju na lodzie.
 
- Na pewno jednak argument o ewentualnym wyrównaniu poziomu ligi jest sensowny. Otwarcie rozgrywek to zarazem większy rynek do poszukiwań. A zagraniczne gwiazdy mogą przyciągnąć kibiców.
- Czas pokaże, na ile proponowane przez prezesa Minkinę rozwiązanie okaże się sukcesem. Nie wszyscy muszą znać się na hokeju, ale w mojej opinii warto słuchać tych, którym braku wiedzy w tej dziedzinie nie można zarzucić, czyli Laszkiewiczowi, Czerkawskiemu czy Gruthowi. Uważam, że powinniśmy brać przykład z lepszych i wzorować się na krajach, gdzie hokej stoi na wyższym poziomie. 
 
- Wróćmy do naszej sytuacji kadrowej. Wspomnieliśmy o zakończeniu współpracy z niemal wszystkimi obcokrajowcami, a to oznacza rewolucję w zespole. Kilka dni temu widziałem przed Jastorem samochód z gdańską rejestracją...
- Rozmowy w temacie wzmocnienia drużyny prowadzone są przez zarząd klubu oraz dyrektora sportowego Leszka Laszkiewicza. Jednym z zadań, których podjął się Laszkiewicz, jest budowa zespołu na takim poziomie, który byłby satysfakcjonujący dla kibiców, sponsorów i całego naszego miasta.
 
- Kiedy poznamy pierwsze nazwiska?
- Myślę, że po długim majowym weekendzie. 
 
- Czy obcokrajowcy dołączą do drużyny "na ostatniej prostej" przed sezonem, czy też rozmowy w tej kwestii będą prowadzone już wiosną?
- Działamy sukcesywnie i bez pośpiechu. Wiele zależy od ewentualnego sfinalizowania umów z tymi zawodnikami, z którymi rozmawiamy już teraz. Nie można oczywiście wykluczyć, że niektórzy obcokrajowcy dołączą do nas w sierpniu. Natomiast jeśli nie zdobędziemy Pucharu Polski pod koniec 2019 roku, to może w styczniu kupimy sobie dwudziestu nowych zawodników i tym załatwimy sprawę (śmiech).
 
- To może inaczej, czy kibice mogą spodziewać się jakiegoś transferowego "wow"?
- Nie można tego wykluczyć...
 
- Polak czy obcokrajowiec?
- Sądzę, że nasi kibice będą mile zaskoczeni.
 
- Przejdźmy do naszej młodzieży. Ponownie nie udało się powtórzyć sukcesu z 2007 roku, czyli zdobyć mistrzostwa Polski juniorów. A tymczasem nasze "złote" roczniki powoli kończą wiek młodzieżowca...
- Rozmawialiśmy o tym problemie w klubie. W drużynie juniorów mamy przecież zawodników otrzaskanych z ekstraligą, którzy trzy lata z rzędu byli w gronie faworytów do mistrzostwa, ale ostatecznie kończyło się na srebrnym bądź brązowym medalu. Myślę, że decydującą rolę gra tu sfera mentalna, czyli brak odporności psychicznej w najważniejszym momencie sezonu. 
 
- Biorąc jednak pod uwagę tegoroczne mistrzostwa, to trudno mieć pretensje akurat do naszych ekstraligowców, czyli Dominika Pasia, Kamila Wałęgi i Jana Sołtysa. Zdecydowana większość zdobytych bramek była ich autorstwa.
- Trudno temu zaprzeczyć, ale z drugiej strony w poprzednich latach podczas turniejów na Jastorze też nie udało się zdobyć złota. Na pewno jednak nie można z tego faktu wyciągać jakichś daleko idących wniosków. Głównym zadaniem szkolenia młodzieży nie są mistrzostwa Polski w kolejnych kategoriach wiekowych, ale wychowanie zawodnika, który zagra w drużynie seniorów.
 
- Czy istnieje ryzyko, że wspomniana trójka opuści Jastrzębie? Czy bogatsze kluby pytają o tych zawodników?
- Na razie nie ma takich informacji, choć oczywiście życie nie zna próżni i niczego nie można wykluczyć. Pamiętajmy, że w transferach obowiązują normalne zasady rynkowe, które należy spełnić, aby pozyskać danego zawodnika. 
 
- Na sam koniec kilka pytań z komentarzy naszych czytelników. Zastanawiam się, dlaczego niektórzy twierdzą, iż "Jan Miszek to największe zło w klubie".
- Jan Miszek to człowiek, który 3/4 życia poświęcił dla hokeja i jest z naszym klubem od zawsze, wykonując dla JKH GKS Jastrzębie ogromną pracę. Podkreślę, że pan Jan pracuje nieodpłatnie. To, że jacyś anonimowi komentatorzy oceniają go w ten sposób, świadczy o nieznajomości rzeczy i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nie mam pojęcia, kto opowiada takie bzdury, ale w życiu już tak jest, że nie wszyscy kochają wszystkich. Ponadto prezes Miszek ma to do siebie, że potrafi w krótkich żołnierskich słowach wyrazić swoją opinię na dany temat (śmiech). Być może ktoś usłyszał z jego ust jakąś cierpką uwagę i dlatego teraz wylewa żale w internecie.
 
- Druga sprawa to plotki dotyczące rzekomych planów obcięcia funduszy na sport w Jastrzębskiej Spółce Węglowej.
- To rzeczywiście są plotki. Być może ta problematyka dotyczy zespołów spoza Jastrzębia-Zdroju, ale na pewno nie JKH GKS czy innych klubów z naszego miasta. Jako klub mamy podpisaną stosowną umowę ze Spółką, która jest naszym partnerem strategicznym i... sądzę, że nim pozostanie. W chwili obecnej nie ma żadnych przesłanek, aby podejrzewać, że ta sytuacja ulegnie zmianie. Natomiast trzeba mieć świadomość, że gdyby stało się inaczej, to w Jastrzębiu-Zdroju nie będzie sportu na wysokim poziomie. 
 
- Od kilku tygodni na Jastorze funkcjonuje "Laszka Hawks", czyli hokejowa Akademia Leszka Laszkiewicza. Czy JKH GKS ją wspiera?
- Klub dał przyzwolenie na tę inicjatywę naszego dyrektora sportowego. Zobaczymy, jak ta akademia będzie się rozwijać. Nadmienię, że nie jesteśmy organizatorem "Laszka Hawks", ale wspieramy ją autorytetem naszego klubu.
 
- Wprawdzie do nowego sezonu jeszcze szmat czasu, ale to pytanie może paść już teraz - jakie będą te rozgrywki dla JKH GKS? Zapewne byłoby dobrze po tych kilku latach przerwy pojawić się ponownie w półfinale...
- Zawsze gramy o najwyższe cele. Nie tylko o półfinał, ale też o kwalifikację do Pucharu Polski, który będziemy chcieli ponownie zdobyć. Sezon 2019/2020 będzie wielką niewiadomą. Nie wiemy, ilu obcokrajowców będą mogły zatrudnić kluby. Jeśli ekstraliga zostanie mimo wszystko otwarta i kluby będą mogły zatrudniać po pięćdziesięciu Rosjan, to wszystko może się zdarzyć. Ciężko będzie rywalizować z taką "armią zaciężną", ale jako JKH GKS Jastrzębie damy sobie radę.

Źródło: jasnet.pl



Powrót

Komentarze:

Fajna rozmowa i pytania to może poprosimy by taka rozmowę przeprowadzić z każdym klubem i żeby przycisnąć wszystkich o młodzież i odbudowe hokeja w Polsce skoro otwieramy lige na obcokrajowcow
"ale w mojej opinii warto słuchać tych, którym braku wiedzy w tej dziedzinie nie można zarzucić, czyli Laszkiewiczowi, Czerkawskiemu czy Gruthowi."

No i właśnie kluby posłuchały Czerkawskiego, który od lat mówi że musimy mieć mocniejszą ligę, tak aby zacięte mecze były co kilka dni, a nie raz w miesiącu, gdy akurat spotkają się te dwie ekipy które wykupiły po pół reprezentacji Polski. Otwarcie ligi na obcych właśnie dało taki efekt, liga open efekt ten jeszcze rozwinie.

Pan Gruth bardzo ładnie opowiada o systemie szwajcarskim, lecz ten system wymaga kasy, ogromnej jak na nasz warunki. A taka kasa do mizernej ligi nie przyjdzie, zaś mizerna liga nie przyciągnie dzieciaków chętnych by trenować hokej.
Poza tym szwajcarscy wychowankowie jakoś nie błysnęli ma MŚ U-18 ;)


Generalnie ci wszyscy "fachowcy" i "autorytety" wciąż głównie popisują się ogólnikami, że "trzeba by" postawić na szkolenie, dać szansę itp. itd.
Ale kto ma to zrobić, kluby? Kluby z biednej ligi, które zwykle mają ledwo co budżet na najbliższy sezon - a i ten niepewny, może poza pierwszą trójką.

Takie mądrości jak w/w panowie potrafi mówić każdy z nas, ale co z tego...
Pan Czerkawski to tez temat na fajny artykuł oglądałem ten wywiad ostatnio, człowiek nastawiony na zarabiane kasy a ze w PZHL jej nie ma to się tam nie pcha. Opowiada w tym wywiadzie jak doradzał związkowi i jakiego specjalistę Ekrotha ściągnął. Z niego taki specjalista że szlifierkę w Polsce zawinał dostawał w zad od każdego a poźniej pojechał krzewić szwedzką myśl szkoleniowa do Australii gdzie też dostawał baty i a na koniec nawet Australijczycy skumali ze żaden z niego trener. Jedni i drudzy siebie warci i ta elita olimpijczyków i ten zarząd PZHL. Jedyne co może cieszyć to chociaż ta liga open może coś z tego będzie. Jeszcze jakby to okienko do grudnia zrobili to była by bajka, ale widocznie ktoś ma w tym interes żeby tego nie robić.
Panie Szynal tzw kadra jest potrzebna działaczom,kierownikom,maserom i innej swicie,twardo stąpającym po ziemi kibicom hokeja reprezentacja to zbędny balast,który swoimi wynikami,kłótniami o pieniądze i całym tym corocznym zamieszaniem ciągnie polski hokej na dno...tylko liga open tylko zdrowa konkurencja,taka co to promuje lepszych ,niekoniecznie Polaków przyciągnie na trybuny kibica,atrakcyjna liga zagości na antenie tvp,zachęci sponsorów do inwestowania w lige itd...
Panie Szynal skoro jest Pan przeciwny lidze open,skoro kpi Pan sobie z "Finów z 2 ligi" prosze skompletować zespół składający sie z samych Polaków,prosze pokazac że mozna,że Polakom NALEZY sie miejsce w składzie tylko dlatego że reprezentuja rodzimy hokej...powodzenia
Chyba czegoś nie zrozumiałeś... Nikt, nigdy nie mówił, żeby nie grać obcokrajowcami. To właśnie Jastrzębie ściągnęło takiego gracza jak Kral. Problem w tym, że polscy działacze mają klapki na oczach, z góry założyli, że każdy stranieri jest lepszy i w dodatku tańszy od polskiego zawodnika. A jakie gwiazdy ściągamy z zagranicy widzieliśmy wszyscy. Praktycznie żaden z obcokrajowców Podhala, Jastrzębia czy Uni, niczym się nie wyróżniał. Nie wierzę działaczom, że ich zawodnicy grali za złotówkę. Ale dlatego że byli Finami czy Słowakami, należało im się miejsce w składzie kosztem polskiego zawodnika.
Gdyby nie przeciętni obcokrajowcy to by kluby musiały grać Polakami, którzy obecnie nie łapią się nawet w 1 lidze albo juniorami. Kto przyjdzie na taka padake?
emeryt ta kadra jest mi też potrzebna bo zawsze jej kibicuje choćby grali w ostatniej dywizji ! (Pacz Serbia) !!!!!!!
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V