Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 6342

Henryk Gruth: Bez dobrego szkolenia juniorów nie będzie sukcesów dorosłej kadry (część II)

2019-04-20 10:41:09

Henryk Gruth od 20 lat pracuje w jednym z największych klubów Europy. Jest szefem wyszkolenia w ZSC Lions Zurych. Jedyny Polak w Galerii Sław IIHF seryjnie zdobywa tytuły mistrzów Szwajcarii juniorów.

HOKEJ.NET: Czy może pan bardziej przybliżyć nam swoje obowiązki w klubie z Zurychu?

Jestem szefem wyszkolenia w ZSC Lions, a ponadto prowadzę drużynę juniorów. Moim zadaniem jest dbać o to, żeby ta ustalona odgórnie koncepcja rozwoju była wdrażana w każdej grupie wiekowej. Dla przykładu podam, że co miesiąc organizuję spotkanie szkoleniowców dwóch grup wiekowych sąsiadujących ze sobą, czyli powiedzmy 10-latków i 12-latków. Dyskutujemy tam o tym, co trzeba zmienić, co jest do poprawy, z czym dana grupa ma największy problem. Obecność trenerów rocznika starszego wynika z faktu, że przecież za chwilę to oni przejmą tę partię zawodników i muszą być dobrze poinformowani o ich stanie wyszkolenia. Swoją rolę staram się ograniczyć do bycia takim pośrednikiem. Rozmawiać i pomagać sobie nawzajem mają trenerzy. Ja jestem gdzieś na górze i narzucam tylko pewne sprawy, czuwając nad tym, żeby koncepcja narodowa była należycie realizowana. To można ładnie ująć mianem „kontrolowany przebieg szkolenia”.

Spoczywa na panu spora odpowiedzialność, przecież ZSC Lions to bardzo duży klub.

Pod moim zwierzchnictwem znajdują się wszyscy zawodnicy od 4-latków po 20-latków, czyli w naszej organizacji jest to około 1200 hokeistów. Śmieję się, że ja mam pod sobą tylu zawodników, ilu wszystkich jest w Polsce. To jest taki ogrom ludzi, że ja nawet nieraz nie kojarzę trenerów, nie mówiąc już o ich asystentach. ZSC Lions to jest ogromna machina na bardzo zaawansowanych stopniu rozwoju. Ta organizacja jest tak duża, że oprócz tego, że jest koncepcja narodowa szkolenia, to ja musiałem przygotować jeszcze wewnętrznie dodatkowe wytyczne, bardziej szczegółowe, dla wszystkich grup wiekowych i trenerzy podlegli mi są zobowiązani realizować ten plan.


Jest pan bardzo ceniony przez swoich podopiecznych. Z jednym z nich rozmawiałem przy okazji grudniowych Mistrzostw Świata Juniorów Dywizji I Grupy B w Tychach. Marcell Révész z reprezentacji Węgier opowiadał, że zawsze ma pan czas dla swoich podopiecznych, żeby porozmawiać, skorygować błędy, dać jakieś wskazówki. Podobno jest pan dla nich od rana do późnego wieczora, czują się przy panu bardzo bezpiecznie.

Miło mi to słyszeć, tym bardziej, że do mnie nie docierają takie sygnały w klubie. Ja prowadzę ich dosyć mocną ręką i to jest raczej tak, że to ja rozmawiam z nimi, a nie oni ze mną. To zawsze cenna rzecz dla trenera usłyszeć takie pochwały. Moi zawodnicy są zadowoleni z pracy ze mną, ponieważ dosyć szybko się uczą, idą mocno do przodu, widzą efekty swojej pracy. Mam obecnie około 75 swoich wychowanków w NLA i NLB, czyli dwóch najwyższych seniorskich klasach rozgrywkowych w Szwajcarii. Tam uważa się, że to jest właśnie największy wskaźnik klasy trenera, choć oczywiście na poziomie juniorskim sukcesy też odnoszę. W ciągu 10 lat prowadzenia zespołu U20, siedmiokrotnie zdobywałem z moimi chłopakami tytuły mistrzów krajowych.

Takiego trenera w historii klubu z Zurychu jeszcze nie było i chyba długo nie będzie. Możemy być dumni, że mamy takiego rodaka.

No jest to wynik który będzie trudno pobić, ale to rezultat naprawdę ciężkiej pracy. Do czasu pierwszego mistrzostw U20 wywalczonego przez drużynę, którą prowadziłem w Zurychu czekano na takie wydarzenie 35 lat. Oni się ze mnie śmieją, że u mnie lekko nie jest. Mówią, że to taki reżim z „Ostblocku”, czyli to co za komuny było w Związku Radzieckim i NRD. Ale jak jest sukces, to nikt nie narzeka, a wręcz przeciwnie radość jest wielka. 

A jak zaczęła się pana kariera trenerska w ZSC Lions? Jak pan tam trafił?

W 1997 roku wymyślono w Zurychu, żeby połączyć dwa największe kluby z okolicy. Ja doszedłem do nich dwa lata później. Chcąc mnie ściągnąć do siebie mówili mi, że są na początku dużego projektu, co do którego nie mają pewności, czy on wypali. Od razu uprzedzali, że  to będzie naprawdę duże przedsięwzięcie. Mówili, że ja się do tego nadaję, ponieważ mam duże doświadczenie, dodatkowo znali mnie, bo przecież grałem w tym klubie wcześniej, doceniali mój warsztat techniczny. Zgodziłem się spróbować, ponieważ w Polsce było naprawdę z hokejem krucho. Ja wtedy byłem już 7 miesięcy bez pensji. To był taki moment życia, w którym musiałem podjąć jakieś decyzje, co dalej. Wyjechałem tam z przeświadczeniem, że potrwa to rok, może dwa. Okazuje się, że właśnie biegnie dwudziesty rok. W 1999 roku zawiązała się tam taka grupa ludzi, która chciała coś zrobić ze szkoleniem młodzieży. Proszę zauważyć, upłynęło 7 lat zanim pojawił się pierwszy tytuł mistrzowski. Ja w międzyczasie byłem trenerem pierwszego zespołu, ale od samego początku wdrożyłem tę koncepcję szkolenia i niezależnie od mojej ówczesnej funkcji w organizacji, to szkolenie młodzieży szło już według moich wytycznych. To co pozmieniałem, to wprowadzenie większego reżimu treningowego i więcej zajęć z techniki. Trafiłem na fajną grupę młodych trenerów, którzy mocno zaangażowali się w projekt. Zabraliśmy się ostro do pracy. Wprowadziliśmy treningi poranne, dodaliśmy dla tych, którzy mogli trening w południe. Efekt był taki, że od 2006 nasza organizacja zaczęła wygrywać i to nie tylko w juniorach, ale w niższych kategoriach również. 

Czy Szwajcarzy docenili pana niebywały sukces?

W 2012 roku jak zdobyłem swoje piąte mistrzostwo juniorów, to inne kluby zapragnęły nas kopiować. Poproszono moich szefów, żeby zgodzili się upublicznić nasze metody treningowe. Zaczęto wprowadzać takie same struktury jak u nas, czyli pierwsza drużyna, rezerwy oraz dużo treningu technicznego. Ja nawet prowadziłem takie szkolenie dla wszystkich trenerów w kraju na temat tego jak wyglądają zajęcia u mnie. Zostałem o to poproszony. Wszyscy zaczęli kopiować naszą organizację i doszło do tego, że obecnie mamy już problem wygrywać. Zespoły zaczęły pracować tymi samymi metodami co u nas i poprzeczka poszła w górę. Ale czy to źle? Absolutnie nie. To doprowadziło do rozwoju hokeja w Szwajcarii.

Czy zdarza się, że jacyś polscy młodzi zawodnicy proszą pana o szansę pokazania się w ZSC Lions? Ma pan takie zapytania?

Obecnie to jest jakaś niesamowita fala. To zaczęło się tak dwa lata temu. Każdego roku pojawia się kilka zapytań, czy nie mogliby przywieźć dziecka na jakieś testy, czy też próbny trening. Zawsze słyszę przy takich okazjach, że w Polsce nie ma szans na rozwój. Poszedłem dwa-trzy razy do moich szefów z zapytaniem, czy mogę zaprosić jakiś rodaków do nas, ale odpowiedź jest zawsze ta sama, że nie ma sensu sprawdzać Polaków, bo ten kraj się nie liczy w hokeju. 

Smutne jest to, co pan mówi, że jako powód podają zawsze niemożliwość rozwijania się  w Polsce. Tak przecież nie powinno być…

A teraz kiedy wprowadzą ligę open to już w ogóle skończą się szanse dla młodych na to, żeby grać. Zobaczy pan, że taki będzie skutek tych zmian. Nie wierzę w to, że skoro teraz słyszę, iż w Polsce nie ma się jak rozwijać, to po uwolnieniu rynku nagle te możliwości się pojawią. To niedorzeczne. 

Jaki jest pierwszy krok, żeby zmienić tę nieciekawą rzeczywistość? Co trzeba zrobić najpierw, żeby można było wprowadzić taką narodową koncepcję szkolenia?

Początek jest bardzo oczywisty. Trzeba wyselekcjonować kadrę szkoleniową. Inaczej się nie da. Chcę zaznaczyć, że znalezienie odpowiednich ludzi to jest kwestia dwóch lat. Jak to powiedziałem kiedyś na spotkaniu za czasów prezesa Ingielewicza, to się spojrzeli na mnie jak na wariata. Ale to dokładnie tyle czasu potrzeba, żeby poszukać i wyszkolić odpowiednie osoby w rożnych lokalizacjach. Wprowadzenie w życie koncepcji szkolenia to nie jest to, że wróci Henryk Gruth, rozpisze wszystko na kartce i to zacznie działać. Do tego potrzeba ludzi, ośrodków i innych niezbędnych elementów. W Polsce nikt nie ma na to czasu. Tu musi być od razu sukces.

Jak wygląda juniorski system rozgrywkowy w Szwajcarii? 

Są cztery ligi juniorów. Na samym szczycie jest Junioren Elite A, potem Junioren Elite B, jako trzecia klasa rozgrywkowa jest Junioren Top i najniżej znajduje się Junioren A. W Szwajcarii jest też taki przepis, który mówi, że zawodnik może mieć dwie licencje, czyli w praktyce pozwala to na grę w dwóch klubach. Oczywiście nie w tej samej klasie rozgrywkowej. To ma stwarzać szansę na większość ilość meczów i dodatkowe doświadczenia. Zadaniem trenera w tym wszystkim jest przygotowanie odpowiedniego obciążenia, żeby zawodnika nie zajechać. 

Ile drużyn juniorów ZSC Lions występuje w lidze?

My mieliśmy w tym sezonie trzy drużyny juniorskie. W pierwszej, trzeciej i czwartej klasie rozgrywkowej. Oczywiście to są zawodnicy z całej naszej organizacji, a ta proszę pamiętać skupia pięć klubów, które wszystkie tworzą grupę ZSC Lions. Selekcję przeprowadzamy w wieku 15 lat, decydując kto trafi, do której części naszej organizacji. Tu w grę wchodzą sprawy administracyjne, bo na przykład te mój zespół z ekstraklasy gra pod nazwą GCK Lions, a ten z Junioren Top to ZSC Lions.

Chciałem zapytać o promowanie przez Szwajcarów młodych zawodników zagranicznych. Podam taki przykład. Damian Tyczyński to najlepszy zawodnik słowackiej Extraligi Juniorov. Kiedy z nim rozmawiałem powiedział mi, że raczej ma niewielkie szanse na występy w seniorskiej drużynie HK Poprad, bo Słowacy wolą promować swoich graczy, nawet jeśli ci są słabsi od Polaka. Jak to wygląda w Szwajcarii?

Narodowa koncepcja szkolenia mówi, że aby dostać szwajcarską licencję trzeba nieprzerwanie grać w ligach młodzieżowych przez 5 lat. Zatem, żeby klubowi opłacało się inwestować w zawodnika zagranicznego musi on zacząć grać w lidze w wieku 15 lat. Wtedy kończąc wieku juniora będzie miał za sobą 5 lat gry w Szwajcarii i otrzyma licencję tego kraju. To jest bardzo ważne, ponieważ limit obcokrajowców w seniorskiej ekstraklasie to 4 zawodników. W ten sposób Szwajcarzy ochronili swoich młodych hokeistów i ograniczyli popularną swego czasu praktykę, że przyjeżdżali młodzi zawodnicy, pograli rok-dwa i odchodzili. To jest powód, dla którego jeżeli ktoś do mnie dzwoni i proponuje mi hokeistę 16-letniego, to nie jestem nim zainteresowany, ponieważ kończąc wiek juniora będzie miał dopiero 4 lata gry w Szwajcarii i nie dostanie licencji tego kraju. Miejsca dla obcokrajowców w klubach NLA przeznaczone są dla zawodników przychodzących z NHL lub jakichś dobrych Szwedów, a nie dla graczy, którzy dopiero co zakończyli wiek juniora. Według takiego schematu działa cały kraj, a jeżeli już ktoś chce inwestować w obcokrajowców to sprowadza ich w wieku 15 lat, a nie później. Tak robią w Servette Genewa, gdzie sprowadzają hokeistów z różnych części Europy. Ja odmawiam Polakom, którzy do mnie dzwonią lub piszą i mówią, że syn jest zdolny, ma 16 lub 17 lat i czy mógłby spróbować z Zurychu. To jest zdecydowanie za późno z tej przyczyny, o której właśnie powiedziałem. W naszej organizacji na szczeblu seniorskim oprócz znanego w całym świecie ZSC Lions jest druga drużyna rywalizująca w NLB (GC/Küsnacht Lions – przyp.red.) i tam właśnie trafiają zawodnicy ode mnie, czyli kończący wiek juniora. Staramy się, żeby to byli sami Szwajcarzy. Na zapleczu ekstraklasy może występować tylko dwóch obcokrajowców.

Czy w dwóch najwyższych seniorskich klasach rozrywkowych obowiązują jakieś przepisy o ilości graczy młodzieżowych w składach?

To już są rozgrywki w pełni profesjonalne, gdzie nie ma miejsca na stawianie takich wymogów, choć muszę przyznać, że w tym sezonie w ZSC Lions występuje jeden nasz junior – obrońca Tim Berni. To taki nasz „rodzynek”. Już drugi rok gra w ekstraklasie. Druga drużyna, czyli ta występująca na zapleczu ekstraklasy jest półzawodowa. Chłopcy tam grają i pracują na pół etatu. To jest miejsce dla moich wybijających się juniorów. Mają szansę zagrać tam kilka spotkań w sezonie i pokazać się. To wszystko znajduje się w naszym klubowym planie rozwoju zawodnika.

Polscy szkoleniowcy młodzieżowych kadr narodowych często podkreślają, że junior powinien za wszelką ceną grać razem z seniorami. Wskazują na to, że rozgrywki juniorskie to forma takiego nazwijmy to przedszkola, że dopiero rywalizacja z seniorami czegoś uczy. Czy zatem pana zdaniem powinno się iść w tę stronę, żeby jak najwięcej juniorów szybko przerzucać do „dorosłej” ligi, czy tworzyć silną ligę juniorską na dobrym poziomie?

To jest bardzo trudne pytanie. Na chwilę obecną w Polsce jest słaba liga juniorska, więc wszyscy którzy potrafią coś więcej powinni mieć kontakt z lepszymi, a to w praktyce oznacza grę w PHL. Natomiast przyszłościowo powinno się myśleć o silnej lidze juniorów. Proszę zobaczyć jak funkcjonowała nasza generacja: Andrzej Zabawa, Wiesiek Jobczyk, Janek Piecko, ja. My trafialiśmy do seniorskiej reprezentacji prosto z ligi juniorów. Były dwie grupy: północna i południowa. Finał mistrzostw Polski to było wydarzenie. Dlatego mówię, trzeba dążyć do stworzenia silnej ligi juniorów, ale takiej nie będzie jeżeli nie stworzymy silnej ligi młodzików, a żeby ją zrobić musi być dobra liga żaków. 

Obraz może zawierać: 2 osoby

Gdyby teraz wprowadzić w Polsce taką narodową koncepcję szkolenia z prawdziwego zdarzenia, taką o jakiej rozmawiamy na przykładzie Szwajcarii, to kiedy można oczekiwać pierwszych efektów, czy jakiś sukcesów?

Pierwsze widoczne efekty w juniorach powinny się pojawić po 10-15 latach od wprowadzenia jednolitej koncepcji rozwoju. Moglibyśmy oczekiwać pierwszych sukcesów od chłopców, którzy dziś mają po 8 lat. Pytanie też brzmi w jakim wieku w Polsce dzieci rozpoczynają treningi? W Szwajcarii zaczynamy pracować z dziećmi cztero-pięcioletnimi. Teraz właśnie w naszym klubie swoje treningi rozpoczynają moje pięcioletnie wnuki.  

Rozmawiamy o Szwajcarii w samych superlatywach. Nie wierzę jednak, że Helweci są ze wszystkiego zadowoleni i nie mają żadnych przeciwności. Proszę powiedzieć z jakimi problemami zmaga się obecnie szwajcarski hokej? Co chcą poprawić?

Od dobrych kilku lat toczy się dyskusja przy udziale federacji i klubów, że jest coraz mniej zawodników z charakterem. Za dużo hokeistów nie potrafi się wznieść do granic swoich możliwości, bo po prostu brak im motywacji. Ta generacja jest bardzo miękka. Nie pracuje już tak twardo jak kiedyś. Szwajcarzy dostrzegają, że są bardzo słabi mentalnie i tu wiedzą, że są duże rezerwy szkoleniowe. To są szczegóły, o których się w Polsce raczej nie myśli, ale tam wiedzą, że są bardzo dobrzy technicznie, że mają świetne wyszkolenie, że taktycznie są na wysokim poziomie, ale aby zrobić jeszcze krok do przodu muszą wzmocnić się mentalnie.

Rozmawiał: Dawid Antczak 



Powrót

Komentarze:

Rzeczowe bardzo te wykłady, poza jedną niewiadomą. Ile zarabia miesięcznie trener grupy juniorskiej w Pana klubie?
takie *ety jak wyglada zycie w hameryce jest piekne i dobrze zorganizowane czyli jedyny maly szcegol ze tam gory dolcow szerokim strumieniem na rozwoj dyscypliny zwanej hokejem na lodzie a u nas- garstka zaplencow i paru cwaniakow dzialaczy oraz grupka dzieci o raczej slabym zaple do czegokolowiek dowozona na treningi przez zakochanych w hokeju rodzicow .... i kampy letnie dla mlodziezy- w Polsce i te zagraniczne , majace niby nadrobic braki szkoleniowe wynoszone naszych klubow .... szkoda slow - GDZIE JEST SYSTEM SZKOLENIA ? gdzie tych 1000 mlodych zawodnikow z ktorych wyselekcjonuje sie 10 najlepszych z najlepszych??? ano ni ma - Zacharkin powiedzial potrzebna jest kasa miliard dolcow.... zeby zbudowac wszysko od nowa.... ale zaraz zaraz po co? zeby najlpeszy 1-2 zawodnikow moglo zagarac w NHL? taki naklad kasy tylko po to zebysmy mogli przegrywac z Kanada czy czechami nie 20:0 tylko 4:2 ? cos tu nie gra ... tak juz musi zostac 3-4 liga hokejowa a Szwacarzy dalej nie beda zainteresowani naszymi geniuszami hokejowymi - bo to "Trzeci Świat w Hokeju"....
tak tytulem przemyslen
Mam wrażenie że te wszystkie Ikony sportowe na czele z portalem z ludzi *i robią ! Żadna nowość i żadna odkrywczość to nie jest że szkolenie młodych sportowców przynosi wymierny skutek na przyszłość. Nie trzeba mieć żadnych uczelni skończonych by o tym wiedzieć. Wałkuje się w kółko i ten sam temat a praktyka ciągle w...lesie! A taki pan Czerniawski co zrobił żeby było lepiej? Sam turniej na narodowym, a do krytyki pierwszy. Ma gość wizerunek i nazwisko niech pomaga a jak nie chce niech zamilknie. Bo każdy z nas może gadać a nic nie robiac będzie jak jest. Cała filozofia. Póki co jeden, dwa kluby w Polsce w miarę dobrze szkoła młodzież. Tyle. Panie Henryku.
Wedle Twojego punktu widzenia to zrobiłeś jeszcze mniej niż Pan Czerkawski, więc bierz się do roboty szkolić młodzież...
Głu pku Pan Gruth chciał pomóc i oferował swoje usługi ale nikt z PZHL do niego nie raczył zadzwonić. Tak samo Mariusz Czerkawski chciał pomóc ale "starzy" działacze nie chcieli zrezygnować. Ty gamoniu sanocki w ogóle nie powinieneś się wypowiadać bo wasi działacze zamiast stawiać na utalentowaną sanocką młodzież woleli stawiać na zaciąg zagraniczny co do dzisiaj na was się odbija.
prawda jest taka że wszystkie nasze drużyny nie dysponują takim budżetem jak klub pana Grutha na samo szkolenie młodzieży , i plan nie jest do zrealizowania w Polsce , koniec tematu .
ale kasa na szkolenie piłkarskich żelków darmozjadów co to się potykają o własne nogi (patrz baty od drużyn z luksemburga) to się zawsze znajdzie. Jut mówiłem chory kraj i tyle, chory kraj
Łolaboga chory kraj, chorzy ludzie, nie podzielają moich zainteresowań, Jarosław dej 100 milionów na szkolenie ślizgaczy, niczego tak Polska nie potrzebuje jak lepszego hokeja. Łolaboga kopacze ukradli i ni ma na hokej.
Bootam - ale na tych zelkow przuchodzi 20k na stadion a play off ogladalo 60k, wiecej wolalo zobaczyc gimnastyke. Idac twoim tropem myslenia to chory kraj chorzy ludzie - Rozenek wyciaga banke a na twoja stara nikt poza toba nie chce patrzec. Dotarlo tumanie?!
Panie Henryku, ale o czym Pan... Jegomość, pan Kapica, nie ma slipek żeby grać w reprze. Sorry, ma ale w kolorze czarnym (klubowe), ale potrzebne są reprezentacyjne - czerwone. Sorry, nie ma nawet czarnych, bo przed chwilą skończył mu się kontrakt w Cracovii. Ponieważ jest zawodowcem "pełną gębą", to położył się doopą do góry i czeka na *a który mu je zapewni. Własnego sprzętu "przez przypadek" nie posiada. Czeka, aż wyczerpie się cierpliwość Pana Valtonena i On (trener) zrezygnuje z jego usług powołując, w jego (zawodnik) miejsce, inną personę. A wtedy pan Kapica frrruuuu i na Maderę. P.s. Zbieżność nazwisk kompletnie przypadkowa ;).
W pierwszej części komentowaliśmy czym się różni Szwajcaria od Polski.Dajmy temu spokój. Nie ma sensu już tego mielić. Oczywiście gratuluję Panu Henrykowi sukcesów. Myślę że trzeciej części nie będzie.
No i wracamy do punktu wyjścia - żeby coś zmienić w szkoleniu potrzebna jest kasa.

A kasa nie spadnie z nieba. Chyba że znajdzie się jakiś bogaty/bardzo bogaty fan hokeja który postanowi te naście milionów (co najmniej) przeznaczyć na rozwój polskiego hokeja.

Ale zejdźmy na ziemię - ciekawa liga może tę kasę przyciągnąć do naszej ulubionej dyscypliny.

A nie poprawimy poziomu ligi bez wpuszczenia do niej świeżego powietrza. Zakończony właśnie sezon był już małym krokiem w dobrą stronę, liga open może być krokiem kolejnym. Innej drogi aktualnie nie widać.
Debata też jest potrzebna, ale jak za nią idą czyny.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V