Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 3347

W Jastrzębiu osiągnęli swoje największe sukcesy

2018-12-31 01:19:29

JKH GKS Jastrzębie po raz drugi w swojej historii zdobył Puchar Polski. Z pewnością nie byli to faworyci finałowego turnieju. Dla wielu zawodników drużyny spod czeskiej granicy było to pierwsze trofeum w karierze. Kilku z nich musiało przyjechać do Polski, żeby móc wreszcie poczuć smak triumfu.

Vladimír Lukáčik to jeden z głównych bohaterów sukcesu JKH GKS. W meczu półfinałowym z Tauronem KH GKS Katowice słowacki defensor zaliczył dwie asysty. Najpierw przy bramce kontaktowej, a następnie przy golu wyrównującym, który padł 135 sekund przed końcem trzeciej tercji. W decydującej rozgrywce dał o sobie znać kluczowym podaniem przy golu wygrywającym, który zapoczątkował kanonadę strzelecką hokeistów z Jastrzębia.

 Wczoraj mieliśmy trochę szczęścia w spotkaniu półfinałowym – powiedział Lukáčik zaraz po zakończonym finale. – Rzuty karne to zawsze loteria. Dzisiaj wynik faktycznie był dość wysoki, ale to wcale nie był łatwy mecz.

Pochodzący z Bratysławy zawodnik zdążył w swojej karierze grać w juniorskich rozgrywkach w ojczyźnie oraz w Rosji, a jako senior występował we francuskiej Ligue Magnus, a także na trzecim froncie szwedzkich rozgrywek ligowych (Division 1). 


Co ciekawe, Lukáčik już po raz trzeci podjął grę w Jastrzębiu. Po raz pierwszy pojawił się w przygranicznej miejscowości w sezonie 2015/16, po czym wyjechał do Chamonix. Poprzednie rozgrywki znów spędził w JKH GKS, ale bieżącą kampanię rozpoczął w szwedzkim Väsby IK. Po powrocie ze Skandynawii zdążył zaliczyć dwa spotkania w jastrzębskiej drużynie, po czym udał się z nią do Tychów na finałowy turniej Pucharu Polski. Zakończył go swoim największym jak dotychczas sukcesem.

 Wracam tutaj zawsze chętnie – wyjawił Słowak. – Faktycznie to już mój trzeci raz w Jastrzębiu. Lubię ten klub i mam stąd blisko do domu, co jest dla mnie ważne. 

Lukáčik wierzy w potencjał swojej nowej-starej drużyny, dowodzonej przez swojego rodaka Roberta Kalabera. Świeżo upieczeni zdobywcy Pucharu Polski mają chrapkę ostro „zamieszać” w decydujących momentach walki o mistrzostwo PHL. 

 Nie wiadomo, co jeszcze uda nam się wywalczyć w tym sezonie – tajemniczo stwierdził Słowak. – Półfinałowy mecz z GKS-em Katowice pokazał, że można pokonać każdego. 

Artiom Dubinin swój wkład w zdobycie pucharu podkreślił strzeleniem trzeciej bramki w finałowym spotkaniu z TatrySki Podhalem Nowy Targ, który pogrążył górali walczących o zdobycie kontaktowej bramki. 

29-letni środkowy ataku przebrnął wszystkie najważniejsze szczeble rozgrywek w swojej ojczyźnie, poczynając od trzeciej ligi, poprzez drugą, a także młodzieżową odmianę KHL działającą pod nazwą MHL, zaplecze słynnej Kontynentalnej Ligi Hokejowej, czyli WHL, na tej najbardziej renomowanej kończąc. W KHL rozegrał 43 gry. Jednym z jego ostatnich przystanków była słowacka Tipsport Liga. Od tego sezonu zdecydował się na występy w PHL. 


Historia nie potoczyła się jednak jak z bajki. W meczu z 21 listopada z najsłabszym zespołem w lidze, czyli Kadrą PZHL U23 Dubinin pozwolił sobie w końcówce spotkania na zupełnie niepotrzebny faul. Konsekwencją tego była bramka wyrównująca i utrata cennego punktu. Trener Kalaber zareagował natychmiastowo, odstawiając Rosjanina od składu na następny mecz.   

 Dzisiaj pokazałem, że wiem na czym polega gra w hokeja – powiedział z nieukrywaną radością Rosjanin. – W klubie moja sytuacja jest dobra. Nie ma żadnego konfliktu. Wiem, że potrafię grać jeszcze lepiej i staram się ze wszystkich sił, żeby to udowadniać.
 
Dla blisko dwumetrowego „wieżowca” z Czkałowska zdobycie Pucharu Polski to największy sukces w dotychczasowej karierze, ale najczęściej karany zawodnik play-offów WHL poprzedniego sezonu przewiduje, że to nie musi być ostatnie trofeum, które udało mu się zdobyć w tej kampanii.

 To mój pierwszy puchar jaki zdobyłem w karierze – wyznał Dubinin. – Jak na razie to największy sukces, jaki odniosłem, ale poczekajmy na koniec play-offów, bo może się okazać, że jeszcze coś większego przyjdzie w tym sezonie. Dlatego z ocenami chciałbym się wstrzymać do zakończenia tej kampanii.
 
Rosjanin wytłumaczył skąd płynie jego przekonanie o tym, iż najlepsze dopiero może nadejść, a z argumentacją tego twardo grającego napastnika trudno się nie zgodzić.

 Półfinałowy pojedynek z liderem tabeli, katowickim GKS-em pokazał, że każde rozstrzygnięcie jest możliwe, kiedy gra toczy się o wysoką stawkę – wytłumaczył Dubinin.  – Okazuje się, że w takich momentach nie ma mocnych. Bez znaczenia jest, kto ma jaką serię za sobą i co zrobił do tej pory. Jeśli pokazaliśmy w pucharze, że potrafimy wygrywać z najlepszymi, to tak samo może stać się w play-offach.

Ondřej Raszka, bramkarz JKH GKS i reprezentacji Polski to bardzo doświadczony zawodnik który grę w rodzimych Czechach i epizodzie w juniorskiej ekstraklasie Słowacji, zamienił na występy w PHL. Rozpoczął je już w sezonie 2010/11. Był zawodnikiem sześciu polskich klubów zanim trafił do Jastrzębia. Z żadnym jak dotychczas nie udało mu się jednak wywalczyć Pucharu Polski.

 Uczucie nie do opisania. To jest piękne. – powiedział „na gorąco” zaraz po końcowej syrenie meczu finałowego Raszka. – Fantastycznie, że udało nam się zdobyć ten puchar tym bardziej, że byliśmy traktowani jako outsider. Nikt nie liczył na naszą wygraną. My jednak wierzyliśmy i udało się.

Zawodnik rodem z Trzyńca, pomimo wysokiej wygranej w finałowej potyczce z Podhalem, docenił klasę rywala i zapewnił, że pojedynek z podopiecznymi Tomka Valtonena nie należał do łatwych.

 Oba mecze pucharowe były bardzo ciężkie – wyznał Raszka. – Pomimo wysokiego wyniku Podhale zagrało bardzo dobrze, walczyli z całych sił. Ten rezultat, który osiągnęliśmy nie oznacza, że to był łatwy mecz.


Czech z polskim paszportem zatrzymał wszystkie cztery najazdy katowickich zawodników w konkursie rzutów karnych kończących pojedynek półfinałowy. Natomiast w meczu decydującym o zdobyciu trofeum udanie interweniował przy 27 strzałach nowotarżan, nie dając się pokonać ani razu.

 „Czyste konto” zawsze cieszy, ale to jest praca całej drużyny – zauważył Raszka. – To nigdy nie jest zasługa samego bramkarza. Gdyby przed golkiperem nie było odpowiedniego wsparcia, to nie ma mowy o grze na zero. Sam bramkarz meczu nigdy nie wygra. 

28-letni golkiper ma na koncie już sześć medali mistrzostw Polski (2 złote, 1 srebrny, 3 brązowe). W jego hierarchii wartości piątkowy triumf w Tychach zajmuje jednak najwyższe miejsce.

 To chyba największy sukces w mojej karierze, choć bardzo sobie cenię dwa brązowe medale z Podhalem  stwierdził Raszka.  Oczywiście mam też na koncie mistrzostwa Polski, ale nie dane mi było bronić w najważniejszych spotkaniach. Nie broniłem w meczach decydujących o tytule. 



Powrót

Komentarze:

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V