Hokej.net Logo

Wyświetleń: 4650

Ciarko KH Sanok – Podsumowanie Etapu I

2008-12-31 16:47:14

Do sezonu 2008/2009 drużyna hokejowa z Sanoka przystępowała z tradycyjnie już okazałymi aspiracjami kibiców i znacznie skromniejszymi zapowiedziami włodarzy klubu. Rzeczywistość nieprzyjemnie zaskoczyła wszystkich. Lokata, z którą Ciarko KH Sanok wchodzi w rok 2009 jest powodem do wstydu dla pierwszych i powinna stać się impulsem do poważnych przemyśleń dla drugich.


Przedsezonowa karuzela: kto ma strzelać, kto ma bronić?

Po kilku latach walki o utrzymanie ligowego bytu sympatycy sanockiego klubu zgłaszali życzenie, by ich drużyna w końcu zdołała nawiązać równą walkę jeśli nie z najlepszymi, to choćby ze średniakami Polskiej Ligi Hokejowej. Josef Contofalsky, trener, który w poprzedniej edycji rozgrywek obronił zespół przed spadkiem, stanął przed zadaniem przebudowania odmłodzonego zespołu, wkomponowania weń kilku wychowanków i choćby częściowego zaspokojenia nadmiernych ambicji kibiców. Nadmiernych, bo choć skład personalny drużyny nie zmienia się jakościowo w sposób znaczny w porównaniu do poprzednich sezonów, głosy dochodzące ze środowiska sympatyków klubu wymagały włączenia się do rywalizacji z czołówką tabeli. Tymczasem, więcej mówiono o stratach niż planowanych wzmocnieniach. Z różnych powodów klub opuścili zawodnicy, którzy w poprzednich sezonach stanowili o jego obliczu i sile. Z cała pewnością największym ubytkiem było przejście Krzysztofa Zborowskiego do Podhala Nowy Targ. Ulubieniec sanockich kibiców zdecydował się na powrót do rodzinnego miasta, mając na celu głównie zaspokojenie sportowych ambicji, czemu trudno się dziwić. Najgorętszym nazwiskiem, które pojawiło się na transferowej karuzeli, był Marek Rączka. Doświadczony bramkarz był już po słowie z KH Sanok, kiedy do akcji skutecznie włączyli się włodarze Cracovii i Rączka koniec końców wylądował pod Wawelem. Kolejni kandydaci nie znajdowali uznania w oczach sztabu szkoleniowego (Stepokura) lub nie wyrażali chęci przeniesienia się do Grodu Grzegorza. Nie zdecydowano się również na zakontraktowanie obcokrajowca i tak u progu nowego sezonu klub na najbardziej newralgicznej pozycji został z Łukaszem Jańcem i Wojciechem Rockim. Obaj młodzi zawodnicy ostatni rok poświęcili na sprawy inne niż łapanie gumowego krążka i organizowanie całej defensywy wokół nich było zabiegiem wielce ryzykownym. Nie przedłużono kontraktu z Ondrejem Lauko, zawodnikiem mało efektownym, ale efektywnym (najlepszy punktujący w drużynie po części zasadniczej ubiegłego sezonu). Zdecydowanie przedwcześnie karierę zakończył Piotr Ciepły,  wychowanek klubu i jeden z najlepszych obrońców. Dodatkowo, klub nie osiągnął porozumienia z ostatnimi zawodnikami pretendującymi do miana gwiazd i liderów drużyny, jakimi są bracia Radwańscy. O ile odejście Michała może być tłumaczone aspiracjami zawodnika do gry o najwyższe ligowe cele i ambicjami reprezentacyjnymi, o tyle brak porozumienia z Maciejem oznacza, że długa lista niespełnionych wychowanków sanockiego klubu którzy w najmniej odpowiednim momencie zakończyli karierę, powiększyła się o kolejną pozycję.
Mimo braku znaczących wzmocnień (mający najlepsze lata za sobą, weteran Roman Mucha, Pavol Zavacky, egzotyczni i będący zarazem wielką niewiadomą Wojciech Rocki i Jakub Kubrak, młodzi Połącarz, Kapica, Zieliński, którzy przybyli do miasta nad Sanem bardziej dla zbierania doświadczeń niż realnego wzmocnienia drużyny) Sanoczanie dość dobrze radzili sobie w sparingach. Od samego początku wyróżniał się Robert Kostecki (MVP towarzyskiego turnieju na Słowacji), uznanie trenera zdobył młody Rocki.
Oceniając przedsezonowe poczynania włodarzy klubu nie sposób pozbyć się uczucia niedosytu. Byli blisko realizacji transferowego hitu (Rączka) ale poszczególne roszady kadrowe (za Zborowskiego – Rocki, za Melihercika i  Lauko – Mucha i Zavacky, za braci Radwańskich i Ciepłego – niespełnione nadzieje)  sprawiły, że drużyna przystąpiła do rozgrywek osłabiona. Trudno powiedzieć, co było wynikiem braku strategii personalnej, a co wynikało ze słabości finansowej klubu. Zdawał sobie z tego sprawę trener drużyny, który tonował optymistyczne nastroje. – Musimy mierzyć siły na zamiary – mówił w wywiadach Contofalsky. Optymiści celowali w pierwszą szóstkę, realiści mówili o miejscach sześć do osiem. Jak to w Sanoku bywa, okazało się, że najwięcej racji mieli pesymiści.

Miłe złego początki.

Pierwsze spotkanie Sanok rozegrać miał na lodowisku jednej z najbardziej utytułowanych drużyn w Polsce. Jakie było zdziwienie kibiców w całym kraju, kiedy podopieczni Contofalskyego przywieźli z Nowego Targu komplet punktów. Sądząc po wyniku, można było dopatrywać się w KH Sanok czarnego konia ligowych rozgrywek, a w zdobywcy dwóch bramek, Pavolu Zavackim, zagranicznej gwiazdy na miarę wspomnień i marzeń sanockich kibiców. Drugi mecz nie przyniósł efektów punktowych, ale porażka po wyrównanej grze z silnym kadrowo Zagłębiem ujmy nie przynosiła. Wyjazdowa porażka ze Stoczniowcem ochłodziła ambicje części optymistów. Kolejne spotkanie dało już kibicom zapowiedź tego, czego mieli wielokrotnie doświadczyć w trakcie sezonu i pokazało prawdziwe oblicze drużyny. Mimo, iż do 42 minuty Sanoczanie prowadzili z Janowem 4: 2, w ostatecznym rozrachunku przegrali 5:6. Wobec determinacji słabo grającej w przekroju całego meczu drużyny gości, miejscowi byli kompletnie bezradni, w trzeciej tercji ograniczając swoje starania o korzystny wynik do bezstronnego obserwowania ofensywnych poczynań rywala. Nie popisał się w tym meczu Rocki, bramkarz niewątpliwie utalentowany, obdarzony refleksem, ale z racji wieku niedoświadczony, broniący szczęśliwie, ale nerwowo. Mecz z Janowem stanowił zapowiedź wszystkich grzechów, które trapić miały sanocką drużynę: nierówna gra, przeplatanie momentów świetnych z bardzo słabymi, nerwowość, nieprzewidywalność, brak lidera potrafiącego wstrząsnąć drużyną w sytuacji kryzysowej oraz doświadczonego bramkarza stanowiącego zaporę dla rywala w momencie, kiedy to on przejmuje inicjatywę.
Po wrześniowej porażce 1:7 z Podhalem włodarze klubu wspominali, że kolejny mecz będzie spotkaniem ostatniej szansy dla obcokrajowców. – Jestem zawiedziony postawą niektórych zawodników – mówił trener. – W miejsce 2 lub 3, musimy poszukać lepszych. Ostre słowa i dodatkowa motywacja jak widać podziałały, bo zawodnicy KH Sanok ulegli krakowskiemu faworytowi dopiero w rzutach karnych, co stało się chyba sanocką specjalnością w tym sezonie. Mecz miał być szansą dla Słowaków, jednak trafienia zaliczyli Demkowicz, Kostecki i Milan. Wyjazdowe spotkanie z Sosnowcem zakończyło się piątą porażką z rzędu i wszystko wskazywało na to, iż nadchodząca konfrontacja z liderującym Stoczniowcem okaże się dla Sanoczan klapą. Tymczasem podopieczni Contofalskyego wbili Gdańszczanom osiem bramek i niewiele zabrakło, aby świętowali zwycięstwo zwieńczone dwiema cyframi na tablicy wyników. Kolejne mecze to huśtawka nastrojów i burza emocji: porażka z Janowem (tradycyjnie w karnych), gładkie zwycięstwo w Bytomiu, klęska w Tychach i przegrana w Nowym Targu, a następnie… sukces w konfrontacji z Zagłębiem i wyjazdowe zwycięstwo w Gdańsku. Jesienne spotkania pokazały, że Sanok to najbardziej nieprzewidywalna drużyna w lidze, potrafiąca z impetem demolować przedmeczowego faworyta, złożyć broń w decydującym momencie wygranego praktycznie spotkania lub grać z przeciwnikiem w oczekiwaniu na jak najmniejszy wymiar kary, bez zaangażowania i ochoty na zwycięstwo. Kluczowe okazały się punkty stracone w konfrontacji ze słabszymi przeciwnikami. Trudno cieszyć się z efektownych zwycięstw ze Stoczniowcem i Nowym Targiem, gdy drużyna doznaje porażki z zamykającą tabelę Polonią Bytom.

 Czas na zmiany.

Pozycja w dolnych rejonach tabeli nie satysfakcjonowała nikogo, szczególnie kibiców żyjących wspomnieniami epoki STS-u. Najwięcej zastrzeżeń kierowano w stronę obcokrajowców. Caban kolejny już sezon szuka formy prezentowanej w Krynicy. Wielokrotnie pokazał, że potrafi przetrzymać krążek, wjechać w tercję przeciwnika, przyjąć „na bark” obrońcę, ale wielkie problemy sprawia mu zarówno szybkie rozegranie gumy, jak i strzał na bramkę. Roman Guriczan, podpora sanockiej defensywy w ubiegłym sezonie, udane interwencje przeplatał z kiksami, sam niejednokrotnie prowokował zagrożenie, by w chwilę później wywalczyć krążek i oddalić zagrożenie od własnej bramki. Na plus zaliczyć mu jednak trzeba umiejętność rozegrania krążka i dobre podanie. Roman Mucha, z racji wieku i doświadczenia, wykazywał się umiejętnością przewidywania wydarzeń na tafli, przeglądem pola i dobrym podaniem, nie był jednak tak charyzmatyczną i wpływającą na obraz gry postacią jak inni ligowi weterani. Pavol Zavacki nie wyróżniał się niczym szczególnym i w żadnym wypadku nie sposób było widzieć w nim godnego następcy wschodnich gwiazd z epoki największych sukcesów klubu. O sile drużyny stanowili wychowankowie: Robert Kostecki (najlepszy zawodnik drużyny, dynamiczny i przebojowy), Maciej Mermer i Wojciech Milan.
Jeszcze w listopadzie prezes Krysiak twierdził, że pozycja Contofalskyego jest niezagrożona. Czara goryczy przelała się po grudniowej porażce z Jastrzębiem. – To najlepsza możliwa decyzja – mówił słowacki szkoleniowiec w chwilę po ogłoszeniu swojej rezygnacji, dodając, iż nie wierzy, by zawodnicy grali przeciwko niemu. Biorąc jednak pod uwagę styl gry w ostatnim spotkaniu pod wodzą Contofalskyego, poziom zaangażowania jego podopiecznych, którzy zamienili mecz w niedzielną ślizgawkę oraz ekspresowe dopięcie angażu następcy, można przypuszczać, iż trenerska roszada planowana była z pewnym wyprzedzeniem.

I co dalej?

Oceniając pierwszy etap rozgrywek w wykonaniu Sanoczan nie sposób wystawić pozytywnej cenzurki: wynik sportowy mówi sam za siebie. Brak jest ciągłości myśli szkoleniowej i długofalowej strategii budowania drużyny (kolejny raz sezon kończy inny trener, niż go rozpoczynał). W drużynie nie widać świeżej krwi, ton gry nadają wychowankowie, co nie jest niczym złym, a wręcz przeciwnie, jednak są to wciąż te same, trzy lub cztery, nazwiska. Zastrzeżenia budzić może polityka transferowa. Czymś niezwykłym jest fakt, iż słowacki szkoleniowiec nie potrafi zapewnić wartościowych zawodników ze swojego kraju, nawet biorąc pod uwagę ograniczone środki finansowe, którymi dysponuje. Teza o odmłodzeniu drużyny wydaje się słuszna, jednak trudno uwierzyć, że wywodzący się z innych środowisk hokejowych zawodnicy, po okrzepnięciu i nabraniu ligowego doświadczenia, zdecydują się na kontynuowanie kariery w sanockich barwach, tak ze względów sportowych, jak i finansowych.
Co ciekawe, sezon, który wielu spisało już na straty, może być jeszcze całkiem udany. Nowy trener i zawodnicy, których rekomendował, dają pewną nadzieję na udaną walkę o ósmą lokatę w tabeli. Wszystko jeszcze w nogach, rękach a przede wszystkim w głowach zawodników. Sanoczan czeka niełatwe zadanie, bo rywalem w starciu o play off będzie Toruń, drużyna o teoretycznie większym potencjale i chyba jeszcze bardziej niezadowolona z zajmowanej lokaty. W przypadku porażki nad Sanokiem zebrać się mogą czarne chmury, bo zdeterminowana Polonia Bytom pokazała już, że nie zamierza składać broni bez walki.




Powrót

Komentarze:

miejmy nadzieje ze od nowego sezonu dalej będziemy w ekstralidze!!!
Ot i cała prawda :-(
Ta oby dalej w ekstralidze, bo Polonia się do nas bojowo nastawia, więc nie wiem jak to będzie.. Wszystko zależy jak Polscy zawodnicy się zmobilizują ( głównie Milan, Kostecki, Mermer ), oby pokazywali ten poziom z początku sezonu, bo sami słowacy nic nie wskurają.
jestem kibicem z Janowa i życze wam uczymania Polonia na to nie zasłużyła.
Jak Contofalski przyszedł miał gotową drużynę a miejsce 8 było już prawie zapewnione.Contofalski już od sierpnie z Korneckim nagraywał aby przjść do Sanoka na ciepłą posadkę.Tylko naiwni mogli musleć że Zbora,Lauko czy Radwańscy zostaną.Dużo kibiców mówło że jak Słowakiewicz odszedł to ci zawodnicy odejdą i tak sie stało.To prawda że nie ma żadenej długo falowej polityki klubu.Prezes sam już w zeszłym sezonie rozpoczął wojnę z trenerem Słowakiewiczem bo ten wymagał tyle samo od zawodników jak i zarządu i dlatego był nie wygodny dla kierownika sklepu sportowego na Arenie.Tak Panie Prezesie bedąc na meczu sam słyszałem na zapleczu co Pan mówił, teraz ratuj się kto może bo widać czarne chmury na Sanokiem i to na długie lata.
Synku pleciesz bzdury.... jestes madry, umiesz cos?! To wez i zrob! A jak nie to s....laj!
proponuje poczekać może do 4 stycznia i będzie kilka rzeczy już wiadome i na kilka pytań będziemy znali już odpowiedź
Tak kamis masz rację-zobaczymy w niedzielę 5-go stycznia !!!
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V