Hokej.net Logo

Wyświetleń: 6161

Z lodu do kopalni. Hokeista układa sobie życie

2011-12-23 23:40:30

Sebastian Gonera dość niespostrzeżenie zjechał z lodu. Teraz stara się ułożyć życie z dala od sportu.


Nie tak sobie wyobrażał zakończenie (a może zawieszenie) bogatej i długiej kariery sportowej. Już cieszył się z powrotu do macierzystego Naprzodu Janów oraz tego, że będzie mógł wesprzeć drużynę i być może odzyskać z nią miejsce w ekstralidze. Życie jednak spłatało psikusa, bo zespół z dzielnicy Katowic nie został dopuszczony do rozgrywek.


Tak oto nagle wokół zrobiła się pustka i pozostała praca w kopalni „Wieczorek". Powoli oswaja się z myślą, że pozostanie mu tylko udzielać się w miejscowej drużynie oldbojów. Z tego rozbratu z hokejem najbardziej cieszą się kobiety jego życia, czyli żona Karina oraz dwie córki: Karolina oraz Natalia. Sebastian Gonera, zwany przez kolegów „Keatonem", zjechał z lodu dość niespostrzeżenie i teraz stara się ułożyć sobie życie już bez sportu.

 

Niezauważony?


 

Gonera, jak przystało na Ślązaka, ceni sobie solidność, w każdej sytuacji stara się wykonywać swoje obowiązki jak należy. Zarówno w klubie, jak i w reprezentacji nie odmawiał nikomu, będąc na każde zawołanie. Jedni próbowali szukać usprawiedliwień czy wymówek, a on otrzymywał powołanie, pakował torbę i ruszał na miejsce zbiórki.


W 2009 roku, po nieudanych dla biało-czerwonych mistrzostwach świata w Toruniu (4. miejsce), Sebastian doszedł do wniosku, że należy zrobić miejsce młodszym. Wysłał pismo do hokejowej centrali, w którym poinformował, że bardzo dziękuje za 18 lat reprezentacyjnej „służby", i że teraz skupi się tylko na obowiązkach klubowych.


Siedem sezonów spędził w Tychach, zdobywając z nimi mistrzostwo Polski (jedyne do tej pory dla GKS), wicemistrzostwo, brązowe medale oraz Puchary Polski. Niewątpliwie był nietuzinkową postacią w klubie. Wszyscy trenerzy pierwszą formację zaczynali tworzyć od Gonery oraz jego krajana, Adriana Parzyszka.


Po sezonie 2009/10, niezwykle trudnym z różnych względów, zapowiadano duże zmiany organizacyjne oraz personalne. Działacze nie ukrywali, że chcą pożegnać kilku zawodników i zbudować drużynę zdolną do rywalizacji o złoto. Pożegnano aż 10 hokeistów, w tym m.in. Gonerę. - Czułem pismo nosem, bo działacze, gdy tylko mnie widzieli, niezbyt chętnie ze mną rozmawiali - uśmiecha się Sebastian. - Broń Boże, nie mam do nikogo pretensji, bo sam zdawałem sobie sprawę, że czas ustąpić młodszym. Nie tak jednak wyobrażałem sobie rozstanie z klubem, w którym bywało różnie, ale zawsze panowała sympatyczna atmosfera. Na dodatek mieliśmy sukcesy sportowe, z mistrzostwem i Pucharem Polski na czele. Rozegrałem wiele spotkań (336 i 43 gole - przyp. red.), więc liczyłem na miłe rozstanie i pożegnanie z tyską publicznością. Widać jednak, że za mało się „zasłużyłem", stąd moje odejście przeszło bez echa. Podobnie ma się sprawa z reprezentacją, a przecież byłem na każde zawołanie. Trochę to dziwne, że tak szybko o mnie zapomniano.

 

Powrót do źródeł

 

Wydawało się, że wszyscy chłopcy urodzeni w Janowie, Nikiszowcu czy Giszowcu, gdy tylko nauczyli się chodzić, zmierzali na lodowisko „Jantor". Z Sebastianem tak jednak nie było. Owszem, nie stronił od rywalizacji sportowej, ale tylko na podwórku. Do hokeja trafił najpóźniej ze swoich rówieśników. - Na lodowisko przyszedłem między II i III klasą, ale wówczas nie przypuszczałem, że będę z nim związanym aż tyle lat - śmieje się Bastek. - Przychodziłem nieśmiało na zajęcia, ćwiczyłem bez sprzętu i w końcu jeden z trenerów wskazał mi kanciapę, z której miałem go pobrać. Na początku nie było za różowo, bo rówieśnicy śmigali na łyżwach aż miło. Zacisnąłem zęby i twardo ćwiczyłem, by nadrobić braki. W końcu, jako 18-latek, miałem okazję zadebiutować przy takich hokeistach, jak Andrzej Hanisz, Jędrzej Kasperczyk, a z Andrzejem Trutym tworzyliśmy jedną parę obrońców. Dla sportu nastały jednak trudne czasy. Chłopaki z klubu wyjeżdżali do Niemiec w poszukiwaniu lepszego życia. Naprzód miał coraz większe kłopoty, choć z nim zdobyłem pierwszy medal mistrzostw Polski. Z kopalni, gdzie byliśmy delegowani, otrzymaliśmy urlopy bezpłatne. I trzeba było szukać klubu, który zapewniłby możliwości, nie tylko rozwoju sportowego, ale i zarabiania.


I tak zaczęła się 16-letnia wędrówka poza rodzinnym gniazdem, choć tak naprawdę nigdy go nie opuścił. Zawsze z żoną mieszkali w Giszowcu i nie wyobrażali sobie, że mogliby gdzieś indziej. - Gdy odchodziłem z Tychów, cieszyłem się, że pracę zawodową będę mógł pogodzić z grą na I-ligowym poziomie - dodaje już nieco markotniej Sebastian. - Nie przypuszczałem, że klub nie otrzyma licencji na grę, choć wcześniej zapewniano mnie, że będzie inaczej. Chciałem zakończyć grę w swoim macierzystym klubie, ale widać nie było mi to dane.


 

Rosyjska szkoła

 

Gonera przeniósł się do Oświęcimia i przez 9 lat dojeżdżał na treningi oraz mecze. To było spore wyrzeczenie, bo żona z córką zostawały same z wieloma problemami domowymi. - Działacze Unii mieli ambicje, chcąc zdetronizować bezkonkurencyjne Podhale - wspomina nasz bohater. - Do klubu zaangażowano kilku liczących się hokeistów (m.in. Michała Garbocza i cały zastęp zawodników z Sosnowca - przyp. red.) oraz rosyjskiego szkoleniowca Andreja Sidorenkę. Grałem w formacji z Tomkiem Piątkiem, jako obrońcą, oraz Michałem Garboczem, Sławkiem Wielochem i Waldkiem Klisiakiem. Poznałem co znaczy rosyjska szkoła treningu. Ćwiczyliśmy w okresie przygotowawczym po kilka godzin dziennie i gdy wracałem do domu, marzyłem tylko o śnie. Nigdy wcześniej i nigdy później nie trenowałem tak mocno, jak u Sidorenki. To jednak przyniosło wymierne korzyści, bo przełamaliśmy hegemonię Podhala. Siedem lat trwało panowanie Unii, ale po dziewięciu sezonach uznałem, że koniec z dojazdami i trzeba się przenieść nieco bliżej domu. Gdy ówczesny prezes Unii, Kazimierz Woźnicki, dowiedział się o moich i Adriana Parzyszka planach, powstał wielki zgiełk. Sezon się rozpoczął, a my nie mogliśmy grać, bo trwały targi. Traktowano nas jak chłopów pańszczyźnianych. W Oświęcimiu mówili, że możemy grać albo w Unii, albo nigdzie. W końcu zaczęliśmy występować w Tychach (rozegrał zaledwie 24 mecze - przyp. red.), ale zdobyliśmy złoty medal. Co to był za zespół! Każdy walczył do upadłego, atmosfera była świetna. Z tym później bywało różnie, choć i tak osiągaliśmy finał, ale mistrzostwa już nie powtórzyliśmy. Były zaległości finansowe, ale po jakimś czasie były regulowane. Pod tym względem nie można mieć żadnych pretensji do tyskich zawodników.

 

Kuchenne igraszki

 

Sebastian Gonera najlepiej czuje się wśród swoich pań oraz najbliższych. - Na pewno nie byłoby długiej kariery, gdyby nie tolerancyjna żona, która przez wiele lat miała wszystko na głowie i musiała się zmagać z różnymi przeciwnościami - podkreśla Sebastian. - W domu byłem gościem, choć doskonale zdaję sobie sprawę, ile ją to kosztowało. Podziwiam ją za wytrwałość, słowo „dziękuję" to stanowczo za mało. Bo tak naprawdę 18 lat, po części, ma wyciętych z rodzinnego życiorysu.


- Patrzę na to wszystko z nieco innej perspektywy, bo przecież mąż wybrał zawód sportowca i trzeba było wiele spraw podporządkować jego harmonogramowi - stwierdza wyrozumiale pani Karina. - Gdy otwierał drzwi, doskonale wiedziałyśmy z córkami, jaki był wynik meczu i czy mu się powiodło. Po wygranej było gwarno, po przegranej lepiej było nie drażnić lwa. Musiałam tak zorganizować życie, by wszystko było ułożone. W ostatnich latach było zdecydowanie łatwiej, bo córki były już starsze. Ale gdy były małe...


Sebastian to łasuch i wcale się z tym nie kryje. Ciastka czy inne słodycze to codzienny rytuał, choć gdy trenował skrzętnie to ukrywał. Musiał trzymać limit wagi, a słodkości temu nie sprzyjały. - Mało kto wie, ale Sebastian dobrze sobie radzi w kuchni i jak tylko trzeba, potrafi przyrządzić smaczne potrawy - zdradza z uśmiechem pani Karina. - Jednak jego popisowym numerem są ciasta: sernik czy orzechowe może konkurować z najlepszymi cukierniami. Przed świętami wcale nie będę musiała go namawiać do odwiedzin w kuchni i na pewno będzie w niej gwarno.


- Nie mogę sobie wyobrazić zwykłej soboty bez ciasta, a co dopiero świąt. Chyba więc coś tam upiekę - śmieje się Sebastian na zakończenie wizyty.

 

 


 

Sebastian GONERA - ur. 18.12.1971 roku. Żonaty (Karina); 2 córki: Karolina (17 lat) i Natalia (9). Kariera sportowa: Naprzód Janów (1989-1995), Unia Oświęcim (1995-2004), GKS Tychy (2005-11). W lidze rozegrał 955 meczów, strzelił 166 goli, przy 306 asystował, na ławce kar przebywał 705 minut. 8 razy był mistrzem Polski (7 razy z Unią Oświęcim i raz z GKS Tychy), 6 razy wicemistrzem (5 z Tychami i raz z Naprzodem) oraz brązowym medalistą (z Tychami).

 

Włodzimierz Sowiński

 


Teraz najbardziej zadowolony jest, gdy znajduje się w otoczeniu swoich niewiast.

Fot. Wojciech Karpiński | SPORT


 



Powrót

Komentarze:

Gonera, pomimo tego, że nie jest tyskim wychowankiem, zasłużył swoją grą na szacunek ze strony klubu i kibiców. 7 lat temu przyszedł do nas a wydaje się, że było to "wczoraj"... Szkoda, że zabrakło sezonu by dołączyć do grona "tysiąca".
Jeszcze większa szkoda, że znowu klub nie popisał się w pożegnaniu zawodnika. Kilka lat temu mówiłem dyrektorowi, że klub powinien doceniać byłych graczy, by zrobić cos takiego jak sektor odbojów. Wówczas proponowałem, by do tego celu adoptować ówczesną małą trybunę przy tafli, później skrajny sektor na trybunach. Wielu naszych zawodników nie zostało godnie pożegnanych. Skromne pożegnanie przed którymś z meczów, plus dożywotni karnet dla kilkudziesięciu byłych zawodników... czy to tak wiele ?
Uwierz, że byli zawodnicy i tak wchodzą za darmo. Chyba, że u Was jest inaczej w tej kwestii.
raz wchodzą, raz nie. zalez kto i na jaki mecz.
''W końcu zaczęliśmy występować w Tychach (rozegrał zaledwie 24 mecze - przyp. red.), ale zdobyliśmy złoty medal. Co to był za zespół! Każdy walczył do upadłego, atmosfera była świetna.'' TĄ DRUŻYNĘ ZBUDOWAŁ WOJTEK M.
Tak właśnie traktuje sie zawodników w polsce . Od klubu zaczynając po cały ten ... pzhl . Nie dziwi mnie że wystarczy katar żeby zrezygnować z powołania do kadry .
Kiton - Zdrowych i Wesołych Świąt i do zobaczenia na WOŚP .
KITON mogłeś zostać przecież zgadzająć się na nowe warunki konraktu( wiadomo że nie takie jak wszcześniejsze) bo i nie ten poziom chociaż ja osobiście wolał bym Ciebie zamiast MEJKI, WANACKIEGO, BIGOSA,CSIORICHA
Choć jestem z NT nie będę odkrywczy i muszę przyznać że jak na polskie warunki Gonera to świetny hokeista. Nie raz na niego klnęli kibice na nowotarskiej hali a klną tylko na najlepszych przeciwników.
mam nadzieje zobaczyc jeszcze Sebastiana na lodzie - chocby i przy okazji meczu pozegnalnego oswiecimskiej ikony (o ile do takowego dojdzie). bylo nie bylo jest on jednym z ostatnich ktorzy grali w "poteznej" Unii. Zarowno on jak i Adik przez zmiane barw stali sie nagle wrogami nr 1, ale napewno zawsze beda witani z szacunkiem w Oswiecimiu za zaslugi (ostatnio Adrian byl na meczu charytatywnym i zostal przywitany tak jak zasluguje - zupelnie inaczej niz kapitan gks-u)
Ładną córkę (tą starsza) ma Pan Gonera :) Swoją drogą człowiek który w znaczący sposób zapisał się w polskim hokeju.

Może wiecie co się dzieje, gdzie się podziewa, co robi Andrzej Truty?
Może ma ktoś jego zdjęcie i mógłby zamieścić linka z czasów jego kariery sportowej. Ogólnie coś o nim. Bo w internecie nie ma prawie nic w ogole.
Tak w ogole to Gonere pożegnano po sezonie 2010/2011 a nie po 2009/2010 jak jest napisane w artykule
Do fotograf
Andrzej Truty mieszka w Chikago.
Takie to już są te polskie realia, Mam nadzieję Kiton ,że jeszcze Cię zobaczymy w Naprzodzie i za rok będziesz z nami świętował awans do Ekstraligi!!!
Dla kibiców Naprzodu i tak zawsze będziesz wielki!!! Szkoda,że te kur...y z tfu!pzhl-u uniemożliwiły Twój powrót na stare śmieci na koniec kariery.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V