Hokej.net Logo

Wyświetleń: 3050

B. Gaj: Hokej ukształtował charakter

2011-09-20 13:53:20

Rozmowa z Bartłomiejem Gajem, hokeistą który w 2010 roku był jednym z najważniejszych „ogniw” w mistrzowskim zespole Wojasa Podhale. Dziś poczynania swoich kolegów śledzi jedynie z trybun. W rozmowie z nami zdradza m.in. powody swojej rezygnacji z gry.


17 marca 2010 roku to w Twoim życiorysie zapewne pamiętna data…

Ten dzień jest dla mnie szczególny. Wspomnienia wracają, nie codziennie przecież zdobywa się Mistrzostwo Polski. Z czym mi się kojarzy? Na pewno z ogromnym szczęściem, radością, adrenaliną i taką beztroską zabawą. Są sportowcy którzy uprawiają po kilkanaście lat swoją dyscyplinę  i nigdy nie zdobyli Mistrzostwa Polski. Ja się cieszę, że dane było mi dostąpić tego zaszczytu. Każdemu kto uprawia profesjonalnie jakiś sport życzę takich sukcesów. Na pewno będzie co wspominać przez długie lata.

Styl w jakim wówczas sięgnęliście po mistrzostwo Polski wywołał podziw w całym kraju. Cztery mecze wystarczyły aby pokonać murowanego kandydata do „złota” Cracovię Kraków.   Tego chyba sami się nie spodziewaliście...

Naszym plusem było to, że do finałowej rozgrywki nie byliśmy przymierzani w roli faworyta. Sami też do tych meczy podchodziliśmy z pełnym szacunkiem dla rywala. Cracovia była wtedy zespołem bardzo silnym, stabilnym finansowo, ale to w nas była wielka motywacja, siła i chęć udowodnienia że mimo ciężkiej sytuacji w klubie potrafimy i chcemy walczyć o najwyższe cele. Cracovia liczyła na swojego asa, Leszka Laszkiewicza. Tomek Malasiński był „plastrem”, miał go wyłączyć z gry. Ta taktyka przyniosła efekt. To, że ogramy Cracovię w 4 meczach nikomu z nas przed rozpoczęciem finału nawet do głowy nie przyszło. Być może dodatkowe pokłady energii obudziły się w nas po tym, jak jeden z członków zarządu stwierdził że nie wygramy drugiego meczu w Krakowie, bo  Cracovia sobie na to nie pozwoli. To nas jeszcze bardziej zmotywowało.

Kluczem do mistrzostwa była atmosfera jaka narodziła się w zespole. Ówczesny trener „Szarotek” Milan Jancuska podkreślił, że w głównej mierze była to Twoja zasługa. Twoi koledzy z zespołu potwierdzili, że doskonale wywiązałeś się z roli motywatora....

Nigdy nie uważałem się za jakiś hokejowy talent. Zawsze ciężko na siebie pracowałem, może też dzięki temu udało mi się tak daleko dojść. Chciałem też dołożyć do tego Mistrzostwa coś od siebie, chciałem się czuć potrzebny a nie po prostu być. Po pierwszym wygranym meczu z Cracovią, w szatni, skrzyknąłem wszystkich zawodników. Zebraliśmy się i  powiedziałem wtedy: - „Oni mają Leszka Laszkiewicza, a my mamy 22 górali,  którzy mają wielkie serca do gry i w każdym meczu będą walczyć o zwycięstwo”.  Potem krzyknęliśmy „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego ”. Powtarzaliśmy to po każdym treningu i meczu. Tego się trzymaliśmy przez cały play off.  Ta dobra atmosfera nie tylko moja zasługa, to zasługa całej drużyny. Zresztą to nie była drużyna, to była jedna rodzina, nie było żadnych złości, obrażania. Każdy sobie pomagał, motywował. Szkoda że nie udało się tego składu utrzymać bo mogliśmy rządzić na polskich lodowiskach jeszcze dobrych parę lat.



Wydawało się, że zdobyte mistrzostwo i to w dodatku w takim stylu, napędzi nowotarski hokej. Tymczasem miesiąc później mistrzowska drużyna się rozpadła. Część zawodników z czasem odeszła do innych klubów a część zakończyła karierę. Wśród tej drugiej grupy jesteś Ty. Co zadecydowało, że w wieku zaledwie 24 lat „zawiesiłeś” łyżwy na kołku?

Wszyscy myśleliśmy i wierzyliśmy w to, że mistrzowska drużyna  się utrzyma i przystąpimy do nowego sezonu mocniejsi i z większą wiarą w siebie. Tak się jednak nie stało. Odszedł sponsor, lepsi zawodnicy na których nie było stać MMKS porozchodzili się do innych klubów. A co zadecydowało o tym że skończyłem? Tak naprawdę to nie ja podjąłem tą decyzję! Zrobiono to za mnie. Po sezonie 2010/2011 mieliśmy urlopy, chwilę czasu na odpoczynek. W tym czasie leczyłem zapalenie oka. Kiedy zespół rozpoczął przygotowania ja wciąż nie mogłem trenować. Trener Jacek Szopiński o tym dobrze wiedział. W miedzy czasie były wstępne rozmowy  dotyczące kontraktów na nowy sezon. Ja nie brałem w nich udziału. Nikt z zarządu nie skontaktował się ze mną. Na początku sierpnia z Jarkiem Furcą poszliśmy porozmawiać o zaległościach. Skończyło się na kłótni. Zapytałem między innymi prezesa kto powiedział że skończyłem grać? Prezes odpowiedział: –„Trener Szopiński mówił że masz chore oko i już nie będziesz grał”. To nie było prawdą. Trenerowi Szopińskiemu powiedziałem, że chcę być dalej w zespole, ale nie będę na siłę prosił się o kontrakt. Ja nie jestem z tych, którzy wchodzą prezesom do d…, żeby sobie załatwić miejsce w zespole.  Tym bardziej, że z resztą drużyny się kontaktowano. Prezes zamilkł. Po chwili odpowiedział, że skoro się ze mną nie kontaktowali to nie ma dla mnie miejsca w drużynie.  Tak skończyła się przygoda związana z MMKS i tym samym z hokejem. Wychowankowie w klubie będą zawsze, a zarząd? Teraz jest, a za rok może się zmienić.

Masz żal do działaczy MMKS Podhale? Jeżeli tak to o co największy?

Czy mam żal? Mam na pewno dużo złości w sobie, która gdzieś tam wewnątrz się tli. 19 lat grałem dla tego klubu, reprezentowałem go w Polsce i za granicami, identyfikowałem się z nim. To było całe moje życie, pasja, hobby dla którego poświęcałem całego siebie. Zawsze na pierwszym miejscu był hokej. Po kontuzji chciałem wrócić i normalnie trenować, nadrabiać to co straciłem a potem rywalizować o miejsce w składzie. Rywalizacji się nie boję, od małego byłem tego uczony, nigdy nie było takiej sytuacji żeby miejsce w składzie załatwiał mi Tata.  Najdłuższy rozdział w moim życiu zamknął ktoś, kto na co dzień jest… fryzjerem i ludzie z zarządu, których synowie grają w młodszych grupach i dla których trzeba było zrobić miejsce. Ci ludzie widzieli hokej z trybun albo w telewizji, nigdy nie uprawiali żadnego sportu profesjonalnie. Wiele do życzenia pozostawiał też profesjonalizm i podejście do rozmów z zawodnikami. Jest kilka rzeczy które utkwiły mi w głowie. Jak przykładowo rozmowa, która dotyczyła zaległości. Ja i Jarek Furca, na dzień dzisiejszy nie dostaliśmy pieniędzy od lutego, gdzie kontrakt mieliśmy do końca czerwca. Dodatkowo MMKS zalega mi połowę wynagrodzenia za dwa miesiące letniego przygotowania z 2010 roku. Rozmawiałem z prezesem i jednym panem z zarządu. Padło z ich ust stwierdzenie, że „… za Wojasa było jeszcze gorzej”. To nie do końca było prawdą. Były opóźnienia, ale sięgały maksymalnie 3 miesięcy. Po sezonie wszystko z zostało wyrównane. Po chwili ten sam człowiek z ironią stwierdził, że powinniśmy być przyzwyczajeni do tego, że nie dostajemy pieniędzy na czas. Zacząłem się śmiać, bo inaczej nie dało się tego skomentować. Innym razem zadzwoniłem do prezesa i zapytałem kiedy mogę liczyć na te obiecane pieniądze. W odpowiedzi usłyszałem, że nie ma dla mnie pieniędzy i jak chcę to mogę ich podać do sądu. Inna sytuacja dotyczyła pisma które wysłałem do PZHL aby poinformować o zaległościach MMKS wobec mojej osoby. Zostałem pouczony przez członka zarządu że zachowałem się nie kulturalnie, bo nie poinformowałem o tym klubu. Kultury i szacunku uczy mnie ktoś, kto sam tych cech nie posiada a potrafi tylko obiecywać i okłamywać.  Hokej to nasza praca, niektórzy mają rodziny, dzieci, trzeba zapłacić rachunki, czynsz. Czy ktoś sobie wyobraża życie bez pieniędzy? Czy to jest takie dziwne, że domagamy się wynagrodzenia za swoją pracę?



Zamierzasz dochodzić swych praw drogą sądową?

Rozważam taką możliwość. Wiadomo że sytuacja w klubie jest ciężka. Nikt jednak  nie ma odwagi określić się ile  mamy czekać na należne nam pieniądze. Terminy są przekładane już od marca. Mam już dość czekania, proszenia się o swoje. 13 czerwca wysłałem do klubu wniosek o wypłatę zaległego wynagrodzenia. Podałem termin na 31 lipca. Odpowiedzi na nie dostałem. 2 sierpnia, ze strony MMKS-u zostałem poinformowany że zaległe wynagrodzenie zostanie mi wypłacone w „najbliższym” czasie. Do tego klub podał kwoty jakie chce mi odliczyć i za co. Dwóch panów z zarządu zobowiązało się moją i  Jarka sprawę przyspieszyć, bo mamy największe zaległości co sami zresztą podkreślali. Na tą -  kolejną już obietnice - czekamy dwa miesiące i do tej pory nic się nie zmieniło. Miałem do zarządu bardzo duże zaufanie, zresztą nie tylko ja, bo pewnie cała drużyna. Tym bardziej że obiecywano nam mniejsze pieniądze, ale zawsze miały być na czas. To miało sens i wierzyliśmy, że się tak stanie. Tymczasem okazało się to kłamstwem.

Czy gdybyś mógł wybierać jeszcze raz – bogatszy o doświadczenia tych kilku lat -  to wybrałbyś drogę hokeisty, czy podążyłbyś inną ścieżką?

Hokej wybrałbym na pewno.  To sport dla prawdziwych mężczyzn, szybki, kontaktowy. Jest w nim  twarda gra ciałem, są bójki, czasami leje się krew, jest dużo emocji i adrenaliny. To też dobra szkoła, która uczy samodyscypliny, punktualności, wyrabia charakter, uczy samodzielności, pozwala nabierać nowych doświadczeń. Dużo zawdzięczam tej dyscyplinie, poznałem mnóstwo miłych i życzliwych ludzi. Dużo też zwiedziłem a najlepszym i najbardziej pamiętliwym wydarzeniem było to 19-te Mistrzostwo Polski.


 

Więcej będziesz miał miłych czy złych wspomnień z czasów gry w hokeja?

O wiele więcej było sytuacji które będę wspominał bardzo miło. Szatnia, to specyficzne miejsce, zwłaszcza gdy jest w niej 25 chłopaków, którzy są bardzo pozytywni. Każdy głowie ma swój specyficzny żart, czasami to jest lepsze niż nie jeden kabaret.  Te mniej miłe wspomnienia też są, ale je puszczam w niepamięć.

Po tych kilkunastu latach będzie Ci brakować hokeja? Jakie masz plany na dalsze życie?

W jakimś stopniu na pewno. Hokej pasował do mojego charakteru, lubiłem twardą grę, nie uciekałem gdy na lodzie było jakieś spięcie.  Ciężko będzie się oglądało mecz z trybun, wolałbym grać, a nie patrzeć jak inni robią to za mnie. Plany na życie jak najbardziej są, będę się starał systematycznie je realizować. Nie chcę jednak zdradzać szczegółów, żeby nie zapeszyć.



Byłeś zawsze niesamowicie związany z kibicami. Czy teraz spotykasz się z dowodami sympatii na ulicach?

Kibice to bardzo ważna sprawa. My swoją grą napędzamy ich a oni dopingiem nas. Chciałem być z nimi zawsze blisko. W play off, zwłaszcza u siebie, byli nam bardzo potrzebni. W mistrzowskim sezonie bardzo nam pomogli, za co dziękuje w imieniu całej tamtej drużyny. Kibice to też moi przyjaciele, koledzy, koleżanki, znajomi. Z nimi często rozmawiałem o meczach.Czasami zdarza się że ktoś do mnie podejdzie, zagada, zapyta o mecz, pogratuluje. To jest bardzo miłe. Widać, że są ludzie którym moja gra się podobała, mimo że nie zawsze była idealna.  Ostatnimi czasy ciężko się na duszy robi jak ktoś pyta czemu nie gram. Oczy się „szklą,  ale trzeba być twardym, bo nie wypada prawdziwemu facetowi się nad sobą rozczulać. Będzie mi brakować takiego dopingu po którym serce rośnie w siłę, a na plecach pojawiają się dreszcze! Chciałbym podziękować wszystkim Kibicom którzy darzyli mnie sympatią, wierzyli we mnie. Rodzicom, którzy byli moimi najwierniejszymi i najbardziej pomagającymi kibicami, gdyby nie oni,  hokej mógłbym oglądać tylko z trybun.

Rozmawiał
Maciej Zubek
 






Powrót

Komentarze:

Czapki z głów, że ograliście wtedy Cracovię.
Pozdrowienia z Tychów.
Ot po "betonie" z Warszawy problem Polskiego hokeja! Działacze!!!
Każdy pisze , mówi że nie ma zawodnków młodego pokolenia ale prawda jest taka że marni działacze nic nie robią tylko młodych grczy konczą ot polski hokej .Takich kolesi jak Gaj jest dużo i co nic PZHL i kluby maj to w dupie :)
Szkoda ze Bartek skonczyłes kariere :( pamietam jak grałes sezon w HC GKS Katowice,twarda gra ciałem,dobry strzał,poza lodem dobry kolega.Wpadnij kiedys do Katowic. Pozdrowienia od kibica GieKSy :)
Ja też pozdrawiam Cię Bartek. Byłeś i jesteś nadal potrzebny nowotarskiemu hokejowi,choć niektóre cymbały tego nie widzą.Jak patrzę na naszą "obronę Częstochowy" w każdym meczu... Mój syn też skończył swoją przygodę z hokejem na Mistrzostwie Polski juniorów,i choć też mi jest przykro z tego powodu,to uważam że patrząc na ten * w wykonaniu niektórych działaczy ,chyba wybrał rozsądnie.Hokej to niestety dyscyplina bez przyszłości w naszym kraju,a jak sam powiedziałeś trzeba z czegoś żyć...Jeszcze raz pozdrowienia i podziękowania za Twoją grę dla naszego miasta i jego kibiców.
Brawo Bartek ze powiedziales cala prawde o wspanialych dzialaczach MMKS-u z prezesikiem na czele. Mialy byc male pieniadze ale placone terminowo a tu nie ma nic !!! Chlopaki graja za darmoche juz 6 miesiecy i nie ma w Polsce takiego drugiego klubu wiec i tak chwala im za to ze jeszcze wogole im sie chce w to bawic. Wspanialy niegdys zawodnik Tadek Pulawski ktory obecnie byl drugim trenerem i kierownikiem druzyny tez juz powiedzial dosc wlodarzom klubu i teraz woli ogladac mecze z trybun niz pracowac za darmo , to jest skandal co dzieje sie w klubie bo mamy takiego samego prezesa jaki byl do niedawna w Sosnowcu i jaki jest jeszcze ciagle w Gdansku ...
PREZESY KASE MAJA CO MIESIAC NIE SA SPOLECZNIKAMI JAK TO MOWIA
BARTEK CALEJ PRAWDY NIE POWIEDZIAŁEŚ CO W TYM SZAMBIE SIE WYRABIA
ROZUMIE CIE ALE PUSZKA PANDORY KIEDYS WYBUCHNIE I TEN BIGOS SIE WYLEJE
BEDZIE KIS I SMRÓD
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V