Hokej.net Logo

Wyświetleń: 8995

O pasji do hokeja - ekskluzywny wywiad z Jarkiem Byrskim

2014-02-20 21:57:59

Rozmowa z Jarkiem Byrskim, założycielem i właścicielem szkoły hokejowej SK8ON w Toronto. "Jari" trenował i trenuje takich hokeistów jak: Steven Stamkos, Rick Nash, Alex Pietrangelo, Jeff Skinner, Jason Spezza, Michael Cammalleri, Brent Burns, Wojtek Wolski, Bryan Bickell i wielu innych.


HOKEJ.NET: - Niewielu sympatyków hokeja w Polsce wie, kim tak naprawdę jest Jarosław Byrski. Czy mógłby pan coś o sobie powiedzieć?

- Nazywam się Jarosław Byrski i od 1993 roku prowadzę szkołę hokejową w kanadyjskim Toronto. Na co dzień szkolę dzieci i młodzież w wieku od 7 do 15 lat, pomagam też przy treningach juniorów powyżej 15. roku życia. Pracuję zarówno z prospectami, jak i z gwiazdami wielu lig zawodowych takich jak NHL czy AHL. Oprócz tego przygotowuję obozy rozwojowe klubów NHL Ottawa Senators i Tampa Bay Lightning. Ottawę prowadzę osiem lat, a Tampę zacząłem szkolić dwa lata temu.


Jak zaczęła się pana hokejowa pasja?

- Urodziłem się w Szczecinie, ale po rozwodzie moich rodziców przeprowadziłem się z mamą do moich dziadków, na co dzień mieszkających w Puszczykowie - małym miasteczku pod Poznaniem. Z kolei rodzina mojego ojca pochodziła z Małopolski - okolice Krakowa i Nowego Sącza.

Mieszkając z mamą miałem ograniczony kontakt z tatą, jednak podczas naszych comiesięcznych spotkań  zawsze dostawałem od niego teczkę z "Przeglądem Sportowym", zawierającą podsumowanie wszystkich wyników sportowych. Założyłem nawet zeszyt, do którego wklejałem wszystkie wyniki meczów hokejowych. Moim ulubionym klubem było wtedy Podhale Nowy Targ. Pasjonowała mnie jego rywalizacja z Naprzodem Janów, ale oczywiście interesowałem się również hokejem w wydaniu reprezentacyjnym.

Wówczas wszyscy moi koledzy fascynowali się piłką nożną, bo polska kadra przeżywała wtedy swoje najlepsze lata. Wystarczy wymienić Mistrzostwa Świata '74 czy pamiętny mecz Polska – Anglia. Tym pasjonował się cały kraj.
Również hokejowa reprezentacja naszego kraju odnosiła wtedy swoje drobne sukcesy za sprawą gry naszych "Orłów" w grupie A. 

Oczywiście - tak jak wszyscy - fascynowałem się futbolem, ale kiedy spadł śnieg, moją pasją był hokej. Pamiętam jak z podziwem oglądałem swoich kolegów, gdy grali na stawach, przy cmentarzu czy boisku do koszykówki, po uprzednim wylaniu na nie wody i przygotowaniu band ze śniegu.

Moja przygoda z tym sportem zaczęła się nietypowo, ponieważ w Puszczykowie mieliśmy szkołę sportową, przy której bardzo lubiliśmy grać w piłkę, a zimą w hokeja. Muszę przyznać, że sam wymyślałem sobie zabawy na śniegu i lodzie. Często zimą budowałem ze śniegu górkę, polewałem ją wodą, a następnie z niej zjeżdżałem. Zawsze marzyłem by przynależeć do grupy moich rówieśników, którzy grają w hokeja, jednak nie miałem prawdziwych łyżew, bo ich zakup był sporym wydatkiem. Niestety byliśmy bardzo biedni, być może najbiedniejsi w całej miejscowości.
 
Aż w końcu mama kupiła mi pod choinkę łyżwy, co było dla mnie spełnieniem marzeń. Jednak po początkowej euforii spostrzegłem, że są to łyżwy figurowe i w dodatku białe. Takie łyżwy na pewno nie pomagały mi w pozyskaniu akceptacji grupy. Papierem ściernym starłem białą farbę i czarną pastą do butów próbowałem zmienić kolor na czarny. Na dodatek, 
gdy wszyscy jeździli stylem hokejowym, ja musiałem odchylać się do tylu albo jeździć tylko tyłem, by się odpowiednio rozpędzić. 

Rok później dostałem swoje upragnione czarne hokejówki. Moja mama od początku nie chciała, żebym grał w hokeja. Uważała, że to tylko bijatyka na lodzie i bardzo brutalny sport. Na dodatek nie było nas stać na ochraniacze dla mnie.

Niestety w mojej okolicy nie było możliwości dalszego rozwoju jako hokeisty, więc moja uwaga skupiła się na nauce. Studiowałem na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Najpierw prawo, a później psychologię, specjalizując się w psychologi dziecka. Pracę końcową przygotowałem u profesor Tyszkowej z zakresu rozwoju dzieci. Potem dostałem propozycje odbywania pracy badawczej na tym uniwersytecie, jednak zdecydowałem się na wyjazd do Stanów. 


Pana szkoła hokejowa w Kanadzie jest niezwykle popularna. Skąd pomysł na jej założenie?

- Przebywając w USA na uniwersytecie w Atlancie poznałem kilka osób z Filadelfii, które były ogromnymi fanami tamtejszej drużyny. Razem oglądaliśmy i chodziliśmy na mecze NHL. Moja miłość do hokeja nigdy nie zgasła, a w Stanach odrodziła się na nowo. 

Starałem się sprowadzić do USA moją żonę i dzieci, jednak Departament Stanu kazał mi czekać aż 7 lat na wyrobienie zielonej karty przez co zdecydowałem się na wyjazd do Kanady. Przyjeżdżając do Kanady mój syn Mateusz miał pięć lat. Oczywiście pierwszym zakupem w Kanadzie były łyżwy dla Mateusza, tym razem prawdziwe, czarne hokejówki. Mój syn robił ogromne postępy na lodzie. Był zwinny i niezwykle szybki.

Następnym krokiem było zapisanie go do szkółki hokejowej i chodzenie z nim na różne lodowiska w Toronto. Podczas wspólnej jazdy z Mateuszem pokazywałem mu różnego rodzaju ćwiczenia, aby przyśpieszyć jego rozwój. Z czasem rodzice innych dzieci, które uczęszczały na te lodowiska zaczęli mi płacić drobne sumy za naukę ich pociech. Po kilku razach dostałem nawet zakaz wchodzenia na lód od tamtejszych ochroniarzy (śmiech). Menadżer lodowiska zaproponował mi, żebym sam je wynajmował i uczył dzieci jazdy na łyżwach. Oczywiście wtedy najważniejsze było dla mnie, żeby szkolić Mateusza, a nie zarabiać pieniądze. Chciałem podnieść jego umiejętności i szukałem dla niego najlepszej szkoły hokejowej w Toronto. Spośród wielu wybrałem szkołę pewnego Rosjanina - doktora Jaszy Smuszkina. Bardzo szybko mój syn zasłynął jako hokeista najlepiej poruszający się na łyżwach, i zaczął być jego demonstratorem. Ja z kolei byłem wolontariuszem i pomagałem Jaszy. Po pewnym czasie zostałem jego asystentem i tak połączyłem pasję z pracą.

Po pięciu latach treningów u boku Rosjanina doszedłem do wniosku, że nastał czas na wprowadzenie nowych elementów potrzebnych do rozwoju. W 1993 roku zrozumiałem, że muszę stworzyć mojemu synowi lepsze warunki do poszerzania swoich umiejętności i w związku z czym otworzyłem własną szkołę. 




Czego dokładnie uczy pan podczas swoich zajęć?

- Zależy od przedziału wiekowego hokeistów. Mam grupy 7-8 latków, których uczę świadomości ruchu, balansu, a także pasji do hokeja. Wpajam im świadomość swojego ciała w czasie jazdy na łyżwach. Z czasem zaczynam ich uczyć gry z krążkiem, strzelania czy akcji sytuacyjnych (1 na 1, 2 na 2). Nie zajmuję się trenowaniem klubowym (systemami gry), tylko wyłącznie szkoleniem indywidualnym. Wraz z postępami umiejętności i wiekiem nasze treningi stają się trudniejsze i bardziej skomplikowane. Wprowadzamy wtedy ćwiczenia, w których wykorzystujemy różnego rodzaju przyrządy i sprzęty na lodzie


Jak to jest współpracować z najlepszymi zawodnikami z NHL? Nad czym ci zawodnicy chcą najczęściej pracować.

- Kiedy otwierałem swoją szkołę posiadałem własnego rodzaju koncepcje nauki i szkolenia hokeja. Miałem sporo szczęścia, ponieważ w całej Kanadzie było bardzo mało osób, które uczyły europejskiego stylu gry. Ja taki warsztat nabyłem u rosyjskiego trenera Smuszkina. Oprócz warsztatu nabytego pod jego skrzydłami sam dodawałem nowe elementy szkolenia. Wzięło się to stąd, że jeśli pracowałem np. z ośmiolatkiem, który przejawiał ogromny talent, byłem zmotywowany do dokładania mu nowych ćwiczeń czy elementów, tym samym dostarczając jemu i sobie nowych wyzwań. Zawsze oglądałem mecze i postępy moich wychowanków i notowałem, które elementy muszę rozwinąć, co muszę zmienić w swoim sposobie trenowania, dostosowując swój warsztat do jego potrzeb. Tak było w przypadku Stamkosa, Spezzy, Nasha, Wolskiego czy innych. Oni są gwiazdami NHL z którymi wciąż pracuję i utrzymuję stosunki towarzyskie. W momencie, kiedy wspięli się na ten pułap, są ciągle zainteresowani doskonaleniem swoich umiejętności. Najczęściej zwracają uwagę na pracę z kijem, dryblowanie czyli tzw. „stickhandling”, strzelanie i pracę nad szybkością. Co roku, kiedy kończą sezon, spotykają się ze swoimi trenerami i menadżerami, którzy doradzają im nad czym powinni popracować latem. Większość hokeistów wie nad czym musi pracować, co musi poprawić i czym chce się zająć.




Czy trudno doskonalić umiejętności gry w hokeja u zawodników starszych, dojrzalszych?

- Zawodnicy robią ogromne postępy między 16. a 26. rokiem życia i jest to związane z fizycznym i mentalnym dojrzewaniem. Każdy mecz, każdy trening wnosi w ich grę coś nowego. Dojrzewający zawodnik nabiera siły fizycznej, a w tym samym czasie zmniejsza swoją elastyczność szczególnie potrzebną do kreatywnej gry z krążkiem. Uważam, że ok. 26 roku życia zawodnicy są świadomi swoich mocnych i słabych stron, dzięki czemu zaczynają skupiać się na utrzymaniu i doskonaleniu tych umiejętności na wysokim poziomie. Tacy gracze wiedzą też, jak powinni trenować, jaką dietę stosować, nad czym skupiać się podczas treningów. Najwięcej zależy więc od samych zawodników i ich predyspozycji fizycznych. Trzeba jednak pamiętać, że z wiekiem jednak zmniejszają się możliwości doskonalenia swoich umiejętności.


W ostatnim czasie pańską szkołę odwiedzili młodzi hokeiści z Polski. Jak oceni pan naszych młodych adeptów hokeja?

- To było dla mnie niesamowite przeżycie, bo tamci chłopcy przypominali mnie sprzed lat. Wszyscy, którzy do mnie przyjechali byli pasjonatami hokeja. Nie chcę tutaj stwierdzić, że Kanadyjczycy nie pasjonują się hokejem – wręcz odwrotnie! W Kanadzie hokej jest sportem narodowym, tutaj prawie każdy uprawia hokej. Hokej dla Kanadyjczyków jest wielką pasją, a w Polsce ten sport jest rzadko spotykany. W naszym kraju jeśli ktoś trenuje hokej, to nie ma zagwarantowanych odpowiednich zarobków, które daje na przykład piłka nożna. Patrząc na tych chłopców widziałem w nich miłość do tej dyscypliny i zaangażowanie. Również ich wyszkolenie stało na wysokim poziomie. Z pewnością zostawili w Kanadzie bardzo dobre wrażenie. 


A jak oceni pan ich umiejętności jazdy na łyżwach w porównaniu do rówieśników z Kanady?

- W Kanadzie młodzieżowy system rozgrywek dzieli się na 3 grupy: A, AA i AAA, do której klasyfikuje się elita. Większość hokeistów z tej drużyny, która tutaj była mogłoby bez problemów grać na poziomie AA. Widziałem w nich przebojowość, wolę walki, głód gry, zadziorność – wszystkie te cechy są niezwykle ważne u przyszłych hokeistów. Możliwości ich rozwoju są ogromne. W porównaniu z kanadyjskimi rówieśnikami jest kilka elementów na których powinni się skoncentrować, jak dynamika ruchu, indywidualne umiejętności operowania krążkiem i szybkość strzelania. W tej drużynie zauważyłem dwóch lub trzech zawodników, którzy poradziliby sobie na poziomie AAA, a więc w hokejowej elicie.


Czy widzi pan nadzieję dla Polski na poprawienie poziomu naszego hokeja i popularyzację tej dyscypliny?

- Zawsze jest jakiś sposób na poprawienie warunków, jednak za każdym razem obracamy się w obrębie kwestii finansowych. Pieniądze powinny być nie tylko na rozwój hokeja, ale i na popularyzacje tego sportu. Załóżmy, że na treningi będzie uczęszczało 1000 dzieci, z czego 10 procent ma szansę na zrobienie kariery – daje nam to stu bardzo dobrych zawodników. Jeśli jednak na treningi chodziłoby tylko 100 dzieci, to z tej grupy zaledwie dziesiątka wyrośnie na bardzo dobrych hokeistów. Przy dziesięciu zawodnikach niezwykle ciężko jest popularyzować tę dyscyplinę. Również wyniki reprezentacji maja wpływ na popularność. Przykładem mogą być skoki narciarskie spopularyzowane przez Adama Małysza.


Od pond roku kadrę Polski prowadzi duet trenerski Zacharkin-Bykow. Czy w sytuacji, w której znalazł się obecnie polski hokej, nie powinno się więcej uwagi przykładać do trenowania młodzieży niż dorosłych zawodników? Młodych graczy łatwiej można czegoś nauczyć i przestawić na inne myślenie.

- To także związane jest z poprzednim pytaniem. Oczywiście należy szkolić młodzież tak intensywnie jak tylko się da. Mam tu na myśli turnieje, wyjazdy, dodatkowe treningi czy mecze. Szkolenie młodzieży daje przyszłość. Nie przekreślałbym jednak zawodników doświadczonych, którzy dalej chcą pracować, szkolić się czy pomagać młodszym hokeistom. W każdej drużynie, która wygrywa kolejne sezony można wskazać grupę doświadczonych i grupę młodych zawodników. Jeśli chodzi o trenowanie zawodników ważne są trzy aspekty: pieniądze, popularyzacja, szkolenie. Ważne, żeby osoby szkolące młodzież miały pewien warsztat i doświadczenie związane z hokejem, które później przeniosą na młodych adeptów tej dyscypliny. Polscy trenerzy powinni podnosić swój poziom, szkolić się u najlepszych, wprowadzać najnowsze metody treningowe i według nich szkolić młodzież. Pieniądze są również bardzo ważne, bo te drużyny muszą grać w ligach, muszą mieć sprzęt, możliwość wyjazdów, a trenerzy wynagrodzenie. Jednak te pieniądze musza być mądrze wydane. Chcąc tę dyscyplinę uzdrowić w Polsce potrzebny jest dobry plan, w którym jasno będzie określony cel, etapy, środki i czas wdrożenia.

Wydaje mi się, że polski hokej traci na wartości. W latach 70., gdy mieszkałem w Polsce potrafiliśmy wygrać ze Związkiem Radzieckim lub nawiązać walkę z Kanadyjczykami czy Niemcami. Przez te lata wszystkie federacje pragnęły uczyć się od Kanadyjczyków, pragnęły szkolić swoich trenerów na styl „klonowego liścia”. Jeżeli mały kraj na przykład Norwegia, która 20 lat temu była nieliczącym się w hokeju krajem, a dzisiaj gra w elicie, to należy zauważyć efekt popularyzacji w tym kraju hokeja na lodzie. To samo tyczy się Szwajcarii, a najbardziej adekwatnym przykładem porównywalnym z Polską jest Dania.




Pana syn trenował hokej. Dlaczego nie udało mu się zostać zawodowym hokeistą?

- Żeby zostać w Kanadzie zawodowcem należy mieć pożądane przez trenerów elementy. Nie wystarczy bardzo dobrze jeździć na łyżwach, oprócz tego trzeba mieć odpowiednie warunki fizyczne, ogromną wolę gry i pasję. Jeśli jesteś dobrym zawodnikiem to wszyscy będą Cie atakować, będą starali się odebrać Ci krążek. W związku z czym potrzeba mieć dużo woli walki, wręcz agresywności, a w dodatku inteligencję i instynkt – tzw. „hockey IQ”.

Wydaje mi się, że u Mateusza nacisk na trenowanie był ogromny, ale w pewnym okresie trenerzy klubowi zaczęli przejawiać mniejsze zainteresowania moim synem, co było spowodowane głownie jego warunkami fizycznymi. Bardzo podobnie było ze mną. Jako młody chłopiec nie byłem rozbudowany fizycznie. Aż do 16-17. roku życia byłem najmniejszym wśród moich rówieśników. Mateusz także był najmniejszym w jego drużynie. Wtedy w latach 80. czy 90. dużą rolę odgrywały warunki fizyczne zawodników. Mniejszym zawodnikom było o wiele trudniej znaleźć miejsce w tutejszych najlepszych ligach, tym samym ograniczając ich rozwój. Wielu zawodników a w tym także mój syn przez to traciło zainteresowanie hokejem i szukało innych dróg w życiu.


Na lodzie pana syn prezentował europejską technikę i sztuczki, których wielu jego rówieśników nie potrafiło. Czy w przypadku pańskiego syna wielkie umiejętności to nie wszystko? Czy trudną technikę hokejową wprowadzić w mecz hokejowy?

- Uważam, że sama technika nie wystarczy. Oprócz tego należy mieć odpowiednią budowę ciała oraz elementy, o których mówiłem wcześniej. Gdy najlepsi zawodnicy na świecie przychodzą do mnie mówiąc na przykład, że muszą poprawić szybkość gry krążkiem na małej przestrzeni, wtedy dostosowuję technikę oraz wybieram mu ćwiczenia, które pomogą osiągnąć cel. 


Wiemy, że prowadzi pan rozmowy z Sanokiem na temat obozu treningowego w tym mieście. Kiedy może pan pokazać trenerom i zawodnikom z tego klubu jak powinno wyglądać umiejętne szkolenie?

- Podczas mojej rozmowy ze stroną polską ustaliliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie przylot trenerów tutaj do Kanady i doświadczenie sposobu szkolenia za oceanem. Uważam, że więcej da im zobaczenie jak my trenujemy młodych zawodników, juniorów czy nawet gwiazdy NHL. Jeśli oni zobaczą na żywo co trenerzy w Kanadzie oferują młodym chłopcom, będą mogli rozpropagować to w Polsce, a przecież o to właśnie chodzi. Kolejną szansą dla nich jest zobaczenie jakiego sprzętu i metod używamy na co dzień przy treningach. 


W Kanadzie hokej jest niemal religią. Pan jest kimś z zewnątrz. Jak w związku z tym jest pan postrzegany?

- Z czasem komentarze pod moim adresem ustąpiły, jednak na początku było ich co niemiara. Bardzo często, gdy mówiłem o swoim pochodzeniu, że jestem Polakiem a moi przodkowie pochodzą z Kresów, większość moich rozmówców przyjmowała mnie za Ukraińca i od razu dodawali, że tam hokej jest bardzo dobry, bo w Polsce już nie bardzo. Zawsze wtedy odpowiadałem, że przecież kilka lat wcześniej graliśmy z Czechami, Kanadą czy ZSRR w grupie A. 

Gdy rozpocząłem solową karierę trenerską posypała się fala krytyki. Ludzie śmiali się ze mnie i z tego, że ktoś z Polski bez wyszkolenia i bez doświadczenia zawodowego zaczyna trenować dzieci, w dodatku nazywa swój styl europejskim. Wtedy rynek za oceanem dopiero otwierał się na zawodników i trenerów z Europy co niewątpliwie było ogromną korzyścią dla mnie. Coraz bardziej w mentalność Kanadyjczyków wchodził fakt, że w Europie również potrafimy szkolić zawodników i grać w hokeja. Z resztą rok 1972 rok pokazał, że Rosjanie potrafią pięknie grać w hokeja. 

Rodzice moich pierwszych podopiecznych obdarzyli mnie dużym zaufaniem, widząc moje zaangażowanie, pasję i twórczość w prowadzeniu zajęć z ich dziećmi. Po pewnym czasie hokeiści, których trenowałem zaczęli odnosić sukcesy i stawać się gwiazdami hokeja. W trakcie różnych hokejowych uroczystości, odbieraniu nagród czy nawet przy drafcie dziękowali mnie personalnie i opowiadali o moich metodach i szkole. Odbijało się to szerokim echem w środowisku hokejowym. Krytyka wobec mojej osoby i warsztatu treningu szkoleniowego zgasła, gdy Steven Stamkos, którego również miałem okazję szkolić, został wydraftowany do NHL jako najlepszy zawodnik na świecie. Po tym wydarzeniu zainteresowały się mną różnego typu media oraz kolejni zawodnicy. Bywały okresy, że trenowałem w jednym czasie około 50 hokeistów. Później podpisałem różnego rodzaju kontrakty z klubami, co jest podkreśleniem prestiżu mojej szkoły w środowisku hokejowym.

Wywiad autoryzowany.



Powrót

Komentarze:

Świetny wywiad! Niesamowita historia i kariera. Gratulacje za pasję, wytrwałość i osiągnięcia. Gdyby w Polsce były pieniądze na hokej i tacy trenerzy jak panowie Gruth i Byrski...może to naszych oglądałbym na olimpiadzie.
Podoba mi się aktywność Sanoka w szukaniu nowych możliwości rozwoju hokeja. Super.
Bardzo mądre słowa co do tych 10%. Teraz policzmy ile dzieci i młodzieży trenuje w Polsce hokej i wszystko bedzie jasne.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

Zobacz również:

Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.
X