Hokej.net Logo

Wyświetleń: 4434

Porażka Krakowa, czyli ile znaczy polski działacz?

2014-05-25 18:59:15

To, co miało dla ukraińskiej kandydatury obciążeniem, okazało się jej atutem i to Donieck, a nie Kraków zorganizuje w przyszłym roku Mistrzostwa Świata dywizji I grupy A. Zamiast skarżyć się, że znów zostaliśmy oszukani może jednak warto poszukać przyczyn niepowodzenia na swoim podwórku.


Właściwie nikt się tego nie spodziewał. Od kiedy ujawniliśmy, że Kraków będzie o prawo organizacji przyszłorocznego turnieju rywalizował z Donieckiem, ukraińska kandydatura nie była w Polsce uważana za poważną. Kto przy zdrowych zmysłach wpadłby bowiem na pomysł, by wysyłać hokeistów do Donbasu, gdzie dziś w zasadzie trwają działania wojenne i nie wiadomo, kto właściwie jest suwerenem? Co prawda nie wiadomo dziś, jaka będzie sytuacja w Doniecku za rok, ale ta niepewność powinna działać jako argument raczej przeciwko niż na rzecz ukraińskiej kandydatury. Jako że Kazachstan i Włochy zostały z ubiegania się o organizację turnieju wykluczone przez przepisy zabraniające przyznawania MŚ dywizji IA spadkowiczom z elity, a Japończycy ani Węgrzy nie przejawiali większej chęci zaproszenia do siebie zespołów z zaplecza elity, to de facto już "przyznaliśmy" ten turniej Krakowowi.

A jednak w Mińsku okazało się, że to, co miało być dla ukraińskiej kandydatury obciążeniem, okazało się jej atutem. Gdzieś między wierszami wypowiedzi prezydenta IIHF, René Fasela, którego poparcie dla Ukraińców przesądziło sprawę, można wyczytać, że ten wybór był rodzajem wsparcia okazanego krajowi znajdującemu się w głębokim kryzysie przez hokejową społeczność międzynarodową. Działacze Federacji Hokeja Ukrainy zresztą sami przedstawiając swoją kandydaturę nawiązywali do możliwości zjednoczenia obywateli podczas imprezy sportowej. I nawet uroda Krakowa, na którą stawiali polscy delegaci nie zdołała przekonać działaczy zarządu IIHF.

Zarząd przesądził

To oni właśnie zdecydowali o wyniku głosowania, które Donieck wygrał w stosunku 14-11. Gdyby gospodarza imprezy wybieralijak to kiedyś bywało delegaci wyłącznie z krajów uczestników turnieju, to impreza odbyłaby się w Krakowie, bo kandydaturę ukraińską poparli oprócz samych Ukraińców tylko Kazachowie. Delegacje japońska, węgierska i włoska głosowały na Kraków. Ale poparcie Fasela dla Ukrainy zdecydowało o tym, że tylko trzech członków zarządu się wyłamało i zagłosowało na Polskę. Głosy pozostałych przesądziły, że mistrzostwa odbędą się w Doniecku. Członkowie najważniejszego organu międzynarodowej federacji dali się przekonać, że w kwietniu przyszłego roku będzie tam spokojnie, choć przecież nikt na świecie nie jest dziś w stanie tego zagwarantować.

Dla Polski to oczywiście decyzja niekorzystna. Nie chodzi tylko o to, że po powrocie na zaplecze światowej elity, z którego nasza reprezentacja spadła 3 lata temu (nota bene też na Ukrainie), łatwiej byłoby walczyć o utrzymanie przed własną publicznością. Być może równie ważny jest termin samej imprezy. PZHL nieprzypadkowo zaproponował organizację MŚ w Krakowie między 12 a 18 kwietnia, czyli dość wcześnie. Chodziło o to, by jak to tylko możliwe utrudnić rywalom korzystanie z zawodników występujących w silnych ligach europejskich, które późno kończą sezon. To nie jest zabronione, choć niekoniecznie musiało przynieść efekty. Rok temu podobnego manewru próbowali Węgrzy, ale do elity nie udało im się w Budapeszcie awansować.

Sport i polityka

Dziś i tak nie ma to większego znaczenia, bo mistrzostwa dostali Ukraińcy, którzy chcą turniej zorganizować o tydzień później. W Polsce od razu poszukano winnych na zewnątrz. Ciągle jeszcze pokutuje bowiem w naszym kraju "syndrom ofiary", w myśl którego Polacy zawsze są po właściwej stronie, a jeśli gdzieś przegrywają, to na pewno w wyniku spisku, czy jakiejś innej dziejowej niesprawiedliwości. Od II wojny światowej po festiwal Eurowizji. Zresztą ostatnio przykład mieliśmy także przy zapraszaniu drużyn do Hokejowej Ligi Mistrzów. Niektórych polskich kibiców oburzyła dzika karta dla klubu z Wielkiej Brytanii, bo przecież mogła być dla Polski. Tyle tylko, że Brytyjczycy sami się o nią postarali, podczas gdy w Polsce nikt nie kiwnął w tej sprawie palcem.

Ukraina według tej logiki też nie zasłużyła na organizację turnieju ze względów politycznych. Nawiasem mówiąc - tym, którzy przy dyskusji o organizacji Mistrzostw Świata przez Białoruś apelowali, by nie mieszać polityki ze sportem, teraz - gdy sprawa dotyczy Polski - chcieliby politykę do sprawy wmieszać i Ukrainie Mistrzostw Świata dywizji IA nie przyznawać. Ze względów właśnie politycznych, bo przecież nie sportowych. Punkt widzenia zależy więc od punktu siedzenia, ale takie stosowanie podwójnych standardów w zależności od tego, czy chodzi o "naszych" trąci hipokryzją. Z drugiej strony -  to prawda, że Ukraińcy dostali organizację turnieju również ze względów politycznych, tyle że innych niż te z których niektórzy polscy kibice chcieliby ich mistrzostw pozbawić. Bo rywalizacja o organizację imprez międzynarodowych to nie wydarzenie sportowe. To właśnie polityka sensu largo.

Ile znaczy polski działacz?

Być może w tej sytuacji, w której znalazła się dziś Ukraina i przy takim stosunku zarządu IIHF nie było możliwości, by wygrać rywalizację o przyszłoroczne mistrzostwa. Ale zamiast znów odgrywać rolę oszukanych i zdradzonych lepiej sprawdźmy, ile winy jest po polskiej stronie. Czy wszystko zostało zrobione właśnie w dziedzinie polityki i dyplomacji, by Mistrzostwa Świata do Krakowa sprowadzić? Nie w ostatnich tygodniach, a w ostatnich latach.

Ile znaczą dziś polscy działacze w międzynarodowym hokeju? Mniej więcej tyle, ile polscy hokeiści. A może jeszcze mniej. Od kilkunastu już lat nie ma Polaka nie tylko w zarządzie IIHF, ale w żadnej z komisji światowej federacji. Kto ma więc lobbować na rzecz polskich kandydatur? O miejsce w zarządzie pretensji nie miejmy, bo większość tych miejsc obsadzają działacze z krajów hokejowej czołówki, choć zbudowanie sobie tam silnej pozycji przez człowieka z państwa nisko notowanego w światowej hierarchii nie jest wykluczone, co pokazuje przykład Hiszpana Franka Gonzalesa, zasiadającego w zarządzie od 11 lat. Ale dlaczego nie ma Polaków w żadnej z 16 komisji IIHF? W różnych komisjach są przecież przedstawiciele Luksemburga, Belgii, Turcji, Rumunii, Bośni i Hercegowiny, Serbii czy Estonii.

Prawa ręka Bubki

Rywalizację o przyszłoroczne Mistrzostwa Świata przegraliśmy z Ukrainą, która ma swojego człowieka w komisji ds. imprez międzynarodowych, przedstawiającej zarządowi IIHF rekomendacje w sprawie organizacji turniejów mistrzowskich. Przypadek? Siergiej Gonczarow, bo o nim mowa, nie jest przypadkową osobą w hokejowych strukturach międzynarodowych. Ten Rosjanin, oddelegowany do komisji przez Federację Hokeja Ukrainy, będzie chciał z Krakowem wygrać w najbliższych latach jeszcze jeden pojedynek o organizację znacznie większej imprezy międzynarodowej. Gonczarow jest bowiem szefem komitetu organizacyjnego Igrzysk Olimpijskich w Lwowie w 2022 roku, o które stara się także stolica Małopolski.

Na kongres do Mińska walczyć o kandydaturę Doniecka jako organizatora Mistrzostw Świata dywizji IA przyjechał przewodniczący Ukraińskiego Komitetu Olimpijskiego, Serhij Bubka, ale wcześniej do ukraińskiej kandydatury mógł działaczy IIHF przekonywać Gonczarow, uchodzący za prawą rękę byłego rekordzisty świata w skoku o tyczce. W ubiegłym roku Rosjanin prowadził - choć bez sukcesu - kampanię wyborczą Bubki jako kandydata na przewodniczącego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Dwie porażki w Mińsku

Polscy działacze niestety są w IIHF postaciami raczej anonimowymi. To zresztą szerszy problem braku zainteresowania polskiego środowiska hokejowego sprawami międzynarodowymi. Kibice nie interesują się zagranicznymi ligami, zawodnicy nie chcą wyjeżdżać z Polski, a i działaczy zajmują głównie wewnątrzkrajowe przepychanki o to "kto kogo?". Kto by się przejmował jakimiś komisjami IIHF, w których jeszcze wypadałoby znać języki?

Dobrze, że prezes PZHL Dawid Chwałka oprócz wygłoszenia teorii spiskowej ("to sprawa polityczna", "przedstawiliśmy o wiele lepszą ofertę"), która miała wytłumaczyć polską porażkę w Mińsku zauważył, że z dyplomacją w PZHL od lat nie jest najlepiej. Miał rację, że za taką sytuację odpowiadają też poprzednie władze związku, które o polską pozycję w strukturach międzynarodowych nie zadbały, ale akurat tak się złożyło, że wcześniej w miarę regularnie turnieje mistrzowskie się w Polsce odbywały, a w tym sezonie nie będzie żadnego i to właśnie dziś inercję polskich oficjeli w sprawach międzynarodowych widać najwyraźniej. W ferworze rywalizacji o męskie mistrzostwa seniorów uciekł nam nieco fakt, że Polska przegrała w Mińsku także rywalizację o MŚ dywizji IIA kobiet, a ze starań o MŚ IIA U18 zrezygnowała, choć tam zwycięstwo byłoby niemal pewne, bo Estonia dostała turniej drugi raz z rzędu tylko dlatego, że nie było innych kandydatur. PZHL postawił jednak na Kraków i się przeliczył.

Kolejna szansa za 2 lata

Paradoksalnie polskiej pozycji w międzynarodowych strukturach może pomóc obecne zamieszanie w zarządzie PZHL. Tak się bowiem składa, że członków gremiów IIHF wybiera się co 4 lata, ostatnio zawsze w tych samych latach, kiedy odbywały się wybory w PZHL, ale o mniej więcej miesiąc wcześniej. To również nie sprzyjało zgłaszaniu polskich kandydatur do komisji IIHF, bo jeśli ekipa rządząca w naszym hokeju za chwilę miała się zmienić, to trudno było promować jej przedstawicieli w strukturach międzynarodowych. Gdyby teraz wybory zarządu PZHL odbyły się wcześniej, to w 2016 roku polska delegacja mogłaby na kongresie IIHF przedstawić choć jednego czy dwóch kandydatów do ciał statutowych światowej federacji. Gdyby się odbyły, ponieważ obecna ekipa na razie nie pali się do ich zorganizowania, mimo że jej trwanie po rezygnacjach kolejnych członków zarządu jest z punktu widzenia samego statutu PZHL co najmniej kontrowersyjne.

A jeśli za dwa lata znów do komisji IIHF wejdą Belgowie, Turcy, Bośniacy i Hiszpanie, a nie Polacy? Cóż, może znów przegramy rywalizację o organizację Mistrzostw Świata i tak jak tym razem znajdziemy powody wszędzie, tylko nie na swoim podwórku.





Powrót

Komentarze:

polać mu, dobrze gada.
Niestety obraz polskiego hokeja jest dołujący. Nie mamy działaczy na poziomie, brakuje sponsorów, kluby nie mają ambicji międzynarodowych. Żaden absolwent SMS, tak promowany w Polsce nie był nigdy draftowany. Niestety nie ma osobności, która pomoże tej najszybszej i najpiękniejszej zespołowej grze na świecie (poza Polską, niestety :-( ).
Podstawowe pytanie brzmi: ilu absolwentów SMS - u w ogóle grało w silniejszych ligach niż polska? I ilu z nich odgrywało wiodące role w tychże klubach?
A czy ktoś zauważył brak informacji na temat kadry U-18 dziewczyn, które w tym sezonie miały swój debiut w eliminacjach do I Dywizji, czy to oznacza że w przyszłym roku nie będą startowały?
była informacja na stronie IIHF, ze4 gospodarz jeszcze nie ustalony:

2015 IIHF Ice Hockey U18 Women’s World Championship Division I Qualification
Host TBD
Parti*nts: Great Britain, Poland, China, Italy, Kazakhstan, Denmark
Ale prdl synku, wrogu polskiego hokeja. Donieck w przyszłym roku nie będzie już na Ukrainie, czy to ci sie podoba czy nie.
Nie mozna sie spodziewc zadnego wyniku, jak organizacje reprezentuja ludzie wyrwani z kontekstu (nie majacy nic wspolnego z hokejem, nie umiejacy jezdzic na lyzwach) i na dodatek tacy co musza wszedzie jezdzic z tlumaczem. Ta porazka moze i boli, ale nie zaskakuje. O ile zawodnicy kadry zrobili jakis progres i udowodnili, ze mozna grac lepiej, o tyle ci ktorzy reprezentuja zwiazek pokazali, ze ciagle graja w nizszej lidze.
Separatyści podpalili właśnie w Doniecku Pałac Sportu, w którym swoje mecze rozgrywa drużyna hokejowa. Zniszczenia są duże. W Doniecku trwa wojna domowa, więc do wiosny 2015 roku wiele może się zmienić i IIHF może zmienić swoją decyzję.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

Zobacz również:

Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.
X