Hokej.net Logo

Wyświetleń: 7457

Model duński a sprawa polska

2013-12-22 10:47:51

Trudno dziś porównywać polski hokej do tego w Danii, ale postęp który w ostatnich latach Duńczycy zrobili, może nam dać do myślenia. Bo pokazuje, że ważniejsze od dużych pieniędzy są dobry pomysł i odrobina odwagi.


Dania wygrała w Sanoku turniej Mistrzostw Świata dywizji I grupy A do lat 20 i za rok zagra w tej kategorii w światowej elicie. Polska była w Sanoku ostatnia i spadła na trzeci poziom rywalizacji w MŚ. Te wyniki nie są zaskoczeniem i mniej więcej odzwierciedlają wysiłek włożony w ostatnich latach w obu krajach w rozwój hokeja.

Używanie do opisania każdego hokejowego wydarzenia swoistej "superteorii superwszystkiego", w myśl której nie można oceniać np. żadnego pojedynczego występu reprezentacji bez napisania o systemie szkolenia, liczbie lodowisk w danym kraju itp., choć w Polsce bardzo popularne, ma umiarkowaną wartość poznawczą. Nie ulega jednak wątpliwości, że wyniki drużyn narodowych na arenie międzynarodowej gdzieś na końcu są zazwyczaj efektem tego wszystkiego, co w hokeju dzieje się i na dole, i na górze. I w tym sensie postępy Duńczyków, którzy aktualnie mają wszystkie męskie reprezentacje w światowej elicie mogą być dla Polski wzorem.

Pomysł, a nie pieniądze

Duńczycy w ostatnich latach obalili mit, że postępów nie da się robić bez wielkich pieniędzy. W duńskim hokeju, gdy zaczął się rozwijać ich nie było. Ba, to też nie przypadek podobny do Szwajcarii, gdzie dobry pomysł zrodził sukcesy, a wtedy pojawiły się duże pieniądze. Dziś nadal wielkich środków w duńskim hokeju nie ma, a reprezentacje być może sięgnęły szklanego sufitu, którego przebić im się nie uda i w juniorskich kategoriach na zawsze pozostaną zespołami krążącymi między elitą a jej zapleczem, a wśród seniorów nie dobiją się do ćwierćfinału, ale my choćby o takich wynikach możemy jedynie marzyć. Duńczycy swoje osiągnęli nie wielkimi nakładami, ale dobrym pomysłem i odwagą.

Przede wszystkim nie bali się uczyć od lepszych. Dobre wyniki ostatnich lat to między innymi zasługa czerpania wzorów ze Szwecji. Wielu młodych graczy z Danii już w juniorskim wieku przekroczyło cieśninę Sund i pojechało ogrywać się w szwedzkich ligach U20 i U18, co wymagało trochę odwagi. Jechali przecież w nieznane, bez żadnej gwarancji, że przebiją się do poważnego hokeja w kraju, w którym mimo bliskości geograficznej jeszcze niedawno mało kto wiedział, że w ogóle istnieje coś takiego, jak duński hokej. Gdy w 2002 roku Duńczycy - tylko dzięki reorganizacji formatu MŚ - awansowali na zaplecze elity w kategorii juniorów, w reprezentacji było czterech graczy mających doświadczenie zagraniczne. Do Sanoka przywieźli już 10 takich zawodników.

Kolejny krok - NHL

Z czasem Duńczycy zaczęli też trafiać do NHL i odgrywać w niej coraz ważniejsze role. Jannik Hansen był dwa i pół roku o jedno zwycięstwo od zdobycia Pucharu Stanleya, a Frans Nielsen najskuteczniej w historii NHL wykonuje rzuty karne. Dziś Duńczyków jest w najlepszej lidze świata siedmiu, w sumie dotąd grało ich dziewięciu. Co więcej, ich obecność na hokejowych salonach powoduje zwiększenie liczby zawodników wyjeżdżających do lepszych lig, bo jest przykładem, że można odnieść sukces. Gdy wspomniany Hansen grał z Vancouver Canucks w finale Pucharu Stanleya 2011 dużo mówił o swojej nadziei na to, że zmobilizuje to młodych zawodników do podążenia jego śladami.

Choć ostatnio młodzi gracze z Danii coraz chętniej wyjeżdżają do kanadyjskich lig juniorskich, to nadal droga szwedzka sprawdza się perfekcyjnie w rywalizacji o miejsce w NHL. Każdy bez wyjątku duński gracz, który kiedykolwiek wystąpił w NHL grał wcześniej w Szwecji. Również Hansen, choć on akurat draftowany był z ojczyzny, a swoją przygodę w Kanadzie zaczynał od juniorskiej ligi WHL. Od czasu wyboru ostatniego Polaka w drafcie NHL, Duńczycy mieli już 12 draftowanych graczy, a kolejnym będzie zapewne w czerwcu przyszłego roku grający w sanockich mistrzostwach Nikolaj Ehlers.

Mniej dotacji, więcej młodzieży

Młodzi hokeiści mają jednak dobre warunki do rozwoju również w swojej lidze. W ubiegłym sezonie trzech na dziesięciu graczy w tamtejszej ekstraklasie było juniorami, podczas gdy w PLH zaledwie co czternasty. Większy procentowy udział juniorów wśród zawodników występujących w lidze niż Dania miała przed rokiem w Europie tylko Łotwa. W obecnych rozgrywkach z kolei na tafle duńskiej ekstraklasy wyjeżdżało już 72 juniorów - to dwa razy więcej niż w Polsce. I to mimo że od tych rozgrywek w obu ligach obowiązuje taki sam limit obcokrajowców, a "stranieri" z Danii wnoszą do swojej ligi więcej od występujących w Polsce, co pokazał nasz marcowy raport dotyczący obcokrajowców występujących w europejskich ligach. Nie przeszkadza to jednak trenerom klubów w Danii odważnie stawiać na młodych hokeistów ze swojego kraju.

Wszystko to wcale nie bierze się z dużego potencjału ludzkiego. Nie chodzi nawet o fakt, że Dania ma 7 razy mniej mieszkańców niż Polska. Raczej o to, że ma tylko nieco ponad 4 tysiące hokeistów (Polska 2,5 tys.), a na mecze ligowe chodzi tam średnio 1,5 tys. widzów (polska średnia z ubiegłego sezonu 1 171). Hokej nie jest więc w Danii sportem narodowym i być może nigdy nie będzie się równał popularnością z piłką ręczną. Pokazuje to też traktowanie go przy przydzielaniu państwowych pieniędzy. Podczas gdy z PZHL-u dobiegają narzekania na fakt, że w tym roku otrzymał on z Ministerstwa Sportu i Turystyki tylko 4 mln. 24 tys. złotych, to jego duński odpowiednik, DIU dostał w tym roku ze swojego Ministerstwa Kultury (Dania nie ma Ministerstwa Sportu) w przeliczeniu o 560 tys. złotych mniej.

To prawda, że dofinansowanie PZHL-u ze środków publicznych spada z roku na rok, ale DIU też dostanie w przyszłym roku o ponad 240 tys. złotych mniej niż w 2013. Dlaczego? Z powodu... słabych wyników. Szefowie finansowanego ze środków publicznych projektu "Team Danmark" skupiającego główne związki sportowe uznali, że skoro hokejowa reprezentacja po raz kolejny nie zdołała awansować na Igrzyska Olimpijskie, to dotowanie DIU kwotą ponad 6 milionów koron duńskich rocznie jest nie na miejscu, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze można przeznaczyć na dyscypliny, w których Dania jest potęgą. Przypomnijmy tylko, że Duńczycy walkę o igrzyska w Soczi przegrali o jedną rundę później niż Polacy, wygrywając w turnieju kwalifikacyjnym tylko z Ukrainą, która wcześniej bez problemów ograła Polskę.

Nie czekać na gwiazdkę z nieba

Gdy na początku tego roku w naszym kraju minister Joanna Mucha ogłaszała pomysł podziału dyscyplin sportowych na koszyki, według których przyznawane będą związkom pieniądze, również w środowisku hokejowym słychać było protesty. Tymczasem w Danii obowiązuje dokładnie taki sam podział i związek hokejowy wcale nie znajduje się w pierwszej grupie. Jest razem m.in. ze związkiem piłki nożnej, ale także np. tańca sportowego w koszyku drugim, wśród tzw. "związków międzynarodowych". Więcej jako związek "klasy światowej" dostaje choćby ten zajmujący się biegami na orientację.

Duńczycy - być może dzięki brakowi doświadczenia realnego socjalizmu - nauczyli się jednak, że w gospodarce wolnorynkowej liczenie wyłącznie na pieniądze od państwa skazuje dyscypliny sportowe na powolną śmierć. Mniej więcej w czasie gdy w Polsce zaczynał się protest klubów przeciwko PZHL-owi, duńska ekstraklasa znalazła nowego sponsora, którym został... związek zawodowy pracowników przemysłu metalurgicznego, "Dansk Metal". Wcześniej głównym sponsorem ligi był jeden z największych krajowych banków, pozostający dziś sponsorem reprezentacji. Ale nie głównym, bo tym jest największa duńska firma energetyczna. Do tego dochodzą pieniądze płacone przez telewizję, ale też już mniejsze niż w pierwszej dekadzie XXI wieku.

Na tle czołowych europejskich reprezentacji, pieniądze od sponsorów dla duńskiej kadry nie są wcale oszałamiające, ale to, że w ogóle są pozwala DIU w większym stopniu uniezależnić się od środków, które przyzna ministerstwo. Teoretycznie duński hokej mógłby jeszcze zarobić na swoim sukcesie w eksporcie graczy do NHL. Tylko teoretycznie, bo choć liga ta wypłaca rekompensaty za graczy ściąganych z Europy przez jej kluby, to aktualnie ma umowę tylko z czołowymi ligami na Starym Kontynencie - tymi, które wysyłają za Ocean najwięcej graczy. Duńczycy nie są stroną tej umowy i za swoich hokeistów nie dostają żadnych pieniędzy. Co więcej, zarabia na nich liga szwedzka, z której zwykle do NHL trafiają. Szwedzi twierdzą jednak, że kwota, którą otrzymują jest na tyle mała, że nie mogą się nią z Duńczykami podzielić.

Nikt w Danii nie czeka jednak na gwiazdkę z nieba. A gdy już jakieś pieniądze od prywatnych sponsorów uda się uzyskać, to duńskie firmy raczej chętnie przyznają się do finansowania hokeja i nie dochodzi do takich sytuacji, jak ogłaszanie przez prezesa związku, że sponsor jest, ale jego nazwa pozostaje tajna.

Lekcja dla Polski?

To nie pieniądze zbudowały więc sukces (sukcesik?) hokeja w Danii. To głównie zasługa odwagi młodych hokeistów, którzy masowo wyjeżdżają do Szwecji, a ostatnio też do Kanady uczyć się od lepszych i w coraz większym stopniu trenerów klubowych, dających młodym hokeistom szansę w swojej lidze. Duńczycy mają swój model i pomysł na sukces. Na razie tylko się od Szwedów uczą. Jeszcze nigdy nie pokonali ich w meczu pierwszych reprezentacji ani U20. Być może jednak kiedyś pójdą drogą Finów, którzy także nauczyli się grać w hokeja od "Trzech Koron", by wreszcie stać się dla nich równorzędnym rywalem.

Czy możemy z duńskiego modelu wyciągnąć lekcję dla polskiego hokeja? Cóż, na razie Duńczycy mogą myśleć o swoich trzech reprezentacjach w światowej elicie, 7 graczach w NHL czy kolejnych kandydatach do draftu. Nam pozostaje radość z takich sukcesów jak ten, że nasza kadra U20 w trzeciej tercji meczu z Danią w Sanoku, gdy wynik był już rozstrzygnięty, była według asystenta trenera Parfionowa "chwilami lepsza".


Polub Hokej na lodzie na Facebooku




Powrót

Komentarze:

właściwie to mogę tylko napisać że jest mi przykro :(
Nic dodać, nic ująć. Oto cała prawda. Dopuki działacze nasi nie zrozumieją, że swoich wychowanków nalezy promować i umożliwić im rozwój, do puty polski hokej będzie, niszowym hokejem w skali europejskiej jak i światowej.
Święta prawda.
Podpisuje się pod tym wpisem obiema rękoma
w naszym hokeju aby mlodzi mogli grac nalezaloby wprowadzi limit nie obco w 1 zespole ale limit seniorow dajmy na to 15, wtedy chcąc grac na 4 piatki musiało by być 5 młodych do lat np. 21 , bo ten przepis o 4 młodych jest fikcja.Awiec tak 15 seniorow nawet obcokrajowcow plus młodzi i na rezerwie przymusowo bramkarz tez do 21 Polak
Nic to nie da, wtedy drużyny będą grały na 3 piątki. Żeby było lepiej, trzeba poprawić szkolenie w klubach. Ilu wychowanków w ostatniej dekadzie wychowały dla naszej U18/U20 Tychy, Cracovia, HC Katowice? Coś około ZERA...
wszystko ładnie pięknie tylko że Duńczycy mają jedne z największych zarobków w europie i stać ich wysłać swojego syna do Szwecji czy Kanady gdzie za wszystko trzeba płacić (sprzęt , jedzenie , spanie ,szkolenie itp)
Dokładnie, trzeba mieć to też na uwadze!
Jak popytasz tych co wysłali to usłyszysz że to nie są duże koszty. W Polsce też dzieciakowi trzeba kupić sprzęt i karmić. No chyba że w Polsce się nie karmi to i wyniki takie jak widać. Problem jest nie w dzieciakach tylko w rodzicach. Jak już wyślą dzieciaka to myślą że z tego musi być NHL a tak nie jest.
Do PINO: mogę Ci z własnego doświadczenia napisać , że nie masz racji - każde wysłanie z domu kogokolwiek jest dużym kosztem. Nawet jeśli chodzi o Czechy, gdzie praktycznie większość zakupów można robić w Polsce. Co prawda w ostatnim roku odeszły mi koszty utrzymania mieszkania i jakoś to można przeżyć, ale nie sądzę, żeby np. w Szwecji czy Kanadzie tak od razu dali to komuś gratis. Dlatego słuszna jest powyższa uwaga, że Duńczycy pod tym względem są zdecydowanie bardziej uprzywilejowani głównie ze względu na znacznie wyższe zarobki.
Owszem, pobyt dziecka za granicą kosztuje ale w Polsce też nie małe wydatki na hokej są. Nie trzeba też jechać zaraz do Szwecji lub canady.W niemieckiej lidze też można się sporo nauczyć i wyszkolic a koszty mniejsze. Z tego co wiem to jest tam kilku Polaków i se dobrze radzą. Jadę tam w styczniu zobaczyć jakie są warunki to będę wiedział więcej.
Teraz faktycznie w Niemczech to nie są jakieś niesamowite koszty. Zwłaszcza że wyjazdy opłaca klub.
Danię ominęła cała ta bolszewicka zawierucha. Jest to kraj ludzi mądrych i trzeźwo myślących. Dbają o swoją gospodarkę, a to, co zostaje w zyskach lokują w swoich ludzi. Jeśli tam stracisz pracę, to państwo gwarantuje Ci godziwe utrzymanie bardzo długo. Zarabiają masakrycznie dużo, pomimo, że połowę poborów brutto oddają państwu. Uwielbiam te ich miasta przepełnione rowerzystami, gdzie kierowcy samochodów traktują rowerzystów z należytą godnością, to jest coś niespotykanego w PL.
Pomimo, że jest to mały kraj, to zazdroszczę im poziomu cywilizacji. Mają nieformalną unię z innymi krajami skandynawskimi i nie dadzą się tak wycyckać, jak Polska i jej pseudodemokratyczne reformy. To wszystko ma też wpływ na jakość w sporcie.
O wyjazdzie chlopakow zagranice nalezy zapomniec (tylko jednostki na to stac)Trzeba zainwestowac w mlodych polskich trenerow.Wysylac ich do Kanady Stanow Szwecji Fillandi...na kursy szkoleni stypendia itp.Mam jedno tylko pytanie ilu jest w Polsce trenerow mowiacych po angielsku i czy wogole tacy sa( bo tam ten jezyk dziala).
jesli jakis trener wyjedzie na staz lub stypendium to na bank tam zostanie.
odnosnie angielskiego - to bys sie koles zdziwil !!!
Kolega-hokeista, były reprezentant U20 opowiadał kiedyś, jak na MŚ juniorów sędziowie źle zaprotokołowali strzelca bramki dla naszych. Żaden z oficjeli nie zgłosił tego w sekretariacie, bo nie znali ani angielskiego, ani rosyjskiego. Także z tymi językami to różnie bywa :)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

Zobacz również:

Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.
X