Hokej.net Logo

Wyświetleń: 1238

Przed finałem HLM: Pomarańczowa alternatywa. Z szóstej ligi na szczyty (WIDEO)

2018-02-05 10:37:45

7 lat temu o tej porze żaden z kibiców Växjö Lakers raczej nie marzył o tym, że niedługo w hali VIDA Arena będzie oglądał finał Hokejowej Ligi Mistrzów z udziałem swojego zespołu. A jednak już jutro tak się stanie. Oto historia niezwykłego marszu z szóstej ligi na szczyty europejskiego hokeja.


Hokejowej Ligi Mistrzów 7 lat temu po prostu nie było, VIDA Arena dopiero się budowała, a "Jeziorowcy" grali w drugiej lidze. 7 lutego 2011 roku na wyjeździe zmierzyli się z Borås HC, a na trybunach pojawiło się... 877 kibiców. Od tego czasu Borås HC stoczył się do piątej ligi, z kolei Lakers zdążyli już zdobyć mistrzostwo Szwecji, obecnie prowadzą w rozgrywkach SHL, a 7 lat bez jednego dnia od tamtego meczu podejmą JYP Jyväskylä w finale najważniejszego obecnie europejskiego pucharu.

Lakers to całkiem nowa historia sukcesu w szwedzkim hokeju. Klub powstał w 1997 roku i nie ma takich wspaniałych tradycji, jak ubiegłoroczny finalista ze Szwecji Frölunda Göteborg czy szwedzcy rywale Cracovii z dwóch ostatnich sezonów HLM Färjestad Karlstad i Brynäs Gävle. Växjö jest 65-tysięcznym miastem w prowincji Smalandia, które przez lata nikomu nie kojarzyło się z hokejem. Pomijając roczny epizod miejscowego klubu Östers w latach 60., długo w tym mieście nie było hokejowej ekstraklasy. Gdy niespełna 21 lat temu powstawał klub z jeziorem w nazwie, droga na szczyt była dla niego bardzo długa. Szwedzki mocno rozbudowany system ligowy wymagał bowiem rozpoczynania rywalizacji od... szóstej ligi.

Pierwsze cztery szczeble klub z Växjö pokonał dość szybko. Częściowo dzięki reorganizacji rozgrywek wystarczyło na to 6 lat. Na dłużej zatrzymał się dopiero na zapleczu ekstraklasy (ówczesnej Elitserien). Niemal co rok grał w play-offach, ale dopiero w szóstym sezonie udało mu się wejść do właściwych kwalifikacji do najwyższej klasy rozgrywkowej. Szwedzi bowiem od lat uważają, że aby awansować o ligę wyżej drużyna musi być nie tylko najlepsza na swoim poziomie, ale jeszcze udowodnić wyższość nad zespołami z wyższej klasy rozgrywkowej. Dwa razy z rzędu właśnie to było problemem "Jeziorowców". Aż wreszcie w rozgrywkach 2010-11 nie tylko wygrali drugą ligę, ale także okazali się najlepsi w grupie barażowej, w której nie przegrali żadnego meczu w regulaminowych 60 minutach i wywalczyli historyczny awans. "Polski" wkład wniósł w to mający korzenie w naszym kraju trener bramkarzy Maciej Szwoch.




Gwiazdami drużyny byli wtedy Kanadyjczyk Josh Soares i Amerykanin Steve Saviano. I przez lata to właśnie obcokrajowcy stanowili o sile zespołu. W kwietniu 2011 roku w grupie barażowej Lakers rozegrali ostatni mecz w starej hali Växjö Ishall. Ich awans zbiegł się idealnie z oddaniem do użytku nowoczesnego obiektu VIDA Arena, w którym debiutowali w Elitserien. "Awans do ekstraklasy to dla drużyny Lakers ukoronowanie niezwykłej drogi, którą klub przeszedł w ciągu 14 lat od powstania. 'Jeziorowcy' powołani na gruzach upadłego Växjö HC rozpoczynali od najniższej, szóstej klasy rozgrywkowej, by wreszcie znaleźć się wśród 12 najlepszych hokejowych drużyn w kraju. (...) beniaminek nie powinien jednak liczyć na więcej niż tylko utrzymanie w elicie" - pisaliśmy wtedy.

I rzeczywiście, w pierwszych dwóch sezonach drużyna nie awansowała do play-offów, ale utrzymanie wywalczyła. W trakcie tych drugich rozgrywek trenera Janne Karlssona, który wprowadził ją do ekstraklasy, zastąpił młody, ambitny szkoleniowiec Sam Hallam, który wcześniej był asystentem. Miał wtedy 33 lata. W kolejnym sezonie z trzeciego miejsca wprowadził ekipę do historycznych play-offów, a w mieście zaczęła się prawdziwa hokejowa gorączka. Na trybuny VIDA Areny kibice przychodzili wyłącznie ubrani na pomarańczowo, bo choć podstawowe stroje są granatowe, to pomarańczowy także jest charakterystyczną dla klubu barwą, a lepiej prezentuje się na trybunach.



Wtedy jeszcze w półfinale mocniejszy okazał się zespół Färjestad Karlstad, ale rok później ekipy ze Smalandii już nikt nie zatrzymał. W finale wygrała z broniącą tytułu największą wówczas potęgą szwedzkiego hokeja Skellefteå AIK i w swoim zaledwie czwartym sezonie w ekstraklasie sięgnęła po pierwszy tytuł mistrzowski. Gola na wagę "złota" strzelił w dogrywce szóstego meczu Fin Tuomas Kiiskinen, który do dziś jest w drużynie, podobnie jak inni kluczowi wtedy obcokrajowcy Liam Reddox i Noah Welch.

Tamtego sukcesu jednak nie udało się powtórzyć. Drużyna Hallama była typowana jako pewniak do zrobienia tego w poprzednim sezonie, gdy wygrała sezon zasadniczy SHL. Już w ćwierćfinale jednak sensacyjnie uległa 2-4 wracającym do play-offów po kilkunastu latach Malmö Redhawks. Okoliczności tamtej porażki były dość kuriozalne. Szerzej opisywaliśmy je w marcu. Wtedy w końcówce meczu numer 6 po celowym przesunięciu bramki przez gracza Redhawks sędziowie nałożyli na niego karę, choć powinni podyktować rzut karny, który mógł zmienić losy spotkania. Hallam jednak po męsku wziął wówczas winę na siebie. - Skoro przyjmuję pochwały, gdy wygrywamy, to wezmę też na siebie winę teraz, gdy nam nie poszło. Nie mieliśmy drużyny, jaką chcieliśmy mieć w play-offach. Malmö wygrało zasłużenie i nie chcę przypisywać temu błędowi zbyt wielkiego znaczenia - mówił wtedy.

Dostał od działaczy jeszcze jedną szansę, którą może w tym sezonie zamienić na podwójną koronę. Lakers znów prowadzą w lidze i mają aż 17 punktów przewagi nad drugim zespołem Djurgården Sztokholm. A w Hokejowej Lidze Mistrzów są już o jedno zwycięstwo od trofeum. Także w tych rozgrywkach pięli się w górę krok po kroku. W pierwszym sezonie nie wyszli z grupy przez dwie porażki w bezpośrednich meczach ze Spartą Praga. W drugim wyszli, ale w pierwszej rundzie pucharowej ulegli Djurgården. Przed rokiem Sparta znów zamknęła im drzwi, ale dopiero w półfinale. Teraz są już w finale. W grupie wyprzedzili Bílí Tygři Liberec, HC Davos i Cardiff Devils, w 1/8 finału pokonali Red Bulla Salzburg, w ćwierćfinale SC Berno, a w półfinale znów byli lepsi od "Białych Tygrysów" z Liberca.



W rewanżowym meczu półfinałowym do zwycięstwa poprowadził drużynę Hallama zaledwie 19-letni Elias Pettersson, wybrany z numerem 5 ubiegłorocznego draftu NHL przez Vancouver Canucks. Młody gracz dokładnie miesiąc temu płakał przed kamerami telewizyjnymi po przegranym finale Mistrzostw Świata do lat 20 z Kanadą, mówiąc, że nie wie, jak sobie z tym poradzi. W lidze jest jednak najskuteczniejszym graczem zespołu i jutro w kolejnym finale będzie miał do odegrania bardzo ważną rolę. Bo obecnie sytuacja w ekipie z Växjö nieco się zmieniła i to głównie Szwedzi stanowią o jej sile. Do nagrody MVP sezonu Hokejowej Ligi Mistrzów nominowany został najskuteczniejszy obrońca tych rozgrywek Joel Persson, który do ubiegłego roku nigdy nie grał powyżej trzeciej ligi szwedzkiej.



W ekipie jest także żywa legenda klubu - Robert Rosén. To najskuteczniejszy zawodnik w historii Lakers, który pamięta jeszcze drugoligowe czasy, ale akurat przed sezonem zakończonym awansem do ekstraklasy odszedł i wrócił dopiero po dwóch latach. Z drużyny, która wtedy awansowała, dziś w składzie jest tylko Erik Josefsson. To jeden z mentalnych liderów zespołu, ale występuje w czwartym ataku i nigdy nie był uważany za gwiazdę. Pewnie jutro w finale chciałby powtórzyć ubiegłoroczny wyczyn Nicklasa Lasu, który przez lata był we Frölundzie Göteborg w cieniu gwiazd, ale to on dał klubowi zwycięstwo w dogrywce finału Hokejowej Ligi Mistrzów ze Spartą Praga. Nie wiadomo jednak czy Josefsson w ogóle będzie miał taką okazję, bo ma teraz na głowie jeszcze ważniejsze rzeczy niż finał w barwach ukochanego klubu. W sobotę w ligowym meczu z Brynäs nie zagrał, ponieważ on i jego partnerka spodziewają się dziecka.

Dotychczas w każdym finale Hokejowej Ligi Mistrzów grała drużyna ze Szwecji i wszystkie 3 finały szwedzkie ekipy wygrywały. W 2015 roku w wewnątrzszwedzkiej rywalizacji o trofeum Luleå HF pokonał Frölundę dzięki efektownemu pościgowi w trzeciej tercji, a w dwóch kolejnych edycjach to właśnie Frölunda triumfowała, wygrywając w finałach kolejno z Kärpät Oulu z Finlandii i Spartą Praga. SHL prowadzi w rankingu ligowym Hokejowej Ligi Mistrzów, bo jej kluby w trzech z czterech sezonów zbierały w tych rozgrywkach najwięcej punktów. Czy zespół, który 7 lat temu nie grał nawet w ekstraklasie, dopisze do tej pięknej szwedzkiej historii w Lidze Mistrzów kolejny rozdział?




Powrót

Komentarze:

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.


Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.
X