Hokej.net Logo

Wyświetleń: 378

Dawno, dawno temu… Życie to nie bajka – finisz kariery Jaromira Jagra

2018-02-03 16:44:35

Zanim zaczniecie pisać mi w komentarzach że “i tak był wielki”, “co z tego, szacunek za to co zrobił” i inne tego typu teksty. Ja o tym wszystkim wiem, do wszystkiego mam respekt i ze wszystkimi komplementami co do bohatera artykułu się zgadzam. Odniosę się jednak w tym tekście do pewnego bajkowego patosu, który wszyscy chcieliśmy zobaczyć wcielony w życie. Do bajkowej historii Jaromira Jagra niezniszczalnego gościa, który mówi, że chce grać do 50. roku życia. Gdzieś tam każdy z nas chciał widzieć Jagra jeszcze raz w walce o tytuł, widzieć go jako niezmordowanego profesora coraz to nowych pokoleń zawodników.


Niestety życie to nie bajka. Chyba daliśmy się nieco ponieść baśniowym marzeniom, zapominając zupełnie o tym, że profesjonalny sport dużo bardziej niż Nibylandię przypomina Park Jurajski. Zawodowym sportem rządzi jedna z najprostszych zasad świata, mało tu magii, dużo więcej tu teorii Darwina – tego, jak potrafił się dostosować do zmian, jak długo potrafił być silniejszy, bo przecież tylko najsilniejsi przetrwają, także w NHL.

Przez mniej więcej dekadę Jaromir Jagr umykał darwinizmowi nie bez przyczyny. Był znakomicie przygotowany pod względem fizycznym i sprawnościowym, był zdeterminowany, by pozostać wśród najlepszych i nie być wśród nich tylko maskotką. Legendy, którymi obrósł, a których już nikt nie potrafi oddzielić od prawdy, wzmagały w nas poczucie, że jest herosem naszych czasów, półbogiem dorównującym bohaterom greckich mitów. Jedną z nich jest posiadanie przez niego prywatnych kluczy do lodowiska drużyny, w której aktualnie grał, tak by mógł trenować do późnych nocnych godzin.

Poziom jego zaangażowania pozwalał mu na udaną rywalizację z młodszymi, silniejszymi i czasami już po prostu lepszymi pod wieloma względami zawodnikami. Tak było, ale nie w tym roku. Jagr stracił fizyczną przewagę tego lata, przyczyną były prawdopodobnie opóźnione przygotowania do sezonu przeprowadzane indywidualnie poza najlepszymi specjalistami. Pojawienie się późnym wrześniem w Calgary i podpisanie kontraktu wszyscy przyjęliśmy owacyjnie, ale Czech nie był gotowy na sezon NHL, sam zresztą o tym w tamtym momencie wspominał.

Płomienie z Calgary rozważały zatrudnienie Jagra już wcześniej, ale wolały poczekać na rozwój sytuacji. Flames liczyli, że kilku młodych skrzydłowych, których posiadają w swojej kadrze, zrobiło wystarczające postępy, by pomóc im w walce w NHL. Na koniec obozu treningowego coraz mocniej przekonywali się, że tak nie jest. Wtedy sięgnęli po Jagra jako stabilną markę, która pomoże. Zdawano sobie sprawę, że będzie musiał nadrobić zaległości treningowe. Dano mu czas i warunki do treningów, opiekę fachowców i brak presji czasowej. To czeski skrzydłowy miał dać znać, kiedy uzna swoje ciało za gotowe, zrobił to przed czwartym meczem sezonu zasadniczego CGY i został powołany do kadry.

Od początku Jagr wyglądał, jakby grał w innym tempie niż reszta graczy na lodzie; spędził tak cztery mecze, w piątym zagrał tylko trzy minuty i opuścił lód z urazem pachwiny. Popatrzcie na pierwszy mecz Jagra w sezonie i zmiany, na których przebywał w strefie defensywnej. Jest najbardziej zagubionym zawodnikiem z całej piątki broniącej, szybko zmieniający właścicieli i kierunki krążek sprawia Czechowi spory problem, by podążać za akcją, by stać we właściwym miejscu. Czech przewraca się, męczy, gubi krycie, po prostu przeszkadza swoim. Obserwujcie gracza z 68 na bluzie:

To właściwie była odpowiedź na to, jak będzie wyglądał ten sezon w jego wykonaniu. Opuścił sześć kolejnych meczów, zagrał potem w dziewięciu, znów opuścił jeden, zagrał we trzech, opuścił pięć… i tak dalej. Po raz ostatni widzieliśmy go w Sylwestra, gdy Flames ograli Blackhawks rozpoczynając znakomitą serię 11 meczów z rzędu bez porażki w czasie regulaminowym na koncie.

Do problemów zdrowotnych oprócz pachwin dołączyły kolana. To właśnie one były powodem, dla którego Flames wrzucili Czecha na IR, listę długoterminowo kontuzjowanych, a potem także przepuścili przez waivers jego kontrakt. 24 godziny później Jagr był już “wolny” i po konsultacji z agentem zdecydował o powrocie “do domu”.

Takie rozwody nie tylko w hokeju, lecz w ogóle w sporcie potrafią szybko zmienić się w pranie brudów na forum publicznym. W tym przypadku tak nie jest; i klub, i obóz zawodnika utrzymały klasę do samego końca. Wzajemne podziękowania za współpracę i pochwały ocieplają znacznie ten raczej smutny dla wszystkich moment.

– Chociaż jestem bardzo rozczarowany i sprawy nie potoczyły się tak, jak się tego spodziewaliśmy, to jestem też wdzięczny Calgary Flames, fanom klubu i miastu za serdeczne powitanie mnie. Obecnie nie mogę doczekać się powrotu do Kladna i kontynuowania tam swojej kariery – powiedział Jagrmeister.

Jak zaznaczył menadżer Brad Traveling pobyt Jagra w klubie i przy tym młodym zespole był czymś odświeżającym. Weteran żartował, wprowadzał dobrą atmosferę i pracował z młodymi hokeistami dając im nienachalne wskazówki. Towarzyszyły temu spotkania z grupą podróżujących za nim kibiców, tak zwanych Traveling Jagrs, i masa innych pozytywnych marketingowo dla klubu rzeczy.

Niestety język ciała, można powiedzieć sam organizm powiedział dość. Jagr w trakcie meczów był poza rytmem, jego ruchy nie były skoordynowane, a ekipa z prowincji Alberta nie mogła dłużej czekać na cud. Tuż po odstawieniu Jagra od składu Flames zaczęli notować świetne wyniki. Byli młodsi i szybsi, gdy 45-latka nie było w rotacji. Oczywiście z nim w składzie i tak nikt nie zakładał, że będzie wygrywał pojedynki szybkościowe. Rozczarowywał jednak nie tylko w tym aspekcie, sam nie był też zadowolony z szans, które dostawał. Średnio 13 minut na lodzie to niedużo, ale trener nie mógł częściej go wystawiać, mając w zamyśle cel nadrzędny – sukces drużyny.

Po rezygnacji z czeskiej legendy zespół zaczął grać lepiej; nie jest to raczej główny powód, dla którego tak się stało, ale z faktami nie należy też dyskutować. Playoffy są w zasięgu ręki Flames i po półmetku sezonu trudno było ciągnąć eksperyment pod tytułem “Jaromir Jagr”. Może gdyby to był kompletnie nieudany sezon Calgary można by było się w to bawić, albo na odwrót, jeśli byłby to super udany sezon tak, że Flames rozdawaliby karty na Zachodzie. W sytuacji “środkowej” każda zła decyzja może na koniec sezonu przechylić szalę…

Jeśli to jest koniec końców Jaromira Jagra w NHL, co jeszcze nigdzie nie zostało przecież powiedziane i potwierdzone, to zakończy on karierę jako drugi w klasyfikacji punktowej wszech czasów (1921), trzeci w golach (766), piąty w asystach (1155) i trzeci w rozegranych meczach. W tym sezonie wyprzedził w liczbie występów swojego dawnego kolegę z drużyny, Rona Francisa, w grudniu rozgrywając swój mecz numer 1733. Do kolejnego w tym zestawieniu Gordiego Howe’a brakuje w tej chwili Jagrowi 34 meczów. Jagr będzie mógł zostać wprowadzony do Hockey Hall of Fame trzy lata po tym, jak oficjalnie ogłosi zakończenie kariery w NHL, czego jeszcze nie zrobił. Jeśli usłyszymy to z jego ust, możemy być pewni, że będzie w Galerii Sław już w 2022.

Jagr nie wystąpi na igrzyskach olimpijskich, jego zespół HC Kladno gra w drugiej lidze czeskiej, a rozgrywki te nie mają przerwy na czas turnieju olimpijskiego. Oficjalnie weteran nie dostał też powołania do kadry narodowej. Pięciokrotnie był najlepiej punktującym zawodnikiem NHL (Art Ross Trophy). Został uznany MVP rozgrywek w 1999 roku. Jest członkiem Triple Gold Club, czyli wąskiego grona ludzi związanych z hokejem na lodzie, którzy zdobyli Puchar Stanleya, mistrzostwo świata i olimpijskie złoto.

Dla tych, którzy nie lubią jeszcze porzucać nadziei, istnieje jeszcze piękny scenariusz, w którym Jagr wraca do Kladna i odbudowuje się psychicznie oraz fizycznie, łapiąc fantastyczną formę w marcu. W kwietniu Flames wchodzą do playoffów i wygrywają rundę, pojawiają się jednak kontuzje, drużyna potrzebuje wsparcia i dzwoni po Jagra. Ten wpada i dodaje zespołowi mocy prowadząc go do finału Stanley Cup… Jeśli nadal chcesz wierzyć w bajki – właśnie dałem ci na tacy jedną z najpiękniejszych opowieści. Tylko od Ciebie zależy, na ile w nią uwierzysz.

Michał Ruszel - nhlw.pl




Powrót

Komentarze:

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.


Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.
X