Hokej.net Logo

Wyświetleń: 641

NHL: Predators złamali Islanders (WIDEO)

2018-02-06 07:09:53

New York Islanders już niejako tradycyjnie pozwolili ostatniej nocy rywalom oddać ponad 40 strzałów. I choć właśnie w takich sytuacjach ich bramkarze zwykle czują się najlepiej, to tym razem "Drapieżnicy" z Nashville po świetnej końcówce wyszarpali zwycięstwo.


Postawa obronna drużyny "Wyspiarzy" w ostatnich tygodniach pozostawia wiele do życzenia. Z 19 ostatnich meczów aż w 10 przeciwnicy strzelali na ich bramkę więcej niż 40 razy. Tak było również tej nocy, gdy w stronę Jaroslava Haláka krążek leciał łącznie 47-krotnie. Długo wydawało się, że mimo to Islanders pokonają wyżej notowanych rywali. Prowadzili w drugiej tercji 4:2, ale gola kontaktowego w podbramkowym zamieszaniu strzelił wówczas Calle Järnkrok. Aż do ostatniej minuty było jednak 4:3 i dopiero wtedy strzałem z ostrego kąta, dobijając uderzenie P.K.'a Subbana, wyrównał Ryan Johansen. Do końca trzeciej tercji pozostawały wówczas 43 sekundy. One rozstrzygnięcia nie przyniosły, więc musiała to zrobić dogrywka. W 4. minucie dodatkowej części meczu Roman Josi i Nick Bonino wyprowadzili kontrę. Ten pierwszy zagrał do drugiego wysoko w powietrzu, a Bonino świetnie opanował krążek i odegrał do Szwajcara, który celnym strzałem dał ekipie z Nashville zwycięstwo 5:4. Bonino przekroczył wczoraj granicę 200 punktów w NHL.

Zanim zaczął się pościg ekipy z Nashville dwa gole strzelił dla niej Kevin Fiala. Szwajcar już w drugim kolejnym spotkaniu dwukrotnie trafił do siatki. Dla Islanders strzelali: John Tavares, Ryan Pulock, Casey Cizikas po pięknej indywidualnej akcji i Nick Leddy. Zespół z Nowego Jorku już po raz 10. w ostatnich 19 meczach pozwolił rywalom na oddanie przynajmniej 40 strzałów, podczas gdy wcześniej przez 6 sezonów i część obecnego zdarzyło mu się to tylko 11 razy. Bramkarze ekipy z Long Island i tak jednak radzą sobie w takich okolicznościach bardzo dobrze, bo z tych 21 spotkań wygrali 15, a tylko raz ich zespół przegrywał w regulaminowym czasie. Wczoraj Predators zdołali odnieść zwycięstwo, mimo że zawiodła jedna z ich najsilniejszych broni - gry w przewadze. Podopieczni Petera Laviolette'a wykorzystują je z trzecią najlepszą w lidze skutecznością 24 %. Dzięki wczorajszemu zwycięstwu z dorobkiem 71 punktów awansowali na pierwsze miejsce w dywizji centralnej, spychając na drugie Winnipeg Jets. Obie drużyny mają identyczny dorobek punktowy, ale "Preds" rozegrali o dwa spotkania mniej.

Bramkarz gości Pekka Rinne miał mniej pracy od Haláka, ale wpuścił 4 z 28 strzałów. I choć wygrał ósmy mecz z rzędu, to przyznał, że nie miał najlepszego dnia. - Przed trzecią tercją czułem, że gramy całkiem dobry mecz, a przegrywamy głównie przeze mnie i dwa gole, których nie powinienem wpuścić - mówił. - Bardzo mi ulżyło, gdy Josi strzelił w dogrywce. Co ciekawe, trener Islanders Doug Weight uznał trzecią tercję, w której jego zespół stracił gola wyrównującego, za najlepszą w wykonaniu drużyny i dodał, że zasłużyła na porażkę za to, jak grała w dwóch pierwszych odsłonach, po których... prowadziła. - Ta trzecia tercja była naszą najlepszą od dłuższego czasu. Ale zasłużyliśmy na porażkę za pierwsze dwie. Prowadziliśmy, ale mieliśmy dużo strat. Każdy z zawodników musi krytycznie spojrzeć na to, jak grał - skomentował Weight. Jego drużyna dzięki zdobytemu punktowi ma już 58 "oczek" i mimo porażki awansowała na drugie miejsce w klasyfikacji drużyn walczących o dwie "dzikie karty" do play-offów w konferencji wschodniej. W dywizji metropolitalnej jest piąta.

New York Islanders - Nashville Predators 4:5 (3:2, 1:1, 0:1, 0:1)
1:0 Tavares - Bailey - Lee 04:55 (w przewadze)
1:1 Fiala - Turris - Smith 11:59
1:2 Fiala - Bonino - Ellis 13:27
2:2 Pulock - Ledd - Nelson 14:05
3:2 Cizikas - Chimera 17:03
4:2 Leddy - Ladd - Nelson 23:39
4:3 Järnkrok - Hartnell - Ekholm 36:25
4:4 Johansen - Subban - Arvidsson 59:17 (bez bramkarza)
4:5 Josi - Bonino 63:42
Strzały: 28-47.
Minuty kar: 8-10.
Widzów: 10 217.



Aż 11 goli padło w Toronto, gdzie miejscowi Maple Leafs pokonali Anaheim Ducks 7:4. W trzeciej tercji było 4:4, ale 3 kolejne bramki gospodarzy przechyliły szalę zwycięstwa na ich stronę. Auston Matthews i William Nylander strzelili po dwa gole i zaliczyli po asyście, Zack Hyman raz trafił i raz asystował, przy trzech bramkach podawał Jake Gardiner, a listę strzelców w zwycięskim zespole uzupełnili Mitch Marner i Leo Komarov. W ekipie Ducks przy wszystkich golach podawał Corey Perry. To on także przypadkowo przyczynił się do kontuzji bramkarza rywali Frederika Andersena, który musiał opuścić taflę w drugiej tercji. Przejeżdżając przed bramką Perry przewrócił się o nogę Rona Hainseya i swoją łyżwą trafił w głowę duńskiego bramkarza. Tego między słupkami zastąpił Curtis McElhinney. Drużyna z Toronto wygrała 5 z ostatnich 6 meczów i z 67 punktami zajmuje trzecie miejsce w dywizji atlantyckiej. O awans do play-offów może być raczej spokojna, bo nad czwartymi Florida Panthers ma aż 17 punktów przewagi. Ducks mają 60 "oczek" i zajmują piąte miejsce w dywizji Pacyfiku oraz czwarte w klasyfikacji "dzikiej karty" w konferencji zachodniej.

Kontuzja Frederika Andersena



Pierwsze miejsce wśród drużyn walczących o dwie "dzikie karty" zajmują na Zachodzie Dallas Stars. Ostatniej nocy pokonali New York Rangers 2:1 i odnieśli już trzecie zwycięstwo z rzędu. Bramki zdobywali Tyler Seguin i Martin Hanzal, a Ben Bishop obronił 31 strzałów. Po drugiej stronie tafli Henrik Lundqvist skutecznie interweniował 39 razy, ale na niewiele się to zdało. Drużyna z Dallas wygrała już po raz trzeci z rzędu i ma na koncie 66 punktów. Jest coraz bliżej tego, by mniej martwić się o wyścig po "dziką kartę", a bardziej o miejsce w pierwszej trójce dywizji centralnej, które daje awans do play-offów bez względu na zdobycz punktową. Do trzecich w dywizji St. Louis Blues traci obecnie tylko jeden punkt. Gorzej wygląda sytuacja Rangers, którzy przegrali trzeci raz z rzędu, a w ostatnich 7 spotkaniach ponieśli 6 porażek. Z 55 punktami są ostatni w dywizji metropolitalnej, a także zajmują piątą pozycję w klasyfikacji "dzikiej karty" na Wschodzie.

Prawdziwy popis w meczu z liderem NHL dał Connor McDavid. Najbardziej wartościowy gracz ostatniego sezonu strzelił aż 4 gole i poprowadził Edmonton Oilers do niespodziewanego zwycięstwa 6:2 nad Tampa Bay Lightning. Do swoich trafień kapitan Oilers dorzucił także asystę, zostając drugim w XXI wieku zawodnikiem drużyny z Edmonton, który zdobył 4 bramki w jednym meczu. W 2012 roku podobnym wyczynem popisał się w meczu z Chicago Blackhawks Sam Gagner. Wtedy jego drużyna wygrała 8:4, a Gagner miał udział we wszystkich golach (4 strzelił i przy 4 asystował). McDavid swojego drugiego gola zdobył pięknym strzałem z niemal zerowego kąta, a czwartego zapisano mu po tym jak zagrał krążek zza bramki, a Chris Kunitz nogą skierował go do siatki swojego zespołu. Wczoraj bramkę i dwie asysty zanotował Leon Draisaitl, a Iiro Pakarinen wpisał się na listę strzelców po raz pierwszy w sezonie. 32 strzały rywali obronił Cam Talbot. Oilers mają 50 punktów i zajmując szóste miejsce w dywizji Pacyfiku tracą aż 11 do miejsca dającego play-offy. Ostatnio jednak wygrali 5 z 7 meczów, a tylko w jednym w tym czasie nie punktowali. Lightning z 75 punktami pozostają liderami całej ligi.

Kuriozalny czwarty gol Connora McDavida



WYNIKI NHL
TABELE




Powrót

Komentarze:

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.
X