Hokej.net Logo

Wyświetleń: 4898

I liga: Podhala ściana płaczu

2013-01-28 00:24:47

Po sobotnim spotkaniu nic nie zapowiadało emocji, jakie miały miejsce w niedzielę. Po trzymającym do ostatniej sekundy w napięciu pojedynku, Legia Warszawa pokonała lidera I ligi MMKS Podhale Nowy Targ 4:2.


Wczorajsza dotkliwa porażka, jakiej doświadczyli warszawscy hokeiści musiała wyraźnie podrażnić ich ambicje i w dzisiejszym spotkaniu postawili sobie za punkt honoru nie popełniać wczorajszych błędów. Dużo lepsza gra w obronie, przede wszystkim już nie tak chaotyczna, oraz szybsza gra w ataku, okazały się dobrą receptą na dużo lepiej notowanego rywala. Warto jednak wspomnieć, że legioniści w tym spotkaniu dysponowali nie tylko receptą, mieli cały zespół medyczny w jednej osobie. Po kolei.

Pierwsza tercja rozpoczęła się od wymiany uprzejmości. Najpierw Mateusz Solon sprawdził rozpoczynającego spotkanie w bramce Podhala, Bartłomieja Niesłuchowskiego, a chwilę później Filip Wielkiewicz odwdzięczył się salwą adresowaną do grającego od pierwszych minut w bramce Legii Krzysztofa Zborowskiego. Nowotarscy hokeiści wyraźnie przeważali od początku spotkania. W 3. minucie Dawid Olchawski ładnie wyłożył krążek Bartłomiejowi Neupauerowi, ale jego strzał odbił się od kasku interweniującego Zborowskiego. Od razu radzę się przyzwyczaić do tego nazwiska, ponieważ w relacji z tego meczu będzie ono często wymieniane. Kiedy już Legii udało się wydostać ze swojej tercji, zrobili to jak trzeba. W 5. minucie Ilya Vecher wykorzystał zamieszanie pod bramką Niesłuchowskiego i z jego pomocą, a dokładniej jego parkanu, umieścił krążek w bramce zdobywając swoją pierwszą bramkę w barwach stołecznej drużyny. Bramka zdobyta przez stołecznych wyraźnie podrażniła graczy z Podhala i od 6. minuty rozpoczęli oblężenie bramki Legii. Konrad Stypuła podaje do Kamila Kapicy… Zborowski. Józef Istocy… Zborowski. W 10. minucie na ławkę za atak kijem trzymanym oburącz wędruje Michał Porębski. Oblężenie przybiera na sile, a głównym kanonierem jest Sebastian Łabuz. Po raz pierwszy… Zborowski. Po raz drugi… Zborowski. Po raz trzeci… wiadomo. W 11. minucie wykluczeni zostają za próbę niesportowego rozstrzygnięcia różnicy zdań Damian Kran oraz Robert Mrugała.  Po chwili Legia ponownie wyzwala się na chwilę ze swojej twierdzy, ale Karol Wąsiński nie zdążył przyjąć krążka od Grzegorza Rostkowskiego i skutecznie zakończyć ładnej akcji w wykonaniu Legii. 14. minuta to kolejne nieporozumienie Krana, tym razem z Rafałem Ćwikłą. Schemat identyczny jak w przypadku wcześniejszej sytuacji – obaj odwiedzają ławkę kar. Podhale nie zwalnia i nadal stara się znaleźć sposób na rewelacyjnie dysponowanego Zborowskiego. W sytuacji sam na sam, w 16. minucie, Filip Wielkiewicz sprytnie podbija krążek, ale to również nie robi wrażenia na Zborowskim. Po chwili za niebezpieczną grę ciałem (dwie minuty) oraz niesportowe zachowanie (dodatkowe dziesięć), odesłany zostaje Neupauer. Gra wraca do równowagi, a Legii ponownie udaje się odwiedzić Niesłuchowskiego w tercji obronnej Podhala. Wymiana podań pomiędzy Karolem Szaniawskim a Grzegorzem Rostkowskim owocuje sprowadzeniem nowotarskiego bramkarza do parteru i bramką zaliczoną na konto Rostkowskiego. Niedługo potem Rostkowski odczuł konsekwencję swojego bramkostrzelnego działania i podcięty przez Roberta Mrugałę przez chwilę nie podnosił się z lodu. Pół minuty po karze dla anioła zemsty zakończyła się pierwsza tercja.

Po pierwszej tercji nastąpiła zmiana w bramce MMKSu, Niesłuchowskiego zastąpił skutecznie broniący w sobotnim spotkaniu Tomasz Rajski. Druga tercja nie rozpoczęła się najlepiej dla Legii, a dokładniej dla jednego z jej hokeistów, mianowicie Jarosława Grzesika, który po ostrym zagraniu ciałem przez, wydaje mi się Roberta Mrugałę, musiał zostać zniesiony przez kolegów z lodu. Kontuzja okazała się na tyle poważna, że Grzesik nie mógł już kontynuować gry. W 25. minucie ponownie wzmogła się ofensywa Podhala. Bartłomiej Bomba próbował poszukać swojej szansy i zaatakować zza bramki Zborowskiego, ale jego skuteczna obrona w parterze zniweczyła plany Bomby. Chwilę później krążek wystrzelony przez Tomasza Landowskiego ląduje prosto w rękawicy bramkarza Legii. W 30. minucie w sytuacji sam na sam okazję do zdobycia swojej drugiej bramki w ogóle i drugiej w tym spotkaniu marnuje Vecher. Jak przyznał po meczu, zabrakło kilku dodatkowych ruchów kijem. W tej samej minucie zawodnicy z Podhala ponownie uzyskują przewagę liczebną po tym jak Karol Szaniawski spowodował upadek Bartłomieja Bomby. Łabuz powraca do ulubionych wydaje się strzałów z dystansu, ale ten najgroźniejszy Zborowski odbija rękawicą posyłając krążek poza lodowisko. Podhale, grające na tym etapie dosyć nerwowo, w końcu zostaje nagrodzone. Grę w przewadze i zamieszanie pod bramką Legii wykorzystuje Piotr Ziętara i jako pierwszemu w tym spotkaniu, po licznych próbach własnych i kolegów z drużyny, udaje mu się pokonać Zborowskiego. Jednak morale Legii w tym spotkaniu było wyraźnie mocne i trzy minuty później wzmocniło się jeszcze trochę. Rajski obija strzał Maciejki, a krążek ląduje wprost na kiju młodszego z braci Wąsińskich, Karola, który nie zastanawiając się długo pakuje krążek wprost do bramki Podhala. 3:1. W 36. minucie na ławkę kar ponownie trafia Kran, tym razem za rzucenie na bandę. Gra w osłabieniu nie przynosi tym razem negatywnych skutków dla Legii, która zaczyna wyraźnie przyspieszać. Szaniawski popisuje się ładną indywidualną akcją, ale jego próba zmieszczenia krążka między parkanami Rajskiego pozostaje jedynie próbą. Chwilę później Szaniawski podaje do Karola Wąsińskiego, ale ten trafia wprost w Rajskiego. To nie koniec pracowitego okresu podhalańskiego bramkarza. Tuż przed syreną kończącą drugą tercję po strzale Krana Rajski ma wyraźne problemy, ale Szaniawski nie wykorzystuje dogodnej sytuacji i jego dobitka nie trafia w cel.  

Trzecia tercja rozpoczyna się czwartą już w tym spotkaniu karą dla Krana, a Podhale ponownie szuka swojej szansy. Jednak pierwszy strzał Kamila Kapicy trafia wprost w dobrze ustawionego Zborowskiego, a drugi w blokującego z poświęceniem Patryka Wąsińskiego. Strzały Neupauera oraz Stypuły zgodnie zatrzymują się na Zborowskim. W 45. minucie na ławkę trafia Łabuz po tym jak skutecznie sprowadził do parteru Patryka Wąsińskiego. Legii nie udaje się jednak skapitalizować przewagi. Dwie minuty później krążek z hukiem odbija się od parkanu bramkarza Legii. Czas zaczyna wyraźnie działać na niekorzyść zawodników z Podhala. W 48. minucie Wielkiewicz ładnie dogrywa krążek przed bramkę do Ziętary, ale Zborowski nie daje się zaskoczyć. Po chwili jednak Podhale musi zwolnić po tym jak na ławce kar zameldować musi się Mrugała. W 53. minucie rewelacyjną obroną popisuje się Zborowski. Wielkiewicz jest tak zaangażowany w sytuację sam na sam z doświadczonym bramkarzem wojskowych, że nie zauważa momentu, w którym prowadzony przez niego krążek znalazł się w rękawicy Zborowskiego. Legia zepchnięta do obrony popełnia błąd. Połącarz po wybiciu krążka poza lodowisko zostaje ukarany za opóźnianie gry. Warszawskim hokeistom brakuje 6. minut do pełni szczęścia. Kolejna próba Łabuza z hukiem odbija się od Zborowskiego. Jednak próba Landowskiego okazuje się skuteczna i bramka kontaktowa dla Podhala na pięć minut przed końcem spotkania staje się faktem. Końcówka jest wyjątkowo nerwowa w wykonaniu Legii i wzbogacona o bardzo niewskazane w tym momencie kary. W 58. minucie na ławkę ponownie w tej tercji trafia Połącarz, tym razem za zahaczanie, a trener Marek Ziętara prosi o czas dla drużyny. Rajski zostaje w boksie, a hokeiści wznawiają grę. Sędzia po chwili przenosi jednak wznowienie do tercji Podhala i Rajski musi wrócić na stanowisko. Nie na długo. Gdy tylko jego koledzy przejmują kontrolę nad krążkiem, Rajski znika, aby po chwili ponownie wrócić. 50. sekund do końca. Legia traci kolejnego zawodnika. Marcin Pawłowski zostaje ukarany za rzucenie w ferworze walki przeciwnika na bandę. Rajski w boksie. Na placu bitwy pozostają Zborowski, Szaniawski, Patryk Wąsiński i Porębski z Legii oraz Mrugała, Łabuz, Wielkiewicz, Bryniczka, Neupauer, Ćwikła. Dysproporcja sił wyraźnie zauważalna. Jednak to legionistom w pewnym momencie udaje się przejąć krążek i dosłownie na 4 sekundy przed końcową syreną publiczność wstrzymuje oddech, a Patryk Wąsiński spokojnie z wyczuciem podbija krążek z połowy lodowiska i kieruje go wprost do pustej bramki Podhala. Na tablicy pojawia się wynik 4: 2, który nie ulegnie już zmianie.

Jak możemy podsumować ten weekend? W sobotę widzieliśmy lidera, który pewny siebie przyjechał po należne mu zwycięstwo. W niedzielę zobaczyliśmy lidera, który oczekiwał powtórki z soboty, a w zamian otrzymał ruch oporu i tytułową ścianę płaczu w osobie Krzysztofa Zborowskiego. Braki kadrowe mogłyby być usprawiedliwieniem słabszej postawy Podhala, gdyby tylko ta drużyna była doświadczona przez los. Legii, jak wiadomo, też brakuje kilku zawodników z podstawowego składu. Warszawiakom, co przyznał sam trener Podhala, nie zabrakło dzisiaj serca i ambicji. Pokazali, że kolektyw z porządną „ścianą” za plecami może się postawić. Krzysztof Zborowski zasługuje na wyróżnienie jeszcze w jednym aspekcie. Od samego początku aż do ostatniej sekundy bacznie obserwując poczynania rywali, wspierał swoich kolegów przekazując wskazówki, które mam wrażenie były kluczowe dla osiągnięcia takiego, a nie innego, rezultatu. Jak to dobrze, że hokej, a sport generalnie, jest nieprzewidywalny. Dobrze, jak czasami ktoś nam o tym przypomni.

Powiedzieli po meczu:

Lubomir Witoszek, trener HUKS Legia Warszawa: - Obiecałem, że będziemy walczyć i walczyliśmy. Właściwie, tak naprawdę, to chłopcy wywalczyli sobie ten mecz. Robili to, co mieliśmy zaplanowane, czyli grali ostrożnie z tyłu, ruszali na kontry i wreszcie zaczęli strzelać. Jest wynik. Jesteśmy cały czas w grze o play-offy. Wyniki innych drużyn trochę nam nie sprzyjają, mamy to w naszych rękach – musimy wygrać cztery ostatnie mecze i mam nadzieję, że uda nam się wejść do kolejnej fazy. Trudno nie docenić roli Krzysztofa Zborowskiego… - Absolutnie, Krzysiek dzisiaj właściwie ten mecz wygrał, a taka jest rola bramkarzy. Jak nie ma drużyna dobrego bramkarza z tyłu, to się nie da wygrać. My mamy dwóch dobrych bramkarzy, Michał niestety wczoraj nabawił się kontuzji, ale Krzysiu dzisiaj od początku bardzo dobrze. Kluczowe elementy dla dzisiejszego wyniku to ostrożna gra z tyłu oraz strzelanie. Naprawdę, w końcu przestaliśmy gubić krążek w tercji ataku, zaczęliśmy strzelać i to dało wynik w postaci mniejszej ilości kontr naszych przeciwników - to w zasadzie nam wygrało mecz. Teraz już do końca musimy wygrać wszystko co można, a czekają nas naprawdę bardzo ciężkie mecze w Bytomiu, gdzie wszystko będzie przeciwko nam - od wyjazdu rolby poczynając. Mogę jedno obiecać – będziemy walczyć.

Marek Ziętara, trener MMKS Podhale Nowy Targ: - Kto był na meczu to widział co się stało. Spektakl jednego aktora, to był dzień Krzyśka Zborowskiego, to był jego show. To wszystko co dzisiaj Krzysiek wyłapał, pokazał swoją klasę i doświadczenie, które posiada. Ręce same składają się do oklasków. W zasadzie większość meczu spędziliśmy w tercji Legii, ale niestety nasza skuteczność szwankowała. Świetna forma Krzyśka, a Warszawa w zasadzie wykorzystała kilka tych sytuacji, które miała i takie mecze się zdarzają. Mimo znacznej przewagi w całym meczu niestety nie udało nam się tego wygrać. Legii należą się brawa za serce, przede wszystkim za serce i za ambicje, za walkę. Reszta to, tak jak mówiłem, spektakl Krzyśka. Zdarzają się takie mecze. Trzeba je przetrawić i pracować dalej. Dla nas nie ma w tym momencie żadnej tragedii. Doskwierają nam pechowe sytuacje, pechowe kontuzje. We wczorajszym meczu urazu doznał i nie grał dzisiaj Bartek Talaga, naciągnięte więzadła kolana. Teraz w końcówce meczu, czekamy na decyzję, jest podejrzenie złamania nosa u Piotrka Ziętary. Już wczoraj, oprócz tych czterech zawodników wcześniej wspomnianych, kolejnych dwóch to jest sześciu – praktycznie pół drużyny. Należą się zatem chłopcom brawa, że walczyli jak mogli.


Krzysztof Zborowski, bramkarz HUKS Legia Warszawa: Obaj trenerzy typują cię na niekwestionowanego bohatera dzisiejszego spotkania. – Nie powiedziałbym do końca bohater. Dzisiaj bohaterem była cała drużyna. Wszyscy walczyli, ja miałem troszkę więcej roboty z tyłu i fajnie, że się udało pomóc na tyle, że mamy dzisiaj 3 punkty. Po to wychodziliśmy, zadanie wykonaliśmy, wszyscy się cieszymy z tego. Wszyscy widzieli jak niestrudzenie przez całe spotkanie przekazywałeś kolegom wskazówki. – Starałem się jak mogłem. Wiadomo, że jestem z tyłu, troszkę więcej widzę, tak że ile tylko mogłem, to chłopakom starałem się podpowiadać. Myślę, że wyszło nam to na dobre. Powalczycie jeszcze o play-off? - Jasne, że powalczymy! Mamy jeszcze kilka meczy przed sobą, tabela jest na styku, tak że wszystko jest jeszcze otwarte. Wszystko w naszych rękach, głowach, nogach. Będziemy walczyć na pewno do samego końca.

Patryk Wąsiński, HUKS Legia Warszawa: - Tak naprawdę cieszę się ze zwycięstwa drużyny, a nie, że akurat udało mi się przypieczętować zwycięstwo. Walczyliśmy, można powiedzieć, dosłownie za dwóch. Nie dość, że walczymy o sam awans do play-off, to jeszcze dzisiaj występowaliśmy w okrojonym składzie – nie było czterech zawodników z podstawowego składu. W połowie meczu kontuzja dopadła również Jarka Grzesika, więc w ogóle skład nam się posypał, graliśmy na pięciu obrońców. Zwycięstwo w takim właśnie stylu jeszcze bardziej cieszy i można tylko patrzyć co będzie dalej. Końcówka była wyjątkowo nerwowa. Niepotrzebne faule i sześciu na trzech przez chwilę, później sześciu na czterech przez ostatnie dwie minuty… Udało się. Cieszymy się bardzo. Cały czas jesteśmy w grze. Nie poddajemy się. Przed rozpoczęciem sezonu powiedzieliśmy, że występujemy z walką. Zaczynaliśmy z niczym, tak samo jesteśmy w tym momencie, dalej mamy nóż na gardle i walczymy o to, żeby te play-offy w Warszawie były.

Kacper Bryniczka, kapitan MMKS Podhale Nowy Targ: - Szczerze powiedziawszy, przyjechaliśmy tutaj po 6 punktów, wywozimy tylko 3. Troszkę nas zgubiła ta wczorajsza wysoka wygrana. Dzisiaj po prostu mecz się nam nie układał. Mieliśmy przewagi i ich nie wykorzystywaliśmy, wczoraj wykorzystywaliśmy przewagi. Łapaliśmy głupie kary, jeszcze nam Bartek Talaga wyleciał ze składu po wczorajszym meczu, no i stało się, jak się stało. Krzysiu Zborowski bardzo dobrze bronił, on praktycznie wygrał ten mecz. Był jak ściana, nie mogliśmy nic zrobić po prostu. Bardzo dobry mecz rozegrał. My gdybyśmy lepiej strzelali, to może byśmy wygrali. Szczęście na pewno nie było dzisiaj po naszej stronie. Nie odpuściliśmy, my zawsze przyjeżdżamy i gramy o zwycięstwo. Tak się zawsze gra u nas. Po prostu stało się, jak się stało. Nigdy nie odpuszczamy, zawsze wychodzimy na 100%. Troszkę nas uśpiła ta wczorajsza wygrana.

HUKS Legia Warszawa –MMKS Podhale Nowy Targ 4:2 (2:0,1:1,1:1)

Bramki:

1:0 – Vecher  5:00’
2:0 – Rostkowski G. (Szaniawski) 17:41’
2:1 – Ziętara P. (Bryniczka) 31:15’ 4/5
3:1 – Wąsiński K. (Wąsiński P., Maciejko) 33:23’
3:2 – Landowski (Bryniczka) 54:29’
4:2 – Wąsiński P. (Szaniawski) 59:59’ 4/5 

Składy:
HUKS Legia Warszawa: Zborowski (Janiszek), Porębski, Grzesik, Wąsiński P., Solon M., Szaniawski K., Połącarz, Solon R., Maciejko, Rostkowski, Wąsiński K., Pawłowski M., Kran, Vecher, Wolski, Stępski, Świderski 

MMKS Podhale Nowy Targ: Rajski - Niesłuchowski, Łabuz, Mrugała, Ćwikła, Neupauer, Olchawski, Kapica K., Landowski, Stypuła, Bryniczka, Wielkiewicz F., Istocy, Bomba, Ziętara, Gaczoł, Tomasik, Wojdyła, Szal

Strzały: Legia – 31, MMKS Podhale – 55
Kary: Legia – 18, MMKS Podhale – 24 (w tym 10 min. Neupauer za niesportowe zachowanie)
Sędziowie: P. Breske (główny), W. Zień – J. Syrek (liniowi)
Widzów: 600



Powrót

Komentarze:

coś tu nie gra: HUKS Legia Warszawa –MMKS Podhale Nowy Targ 4:2 (0:2,1:1,1:1)
Wszystko gra. Tak miało być.
Dzięki, poprawione.
Trochę odejdę od meczu, ale też na temat Podhala. Wszystko wskazuje na to, że zarząd Podhala likwidując CLJ strzelił sobie w stopę. Rozmontowano drużynę, która była liderem a pozostawiono Juniora młodszego, który dopiero w barażach będzie walczył o udział w mistrzostwach. Cóż, presja rodziców była bardzo silna.Szkoda.
Rodzice chcieli ,by ich dzieci grały w CLJ ,tylko że klub nie chce ich finansować.Teraz nie ma szans na mistrza juniorów młodszych a starsi, którzy nie grają w Dębicy, zostali na "lodzie" ,bo wzmocnienia spowodowały nadmiar zawodników.To nie tylko strzał w stopę ,ale też powstrzymanie rozwoju wielu zawodników.Skutki będą widoczne w kolejnych latach ,bo brak zaplecza spowoduje dziurę , którą trudno załatać.Zaprzepaszczono też szansę wielu młodych na zaprezentowanie się w mistrzostwach CLJ i trafienie do lepszych drużyn.A co jeśli nie będzie awansu?
Już pokazano młodym , gdzie ich miejsce w e-lidze skoro ściąga się niesprawdzone wzmocnienia bojąc się play off.
Do jasnej cholery, jak się chce pisać relacje, to trzeba mieć odrobinę wiedzy o języku polskim, jego ortografii i gramatyce. Redaktorze, sprawdź sobie co znaczy "tak, że" a co "także". To nie są synonimy! Także - pisane razem, znaczy tyle, co "również".
przynajmniej coś pisze, a nie więcej wkrótce...
Brawo, Legio! Jesteśmy dumni z chłopaków!
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V