Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 7046

Kanada zmobilizowana przez Rosjan - echa finału w Pradze (WIDEO)

2015-05-18 08:52:19

Reprezentacja Kanady zdobyła w Pradze 25. w historii tytuł mistrzów świata, pokonując Rosję najwyżej w historii meczów obu drużyn. Po meczu finałowym trener Kanadyjczyków powiedział, że dodatkową motywację do gry dało jego zawodnikom zachowanie rywali przed spotkaniem.


Kanada wygrała finałowe starcie 6:1, a po meczu jej trener Todd McLellan przyznał, że jego drużynę dodatkowo zmobilizowało zachowanie Rosjan podczas rozgrzewki. Podopieczni trenera Oļegsa Znaroksa zastosowali przed meczem znany już z ubiegłorocznego półfinału ze Szwecją i finału z Finlandią element gry psychologicznej. Podczas rozgrzewki cała rosyjska drużyna stanęła na własnej linii niebieskiej i trochę jak bokser przed walką groźnie spoglądała w stronę rywali. McLellan twierdzi jednak, że jego podopiecznych ta zagrywka Rosjan nie przestraszyła, a wręcz przeciwnie.

- To ich wpatrywanie się w nas było właśnie tym, czego moi chłopcy potrzebowali - powiedział McLellan. - Wcześniej rozmawialiśmy o tym, które ich spojrzenia będą ważniejsze - te przed meczem czy te po meczu. Uznaliśmy, że te po, więc dziękujemy za tę dodatkową motywację, którą nam dali. Dla 47-letniego trenera reprezentacji Kanady złoty medal zdobyty w Pradze to nagroda pocieszenia po tym jak w kwietniu klub San Jose Sharks rozwiązał z nim kontrakt. Kanadyjski szkoleniowiec uchodził w NHL za trenera, który po znakomitej grze zespołu w sezonie zasadniczym nie potrafi go zmobilizować do wykrzesania z siebie czegoś więcej w walce o Puchar Stanleya. Na Mistrzostwach Świata jednak było inaczej. Kanada grała świetnie w fazie grupowej, ale impetu nie straciła w rywalizacji o medale. Ekipa McLellana wygrała wszystkie 10 meczów w regulaminowym czasie gry i strzeliła w nich 66 goli, co jest rekordem wszech czasów na Mistrzostwach Świata.

Swoje kolejne cegiełki do sukcesów dokładali zawodnicy wszystkich formacji i to było największą siłą ekipy spod znaku klonowego liścia. - Taka była historia tego turnieju. Każdy dał coś od siebie - każdy atak, zarówno w ataku, jak i w obronie. Mieliśmy chłopaków świetnie broniących osłabienia, Mike Smith był znakomity w bramce. To był prawdziwie zespołowy występ - mówił po finale kapitan kanadyjskiej kadry Sidney Crosby. Crosby dorzucił swój pierwszy złoty medal Mistrzostw Świata do cenniejszych trofeów, które już ma na koncie - Pucharu Stanleya zdobytego w 2009 roku i "złota" Igrzysk Olimpijskich w 2010 i 2014 roku, dzięki czemu został członkiem "Klubu Potrójnego Złota", skupiającego zdobywców tych trzech trofeów.

Crosby jako pierwszy został potrójnie złotym kapitanem, bo i Puchar Stanleya, i złoty medal w Soczi, i teraz "złoto" Mistrzostw Świata zdobywał z literą C na bluzie. - To dla mnie wielki zaszczyt. Miałem szczęście grać w wielkich drużynach. Czasem właśnie trzeba mieć trochę szczęścia, ale przede wszystkim czuję się zaszczycony, że te sukcesy osiągaliśmy zespołowo - powiedział kapitan Kanady po spotkaniu finałowym.

Swój indywidualny sukces odniósł w Czechach także Jason Spezza, który z 14 punktami wygrał klasyfikację punktową turnieju. Po zdobyciu złotego medalu napastnik Dallas Stars przyznał, że w finale z Rosją kluczowe było to, że Kanadyjczycy trzymali się swojego planu, a nie próbowali się dostosować do gry rywali. - Wiedzieliśmy jak groźni są tacy napastnicy jak Jewgienij Małkin, Aleksandr Owieczkin czy Władimir Tarasienko i że nie możemy im zostawiać zbyt dużo miejsca, ale musimy ich dokładnie pilnować. A jednocześnie nie mogliśmy odejść od swojej gry, bo ona dała nam już wcześniej zwycięstwa w trudnych meczach ze Szwecją i Czechami. Z pomocą naszego stylu wygraliśmy także finał - powiedział Spezza.

Zupełnie inne głosy dobiegały po spotkaniu z szatni rosyjskiej. - Okazaliśmy im zbyt wiele szacunku. Trudno wygrać, kiedy rywal strzela po 15 razy na tercję. Siergiej Bobrowski może obronić dużo, ale nie aż tyle - powiedział po meczu kapitan rosyjskiej ekipy Ilia Kowalczuk. - Mieliśmy bardzo waleczny zespół, który musiał zmagać się z wieloma kontuzjami. Teraz najważniejsze, żeby wyciągnąć wnioski i iść dalej. Kowalczuk przyznał także, że srebrny medal nie ma dla niego większej wartości. - Dla mnie liczy się tylko zwycięzca, a srebrne i brązowe medale są tylko symboliczne - skomentował.

Być może właśnie z tego powodu Kowalczuk nie uszanował po meczu rywali i namówił kolegów do opuszczenia tafli jeszcze przed hymnem Kanady. Jednym z tych, którzy chcieli zostać był Owieczkin. Został on na tafli m.in. z Małkinem i Wiktorem Tichonowem. Kanadyjskie media nie poświęciły temu wydarzeniu zbyt wiele miejsca. Z ostrym atakiem zachowanie części rosyjskich hokeistów spotkało się za to co ciekawe w szwedzkiej telewizji. - To straszny brak szacunku. Do cholery, to jest bardzo słabe - oburzał się były członek sztabu reprezentacji Szwecji, a obecnie ekspert stacji TV4 Niklas Wikegård. - Małkin i Owieczkin nie mieli pojęcia co się dzieje, kiedy Kowalczuk zaczął ich wyprowadzać z lodu. Po finale Mistrzostw Świata zostaje się na lodzie i oddaje szacunek drużynie, która wygrała. Jasne, że trzeba wysłuchać hymnu rywala, a oni okazali zero repsektu.




Aleksandr Owieczkin został po meczu zapytany czy za porażkę jego ekipy odpowiada zmęczenie jej graczy po trudnym sezonie. - Nie, nie uważam żeby tak było. Nie byliśmy w sumie "wyciśnięci jak cytryny". Oczywiście ktoś jest zmęczony, ktoś może być gorzej przygotowany, ale warunki były takie same dla obu drużyn, nie ma sensu mówić o zmęczeniu - skomentował napastnik Washington Capitals.

Mimo zdobycia srebrnego medalu dość krytycznie postawę rosyjskiej ekipy ocenił były wybitny obrońca CSKA Moskwa, Detroit Red Wings i reprezentacji ZSRR Wiaczesław Fietisow. - Gdyby nie Bobrowski w bramce to już wyniki ćwierćfinału ze Szwecją i półfinału z USA mogły być inne. I nie jest to tylko moja opinia, ale podobnie myśli wielu ekspertów - skomentował Fietisow, który dodał, że w finale różnica klasy między obiema drużynami była już zbyt duża, by mógł ją zniwelować bramkarz. - Tylko ślepy nie zauważyłby różnicy w umiejętnościach, pewności siebie i woli zwycięstwa - ostro ocenił Fietisow.

Prezydent Federacji Hokeja Rosji (FHR) Władysław Trietjak próbował usprawiedliwiać zespół wskazując na niepowodzenia innych. - A co mają powiedzieć Czesi, którzy zostali bez medalu? Niestety nie wszyscy nasi najlepsi zawodnicy mogli tu wystąpić i ciągle mamy graczy rywalizujących w play-offach NHL - mówił były znakomity bramkarz, nie zważając na fakt, że w finałach konferencji NHL Kanada ma więcej gwiazd od Rosji. Trietjak zwrócił jednak także uwagę na problem oddawania strzałów - wczoraj szczególnie widoczny, bo Rosjanie na bramkę Mike'a Smitha uderzali tylko 12 razy. - Pozostaliśmy w epoce podania i chociaż stwarzamy sobie sytuacje bramkowe, to później nie potrafimy oddawać dobrych strzałów - mówił. - A poza tym rozgrywanie krążka nie jest już takie perfekcyjne jak w czasach Związku Radzieckiego. Gdybyśmy to mieli, to wynik byłby inny - zakończył.



Powrót

Komentarze:

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V